Wyprawy

KUBA – dzień 23 i 24 (Playa Larga – nurkowanie)

MP_KUBA_baner250
KUBA. Muzeum Niespełnionych Marzeń
dzień 23 i 24

Playa Larga – nurkowe dni
12 maja

Ponieważ 12 i 13 maja są dniami nurkowymi bliźniaczo w większości podobnymi więc postanowiłem nie rozciągać bloga ponad cierpliwość nienurkujących i skomasujemy te dwa dni na jednej stronie blogu.

Dziś pierwsze dzień nurkowy. Robimy trzy nurkowania. Pierwsze nad mur opadający @#$ m w dół. Najczęściej pada głębokość 300m. Tam podziwiamy ryby trzymające się głębiej, homary i takie tam. Drugie nurkowanie to powrót nad nasz pierwszy wrak. Z Javier’em kręciliśmy tam film, a teraz chcemy zrobić fajne zdjęcia. Trzecie nurkowanie płytsze aby fotografować ryby i korale tak do 10m i później popływać z chłopcami.

Pierwsze nurkowanie to spojrzenie w dół i głęboki oddech z automatu. Jest dobrze! Widoczność znakomita. Obawiałem się, że coś się popsuło przez te trzy tygodnie naszej nieobecności. Ale nie – jest klarownie i pięknie, nie ma fali z którą walczyliśmy wcześniej, niebo jak niebieska blacha. Dostrajam się do fotografowania pod wodą – pełen spokój i jednocześnie uspokajamy naszego przewodnika co do naszych umiejętności.

Drugie nurkowanie to już jest super wypas. Płyniemy kilka metrów pod krawędzią rafy mając NIC pod sobą i ścianę nad sobą. Obok skrzydlice i niesamowite bogactwo korali, a pod nami zieje granatowa przepaść. Wreszcie dopływamy do wraku którego rufa spoczywa tuż za krawędzią, a dziób łagodnie wznosi się zgodnie z prawie płaskim dnem. Spoczywa na stępce i jest świetnym tłem do zdjęć. Fotografuję, robię też podwodne panoramy. Bajka.

Kończy się nam NO DEC TIME – czyli czas, który mamy tu bez dekompresji. Szczęśliwie profile nurkowania tu są genialne. Od krawędzi dno tak powoli się wznosi, że jak jesteśmy z powrotem przy brzegowej drabince to okazuje się, że nie trzeba żadnych przystanków bezpieczeństwa bo to wynurzenie jest bardzo powolne. Zamiast wisieć przy linie na 5 metrach pływa się między kolorowymi, koralowymi ostańcami wśród rybek nad piaszczystym i coraz bardziej płytkim dnem.

Zadowoleni jak smoki idziemy na obiad. Ale wcześniej chłopcy mają lekcję przyrody. Kiedy patrzyli na jaszczurki jedna nie zachowała ostrożności i… złapał ją wąż. Błyskawicznie owinął się wokół niej i po chwili wessał w całości. Później poszedł do domu trawić. Chłopcy jeszcze ze trzy razy wracali sprawdzić co tam wąż porabia. Acha! Kiedy my nurkowaliśmy chłopcami zajmował się… animator z hotelu… Po południu animuje, wcześniej pomaga w bazie nurkowej i restauracji przy jaskinii.

Dziś na obiad zjadam krokodyla z ryżem, Ania krewetki z ryżem ale jakieś takie za tłuste to danie, a chłopcy różnie. To sałatka, to owoce, to ryż, Michał nawet zjadł mojego krokodyla. Nie namawiamy ich za bardzo do jedzenia bo wiadomo, że na takim upale nie je się zbyt chętnie, a dzieci z tzw. rozsądku zjeść nie potrafią. Wieczorem na pewno wessą zupkę z makaronem.

