NAMIBIA - galeria Małego Podróżnika



Namibia to fascynujący kraj z najpiękniejszymi wydmami świata, kanionem Fish River dzierżącym palmę pierwszeństwa w Afryce pod względem wielkości. Tu mamy Park Narodowy Etosha z nieprzebranym bogactwem zwierząt oraz legendarne Wybrzeże Szkieletowe. Jednak zwiedzając Namibię czułoby się wielki niedosyt, gdyby nie było tu wspaniałych ludzi z plemion Himba (na pn. zach.) i Buszmenów (na wsch.). To jedne z najciekawszych plemion afrykańskich. Odwiedziliśmy ich podczas jednej z wypraw Małego Podróżnika i zapraszamy do poznania oczywiście przez pryzmat dzieci.

HIMBA ::::::::::..........


A-kuku! Podczas gdy mama oddaje się codziennemu zabiegowi pielęgnacji polegającemu na okadzaniu ciała dymem oraz smarowaniu skóry mieszanką ochry i ziół, jej córka bawi się z nami w chowanego. "Nie ma mnie!" - zdaje się mówić jej minka.


Mężatki Himba mają włosy zlepione glinką w dredy, zaś na szczycie głowy noszą skórzaną ozdobę. Całości stroju dopełniają metalowe pierścienie noszone wokół pasa oraz na rękach i na nogach a takżę... nosidełko z maluszkiem, jako że tutejsze mamy zwykle mają po kilkoro dzieci zaś każde kolejne witane jest w rodzinie z radością.


Fryzura nastolatka Himba to warkocz fantazyjnie zawinięty do tyłu głowy. Opiekujący się młodszym bratem chłopiec nabiera wprawy - zapewne za kilka lat sam zostanie tatą.


Oparte o ścianę domu dzieci korzystają z chwili odpoczynku. Do ich obowiązków należy opieka nad młodszym rodzeństwem oraz pomoc przy pasaniu bydła. Krowy w świecie Himba są najwyższą wartością: dają mleko, mięso, skóry oraz... cenne odchody, gdyż chaty budowane są z gałęzi oblepionych ziemią zmieszaną z krowimi plackami. A jako że całe obejście wioski pełne jest rozdeptanych na pył kup, stąd też najpowszechniejszą chorobą tutaj jest kaszel krowiego łajna.


Siedzący na kolanach babci maluszek czuje się bezpiecznie i szczęśliwie. Wioska tworzy cały jego świat, który jest przewidywalny i podporządkowany odwiecznym tradycjom. Tylko nieliczne dzieci są wysyłane do szkoły, gdyż te które rozpoczynają edukację porzucają tradycyjne stroje i zwyczaje, zaś po jej zakończeniu nie wracają do wiosek. Dla tego plemienia jest to realny problem przetrwania we współczesnym świecie, gdyż liczba Himba żyjących zgodnie z tradycją co roku się zmniejsza.


Przytulony do mamy maluszek popija jej mleko. Dzieci karmione są tu nawet do 3-4 roku życia, choć zwykle w międzyczasie rodzi się młodszy konkurent do maminego bufetu.


Plemię Himba słynie z wymyślnych fryzur świadczących o pozycji danej osoby w społeczności. Małe dziewczynki noszą dwa warkocze nachodzące na twarz, a gdy jeszcze trochę podrosną będą nosiły firankę z cienkich warkoczyków zasłaniającą im buzie. Dzięki temu od razu wiadomo iż jeszcze nie dorosły do zamążpójścia.


Wszystkie dzieci lubią przymierzać buty rodziców. Dla tego malucha doskonałą zabawką są sandały taty, zrobione z kawałka... opony!


Zwis na nietoperza na żerdzi kurnika. Kurnik, spichlerz na palach, drzewo to naturalny plac zabaw dla dzieci.


Portretu szczęśliwej rodziny dopełniają symbole powodzenia w życiu: dziedzic rodu (i krów) oraz przyczepiona do paska komórka. Wprawdzie w wiosce nie ma zasięgu, ale kto by się przejmował takim drobiazgiem.


BUSZMENI ::::::::::..........



