Migawki z wyprawy - Maroko.

Agadir
Popularny wśród zachodnich turystów kurort nad Atlantykiem, dokąd można całkiem tanio dolecieć. Wybraliśmy się tam więc i my: Malwina, Artur i półtoraroczny Piotruś. Cel - aklimatyzacja przed dalszą podróżą w głąb kraju. Lecieliśmy całkiem przyzwoitym samolotem, na początku klasy ekonomicznej (dużo miejsca na nogi i łóżeczko dla małego), wraz ze sporą grupą Niemców (była nawet inna para z dzieckiem). Po wylądowaniu wszyscy turyści z naszego samolotu udali się w kierunku klimatyzowanych autobusów z reklamami biur podróży, które uwiozły ich chyżo w kierunku kilkugwiazdkowych hoteli. My, ignorując taksówkarza, poszliśmy na zwykły przystanek autobusowy, gdzie po ok. 10 minutach czekania złapaliśmy lokalny autobus (bez reklam i klimatyzacji). Było to miejsce pierwszego spotkania Piotrusia z miejscową ludnością. Coś w rodzaju Adoracji Dzieciątka w wykonaniu zwłaszcza płci żeńskiej - od ciemnookich, śniadych hurys po wiekowe, egzotycznie odziane staruszki; oraz naszego małego blondaska. Z wrażenia nic nie sfotografowaliśmy!





Agadir 2
Swoją uprzywilejowaną pozycję błękitnookiego aniołka Piotruś wykorzystywał bez skrupułów na agadirskiej plaży, gdzie został obsypany przysmakami (lizaki, batoniki itp.) oraz włączał się w gry i zabawy miejscowej młodzieży (np. w amatorski mecz piłki nożnej rozegrany przez młodzieńców z sąsiedniego koca).





Agadir 3
Po wieczornej przechadzce deptakiem wzdłuż plaży stwierdziliśmy, że gdybyśmy pobierali opłatę za każdy pocałunek lub pogłaskanie Piotrusia, koszt całej podróży zwróciłby się nam z nawiązką!





Marrakesz 1
Dotarliśmy tu autobusem lokalnego odpowiednika PKS, gdzie po raz pierwszy miałam okazję zaobserwować, jak w "konserwatywnym", "islamskim", "surowym obyczajowo" Maroku odbywa się karmienie piersią niemowlęcia w miejscu publicznym. Mama okrywa się po prostu cienką chustą (rozmiar i grubość pareo) - i karmi. Żadnych negatywnych komentarzy, zgorszonych min itp. Bajka! Ja tak chcę w Polsce!





Marrakesz 2
Na placu Dżemmaa el-Fna, słynnym z wieczornych występów muzyków i akrobatów oraz dobrego jedzonka, w ciągu dnia rozstawione są stragany z przepysznym, orzeźwiającym soczkiem pomarańczowym. Upodobaliśmy sobie stoisko nr 59, gdzie zaprzyjaźniony pan zawsze dawał nam darmową dolewkę i gadał po arabsku z naszym synem. O czym rozmawiali - nie wiemy, ale Piotrek wyglądał na ogromnie zadowolonego z tych męskich pogawędek.





Marrakesz 3
Zatrzymaliśmy się w tanim hoteliku przy jednej z uliczek odchodzących od placu Dżemmaa el-Fna. Obsługa hotelowa (w każdym razie ta widzialna dla naszych oczu) składała się wyłącznie z mężczyzn - przyzwyczajonych do turystów i ich zachcianek, wychowanych w Maroku, gdzie podobno dziecko jest wyłącznym obowiązkiem kobiety. Codziennie, gdy wracaliśmy ze zwiedzania, nasi panowie rzucali się nam z pomocą (walcząc ze sobą jak lwy i potykając się o siebie nawzajem), aby wnieść do naszego pokoju na piętrze wózek ze (śpiącym zwykle) Piotrusiem.





Marrakesz 4
Około południa, w najgorętszych godzinach dnia, spędzaliśmy kilka kwadransów w parku miejskim, rozkoszując się cieniem i integrując z odpoczywającymi mieszkańcami miasta. Piotruś nawiązywał nowe przyjaźnie, biegał i bawił się z dzieciakami. Któregoś dnia ślicznie bawił się z niedużą, na oko czteroletnią dziewczynką. Jej mama podeszła do mnie i usiłowała mi coś wytłumaczyć - po arabsku i gestykulując, wskazując na meczet, na moją obrączkę i na bawiące się dzieci. Najpierw sądziłam, że chodzi o to, czy jesteśmy muzułmanami. Potem, że pyta, czy jestem mężatką (w tej zepsutej Europie nigdy nic nie wiadomo). Wreszcie zniechęcona kobieta machnęła ręką i odeszła, zabierając córkę. Dopiero po jej odejściu zrozumiałam, że usiłowała, w imieniu swojej córki, oświadczyć mi się o rękę mojego syna (1,5 roku). Kandydatka pełna zalet, starsza, bardziej doświadczona, stateczna, na pewno uległa i posłuszna, dobrze zna się na gospodarstwie... Może kiedyś wrócimy do tej rozmowy...