Po obiedzie czas na trzecie nurkowanie. Celem jest głównie fotografowanie korali i rybek na wodzie do 10 m ale mamy też chytry zamysł. Chłopcy strasznie chcą pooddychać z automatów jak nurkowie. Ponieważ świetnie snorklują wracamy do brzegu jak mamy po pół butli powietrza i ekipa podaje nam chłopców do wody. Fala zrobiła się już spora ale wszelką bojaźń i strach zastąpił zachwyt po jednym spojrzeniu pod wodę i zobaczeniu setek kolorowych ryb. Odpływamy od brzegu, fala się wypłaszcza. Ania bierze Stasia, ja płynę z Michałkiem trzymając go za rękę. Zamieniam mu fajkę na mój zapasowy automat. Teraz płyniemy obok siebie i Michciu oddycha z automatu jak prawdziwy nuras. Co za szczęście i duma! A jakie emocje! Palec wskazuje kolejne ławice ryb lub co ciekawsze widziane okazy. Ja mu też pokazuję co barwniejsze miejsca i ryby.

To niesamowite ale jak Michciu dostał automat do oddychania to wyglądało jakby nic innego nie robił do tej pory. Genialnie. A trzeba wiedzieć, że takie partnerskie oddychanie wcale nie jest łatwe. Ci co to robili wiedzą o co chodzi. Oczywiście o żadnym nurkowaniu mowy nie ma – to tylko snorklowanie z oddychaniem z butli ale taka niesamowita przy tym radość i satysfakcja, że możemy robić to co rodzice i widzieć te same cudowne podwodne skarby.

Po trzecim nurkowaniu akurat czas na zwinięcie bazy i nasz powrót. Zauważyłem sflaczałą oponę w lewym tylnym kole więc jedziemy do sklepu na obiecane lody i zakupy, zostawiam Anię z chłopcami w sklepie i do wulkanizatora. Podpompowujemy i trzeba będzie zobaczyć czy zejdzie przez noc. Jakby co to maniana naprawimy. Jeszcze jedziemy do drugiego sklepu bo się zaparłem by kupić marmoladę z gujawy – jest pyszna! Przypomina te nasze wielkie brązowe bloki marmoladowe, które kiedyś królowały w sklepach, a teraz dziwnie ich nie ma. Cholerny kapitalizm zabił świetny produkt – a tu jest i ma się dobrze… Vive La Revolucion! Ale nie ma w sklepie, który rodził największą nadzieję… Jeszcze piekarnia i idę po informację do naszej zaprzyjaźnionej sklepowej w kolejnym sklepie. Wiemy, że jak nie ma czegoś to powie gdzie to można kupić. I sprawdziło się. Okazało się, że jest jeszcze kolejny sklep w Playa Larga, o którym nie wiedzieliśmy. To raczej jest punkt wydawania towarów na kartki. Kłębi się kolejka bo rzucili czekoladę, której oczywiście nie wystarczy dla wszystkich chętnych ale… tak! Widzę paczki mojej pysznej marmolady z gujawy ułożone jak sztaby złota w banku.

A co tam! Może niech źle o mnie pomyślą ale wpycham się do środka, mijam zwodem porządkowego i dopadam regału łapiąc sztabkę marmolady. Cena: 25 kubanów czyli 1CUC i 1kuban. A skąd ja q$%^&* im wezmę tego kubana? Daję CUCa i dziesiątaka, „niguna problema” mówię do sprzedawcy by nie szukał kasy do wydawania i aby nie myślała o mnie źle kolejka wychodząc każdemu pokazuję moją pyszną sztabkę tłumacząc „pasta gujawa” z uśmiechem Jasia Fasoli na ustach… Obśmieli się nawet ci na końcu kolejki co im czekolady na pewno nie starczy…

Wracamy do domku cudownie schłodzonego. Chłopcy oglądają kreskówkowy pełen metraż. My patrzymy na zdjęcia z dzisiaj. W końcu Ania idzie z chłopcami na zachód słońca na basen, a jak zgrywam foty i piszę…

Dobranoc…


 13 maja

To jest odpoczynek! Nie jakieś Varaśmaja, Koko Moko czy inne ol-inkluziwy. Rano śniadanko, a później dwa nurkowania. Nowe miejsce rewelacyjne dla nurków ale i dla dzieci nurków… Mała zatoczka w Zatoce Świń z białym piaseczkiem i skałkami. Chłopcy mają 100% możliwości do wykorzystania. Widzą rybki, kraby, mogą się bawić w piasku, taplać, pływać pod czujnym okiem ich opiekuna, a my z Gonzalesem „Ernesto” możemy dać nura.