Schowane przed deszczem dzieci czekają na powrót mamy. Przez wieki takie chaty stanowiły schronienie dla Buszmenów, którzy w poszukiwaniu zwierząt oraz jedzenia wędrowali i nie budowali trwałych siedzib. Jednak farmy grodzące swe terytoria płotami, oraz znalezienie diamentów na Kalahari sprawiło, iż dziś Buszmeni są spychani do rezerwatów, gdzie ich umiejętności przetrwania w buszu stają się nieprzydatne. Jednym z projektów ratujących ich kulturę jest wioska Ju/'hoansi, gdzie na potrzeby turystów odtwarza się dawny styl życia: m. in. poprzez noszenie tradycyjnych strojów i pokazy rękodzieła.


Buszmeńskie kobiety praktycznie nie rozstają się ze swymi maluchami. Podczas pokazu dla turystów śpiewów i tańców przy ognisku, na sześć widocznych na zdjęciu kobiet, aż trzy mają dzieci przytroczone do pleców, gdyż w tej kulturze maluchy są pełnoprawnymi członkami społeczności. Nie czeka się aż pójdą spać by się pobawić: one mogą przecież bawić się z nami (nawet jeśli trochę drzemią, jak siedzący w kucki chłopiec, za duży by go nosić)!


Wioska Ju/'hoansi. Podczas gdy mama jest zajęta wytwarzaniem tradycyjnej biżuterii lub zbiera rośliny w buszu, maluszek korzysta by łyknąć drugie śniadanie. Informacja iż mamy na zachodzie do karmienia muszą mieć specjalne fotele i poduszki byłaby tu przyjęta z niedowierzaniem. Przecież maluszka wystarczy przytrzymać, zaś starsze jak chce jeść to samo trafi do biustu!


Na co dzień Buszmenki noszą zachodnie stroje zaś dzieci wkładają do nosidełek z materiału, jednak z okazji wizyty turystów wyjęły skóry w jakie ich plemię od wieków się ubierało i w jakich nosiło się dzieci. Tutejsze mamy byłyby zapewne zaskoczone radą jakiej udziela się w Europie: "Nie noś dziecka bo się przyzwyczai". W Afryce maluchy dorastają noszone i przytulane przez wszystkich w wiosce.

O ile w wiosce Himba placem zabaw jest ustawiony na palach kurnik, o tyle przy szkole w wiosce Buszmenów zbudowano specjalną konstrukcję, która w czasie przerw przeżywa prawdziwe oblężenie.

Buszmeńska wioska Ju/'hoansi. Choć Buszmeni są najstarszymi mieszkańcami tej części afrykańskiego kontynentu, to pozbawieni swych terenów łowieckich i zepchnięci na margines społeczeństwa, wiodą dziś życie dalekie od swej kultury.

W oczach kilkumiesięcznego dziecka odbija się błękit nieba nad Kalahari, jednak nad przyszłością Buszmenów zbierają się ciemne chmury...

Chwila beztroskiej zabawy z maluszkiem. Z wszystkich zabawek na świecie najlepszą jest zawsze mama!

Buszmeńskie dzieci uczą się przez naśladowanie dorosłych oraz rówieśników. W tej kulturze praktycznie nie istnieje pojęcie jedynaka jako że tu dzieci od świtu do nocy przebywają w towarzystwie innych dzieci.

Sprawdzam jak smakuje ten owoc! Położony na skórze maluszek korzysta z okazji by po swojemu zgłębić tajniki buszu. Tutejsze dzieci uczą się natury od urodzenia, stąd dwunastolatki znają nazwy i zastosowanie blisko 200 roślin!

I jeszcze trochę portretów...







MAFWE ::::::::::..........


W wiosce Kwando na Caprivi Strip mamy noszą maluchy przewiązane kawałkiem materiału. To metoda stosowana od wieków, pozwalająca kobietom na pracę na polu i obejściu domu bez rozstawania się z dzieckiem. Sądząc po głębokim śnie malucha jest mu bezpiecznie i wygodnie!


Wioska Kwando. Podczas gdy mamy śpiewają na powitanie gości (czyli nas - turystów) ich dzieci naśladują ich ruchy klaszcząc w dłonie. Tylko ze śpiewem idzie im gorzej, czemu w równym stopniu winna jest nieśmiałość jak i otrzymany przed chwilą balonik.

Zdjęcia: Anna Olej-Kobus/Krzysztof Kobus - TravelPhoto




(c) Mały Podróżnik - www.malypodroznik.pl - wszelkie prawa zastrzeżone




























WYPRAWA

Wyprawy Małego Podróżnika - Namibia 2008




...::: powrót do menu DZIECI :::...