Merzuga
Mała wioska u stóp najwyższej w Maroku wydmy piaskowej Erg Chebbi. Spędziliśmy tu około 30 godzin (2 noce i 1 dzień). Temperatura w ciągu dnia sięgała 45 stopni. Ledwo zipaliśmy w cieniu - ale nie nasz Prawdziwy Podróżnik! On grał sobie w piłkę z synem sąsiadów, pięcioletnim Francuzem i zaprzyjaźniał się z dzieciakami z wioski! A wieczorem, gdy podziwiając zachód słońca wspięliśmy się na wydmę, Piotruś, uszczęśliwiony, bawił się w piaskownicy. Największej na świecie.





Fez
W plątaninie uliczek feskiej starówki łatwo zgubić się na amen (a może na inszallach). Kawiarenka internetowa ukryta jest w ciemnym zaułku niczym zaginiona Arka i dotarcie do niej wymaga poświęceń oraz samozaparcia, oraz dobrej znajomości terenu. Znaleźć do niej drogę pomagały nam wszędobylskie dzieciaki, z którymi oczywiście natychmiast się zaprzyjaźniliśmy. My tu sobie gadu-gadu (głównie na migi), Piotruś wędruje pomiędzy dzieciakami, zagaduje, śmieje się; odwracamy na chwilę wzrok - Piotruś znika. Nieco zaniepokojeni szukamy go wzrokiem wśród kolorowej gromadki. Chwilę później sąsiednie drzwi otwierają się, ukazuje się w nich nasz syn na rękach niedużej dziewczynki. Zabrała do na moment do domu, pokazać mamie i babci.





Essaouira
Malownicza nadmorska miejscowość, słynąca jako raj dla windsurfingowców, powitała nas brr! Zimnym wiatrem. Zazdrośnie przyglądaliśmy się ludziom w dżinsach i polarach. Dla Piotrka w czeluściach plecaka mieliśmy na szczęście czysty dresik, chowany z myślą o klimatyzowanym lotnisku i zimnym wnętrzu samolotu. Oprócz silnego wiatru Essaouira posiada wiele zalet. Mianowicie jest piękna: białe domy z kolorowymi okiennicami i drzwiami, wąskie uliczki i grube mury miejskie od strony Atlantyku (prawdopodobnie broniły miasta przed najazdami piratów z Rabatu). Na murach - lawety. Na lawetach - armaty. I nowo obudzona militarna pasja naszego dziecka.





Frankfurt nad Menem, lotniskowy parking
Nasze dziecko jako pierwsze rozpoznało wśród setek aut nasze własne cztery kółka - białe uno, jeden z najpopularniejszych środków transportu w Maroku. Wcześniej na widok każdego białego Fiata przejawiał ochotę do wsiadania...





Z podsumowania wyprawy (ostatni list)
"...Maroko to świetny kraj na wakacje z dzieckiem, nawet tak małym jak Piotruś i myślimy, że to również jego zdanie. W tej chwili bawi się z siedzącym przy drugim komputerze chłopcem i kotem, piszczy i się śmieje i większość czasu w Maroku właśnie się śmieje a przynajmniej uśmiecha. Do ludzi na ulicy, w autobusie, w pociągu, do kotków, osiołków, koni, kóz i piesków, do nas, a najbardziej do innych dzieci. Cały wyjazd przyniósł mu chyba jeszcze więcej radości niż nam i to chyba w tym jest najpiękniejsze."





Malwina i Artur Flaczyńscy







Info
MAROKO - państwo położone w północno-zachodniej Afryce nad Oceanem Atlantyckim i Morzem Śródziemnym. Graniczy z Algierią (na wschodzie), Saharą Zachodnią (na południu) i hiszpańskimi enklawami w Afryce: Ceutą i Mallilą (na północy). Należy do państw Maghrebu.

Graniczy z:
  • Algierią
  • Saharą Zachodnią
  • hiszpańskimi enklawami w Afryce:

  • - Ceuta
    - Melilla

    Długość wybrzeża morskiego: 1835 km
    Najniższy punkt: Sebkha Tah 55 m p.p.m.
    Najwyższy punkt: Dżabal Tubkal 4165 m n.p.m.


    Ważniejsze miasta: Casablanca, Fez, Tanger, Marrakesz, Wadżda i Meknes.
    Grupy etniczne: Arabowie i Berberowie 99,1%, inni 0,7%, Żydzi 0,2%
    Religie: muzułmanie 98,7% (głównie sunnici), chrześcijanie 1,1%, żydzi 0,2%
    Języki: arabski (urzędowy), dialekty berberyjskie, francuski (głównie w biznesie i dyplomacji)


    za: wikipedia.pl

    Zobacz

    Migawki z wyprawy - Wietnam




    ...::: menu Przyjaciele :::...

    ...::: strona startowa :::...