Pierwsze nurkowanie na wall’u. Gonzales jest trzeba przyznać nieufny jeżeli chodzi o klientów. I DOBRZE! Nie ma u niego miejsca na luzactwo i olewnictwo. Dobry klient to żywy, a nie utopiony! Zawsze pierwsze nurkowanie robi rozpoznawcze, widzi jak się klienci zachowują i czy są w dobrej formie. Kolejne nurkowanie może być już trudniejsze. Niekoniecznie znaczy głębsze ale np. nurkowane na wrak to szczególnie dla fotografującego spore amplitudy zmian głębokości. U mnie było to raz od -23.5 metra po -12 i znowu w dół bo kadr nowy wymyśliłem i znowu na -14. Gonzales oczy musiał mieć dookoła by się zorientować gdzie akurat jestem. Oczywiscie tlenu zużywałem tyle co palenisko parowozu więc te czasy rzędu 35 minut na nurek na 23 metry to było niestety zupełnie normalne ale jednocześnie przy wraku było tyle czasu by bez problemu zrobić i ujęcia ogólne i panoramy i zdjęcia typowe np.: dwóch nurków pokazuje OK! szczerząc się przez zaciśnięte na automacie zęby… 😉

Acha! MAMY TRZECI WRAK! Nawet w najśmielszych myślach nie przypuszczaliśmy, że to się uda. Nurkowanie wśród korali jest fajne, ale jak są wraki… to zupełnie inna bajka. Wrak to cel i konkret. W sumie dziś mamy nasze 10 nurkowanie na Kubie. Michał w przerwie naszych nurkowań uczy się oddychać przez automat i oczyszczać go z wody. Zalewa go całego wodą z butelki, po czym albo dmuch albo (to woli bardziej) przedmuchuje naciskając zawór i wydmuchując całą wodę impetem powietrza z butli.

Po drugim nurkowaniu zawalamy bagażnik sprzętem i pędzimy na parking pod Jaskinią Ryb. Rozliczamy się za nurki i opiekę nad dziećmi i idziemy do restauracji o 5 metrów od zalanej jaskinii. Teraz jestesmy na luzie więc postanawiam zagrać rolę Jasia Fasoli. Kiedy wycieczka stoi i patrzy na głębię ponad 70 m zafascynowana ciemno zieloną wodą i szarpiącymi nerwy opowieściami przewodnika proszę kilka osób by się rozstąpiły „Sorry aj łud lajk tu dżamp…” i skaczę z rozbiegu po 7 metrowym locie w sam środek wodnej czeluści… Słyszę głośne „Oooooj!….” i przyspieszone bicie serca wycieczkowiczów… Jest dobrze… 😉

No i jest jedzonko! Ja tradycyjnie wcinam krokodyla. Michał też poczuł głód i imponuje mu, że zje takie dzikie zwierzę. Dostaje z mojego talerza kilka kawałków i wcina z dumą. Staś też dał się skusić i już mogą w CV pod datą 13 maja 2011 wpisać: na obiad był krokodyl…

Po powrocie do hotelu wypłukuje cały sprzęt ze słonej wody i idę na basen gdzie już na cały ośrodek słychać krzyki szalejących chłopców. Mam miejsce z powerem dla komputerka więc zgrywam zdjęcia ale nudzi mi się to szybko więc idę poszaleć w basenie. O 19.00 wracamy do pokoju na kolację…

Jutro jedziemy do Vinales. Dobranoc…


Cudowna zatoczka. Świetne miejsce nurkowe ale i
wspaniałe miejsce dla dzieci nurków!




Mamy kolejny wrak.




OKEJ do kwadratu!



Orkiestra dęta.



I wreszcie trzeci wrak!






Chłopcy pomagają przy sprzęcie…


Rośnie nowe pokolenie zafascynowane podwodnym światem…


…będą nowi kursanci na kursie nurkowym!
Jeszcze trochę i już…

.:. DZIEŃ 22  .:.  MENU WYPRAWY  .:.  DZIEŃ 25 .:.

Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.

Share