Strona GŁÓWNA
menu PRZYJACIELE


Imeruli w chaczapuri czyli wyprawa do Gruzji.

Kaukaz to turystycznie jeden z ciekawszych rejonów bliższych nam geograficznie, a przy tym można dostać się tam dość łatwo. Od biedy można dojechać tam nawet lądem, ale to raczej rozwiązanie dla globtroterów podróżujących bez dziecka. Z dzieckiem pozostaje samolot. Spośród trzech krajów kaukaskich nam z opisów najbardziej spodobała się Gruzja. Ludzie są tam gościnni, rząd jest prozachodni i ma wolę walczyć z negatywnymi zjawiskami trapiącymi tak wiele republik byłego ZSRR. Chodzi w szczególności o korupcję (a zwłaszcza skorumpowanych stróżów prawa). Poza tym Gruzja ma najpiękniejsze zabytki, wysokie góry i uroczy kawałek czarnomorskiego wybrzeża.





Do Gruzji nie ma bezpośrednich lotów z Polski. Można jednak polecieć Lufthansą z przesiadką w Monachium lub dostać się lądem do Rygi, skąd latają do Tbilisi tanie linie Air Baltic. Wybraliśmy pierwszą z tych możliwości, gdyż mieszkamy we Wrocławiu, skąd samoloty latają do Monachium kilka razy dziennie. I w ten sposób 5 września 2008 wieczorem wsiedliśmy we Wrocławiu do samolotu Lufthansy, którym po nieco ponad godzinie dotarliśmy do Monachium. W Monachium po krótkim, niespełna godzinnym oczekiwaniu odlecieliśmy do Tbilisi. Z Monachium do Tbilisi leci się mniej więcej 4 godziny. Ponieważ pora była dość późna, nasz chłopak poszedł spać, ale niestety po przylocie na miejsce musieliśmy go obudzić. Dotarliśmy do celu w środku nocy, ale zamówiliśmy przezornie transfer w hotelu w Tbilisi, w którym zarezerwowaliśmy sobie pierwszy nocleg. Dlatego oszczędziliśmy sobie szoku kulturowego na początek.





Ceny hoteli w Gruzji są zróżnicowane. W Tbilisi ciężko znaleźć rozsądny nocleg za mniej niż 40-50 dolarów amerykańskich za dwójkę. Za to standardy hotelowe są naprawdę na niezłym poziomie. Natomiast na prowincji najczęściej wcale nie ma hoteli. Za to w turystycznie ciekawych miejscach można bez problemu znaleźć nocleg u jakiejś rodziny, co w pewien sposób ratuje sytuację. Przyjemność taka kosztuje przeważnie 25 lari - dostajemy wówczas pokój ze wspólną łazienką, a niekiedy i sublokatorami (standard gościńca dla "plecakowiczów"), ale i z dobrym domowym jedzeniem. Jedynym miejscem w Gruzji, gdzie hoteli jest naprawdę mnóstwo, jest czarnomorskie Batumi. Tu możemy przebierać do woli, a i ceny nie należą do wysokich. Przemieszczanie się po Gruzji nie jest trudne. Przez kraj przebiega linia kolejowa, która można przejechać od czarnomorskiego wybrzeża do Telavi na wschodzie, przy czym na wschód od Tbilisi prędkość przemieszczania się koleją jest tak wolna, że właściwie można zapomnieć o tym środku transportu. My korzystaliśmy z dwóch klas pociągów: tak zwanych "elektriczek", czyli lokalnych składów, którymi miejscowa ludność porusza się na niewielkie odległości, np. z wioski do najbliższego targowego miasta, oraz pociągów dalekobieżnych kursujących z wybrzeża do Tbilisi. Jechaliśmy pociągiem nocnym, w wagonie sypialnym i była to naprawdę całkiem przyjemna podróż. Ceny są generalnie niskie.





W większości przypadków trzeba jednak korzystać z "marszrutek", czyli mikrobusów - przeważnie są to jakieś starsze zachodnie konstrukcje. Standard przejazdu nie jest zły, ale problemem jest to, że pojazdy te są często zatłoczone. Jeśli próbujemy wsiąść na trasie, możemy dostać mało komfortowe miejsca, a może się zdarzyć, że w ogóle marszrutka się nie zatrzyma. W środku czasem jest brudno - to już zależy chyba od kierowcy, który lepiej lub gorzej dba o swój pojazd. Na pewnych trasach prócz marszrutek jeżdżą też autobusy lub zbiorowe taksówki (tj. samochody osobowe, które odjeżdżają, gdy zbierze się komplet pasażerów). Niekiedy opłaca się wręcz, zwłaszcza na mniejsze odległości, jeździć taksówkami. Paliwo w Gruzji jest prawie o połowę tańsze niż w Polsce, cena przejazdu taksówką nie jest więc zazwyczaj wysoka. Na pewnych trasach, tam, gdzie komunikacja miejska jest kiepska, warto zapłacić nieco więcej, a podróżować w miarę komfortowo. Mieliśmy szczęście do sympatycznych i wykształconych taksówkarzy, od których mogliśmy dowiedzieć się bardzo ciekawych rzeczy o Gruzji. Jeśli chodzi o komunikację miejską, to w Tbilisi jest sprawne metro. Wszędzie zaś jeżdżą marszrutki. W większych miastach są też autobusy. Generalnie wszędzie można dostać się bez problemu.





Gruzini są mili i sympatyczni, zawsze chętnie udzielają pomocy. Porozumieć można się z nimi najłatwiej po rosyjsku - dotyczy to zwłaszcza starszego pokolenia i ludzi w średnim wieku. Z młodszymi jest różnie, chociaż wielu również całkiem nieźle mówi po rosyjsku. Gorzej jest z angielskim - tu częściej uda nam się dogadać z młodzieżą, chociaż w hotelach i guesthouse'ach nie powinniśmy mieć problemów komunikacyjnych. Kuchnia gruzińska nie jest jakoś wyjątkowo egzotyczna, ale jest całkiem smaczna. Docenimy to zwłaszcza, jeśli uda nam się zamieszkać u rodziny. Gastronomia zorganizowana jest raczej niezbyt wysokich lotów. Ceny są zazwyczaj dość wysokie, a jakość jedzenia bywa różna. Dotyczy to restauracji, których zresztą w ogóle nie ma zbyt wielu. Kultura jedzenia poza domem właściwie nie istnieje. Od tej zasady jest jeden wyjątek - to chaczapuri, czyli gruziński fastfood. Chaczapuri to ciasto (drożdżowe, na sodzie lub podobne do francuskiego w zależności od rejonu, a może nawet preferencji gospodyni lub właściciela danego lokalu), w którym jest zapieczony biały gruziński ser. W Batumi jedliśmy swoistą odmianę chaczapuri, tak zwane adżarskie chaczapuri (Adżaria to nazwa nadmorskiego regionu, którego stolicą jest Batumi). Jest to prawdziwa cholesterolowa bomba: w drożdżowym cieście o kształcie łodzi pływa sobie ser, duża ilość masła i jajko.





Jedyny problem z obmyśleniem sobie w Gruzji trasy zwiedzania jest nadmiar miejsc, które trzeba koniecznie zobaczyć. Są tu piękne starożytne kościoły, skalne miasta i klasztory, jest też piękna natura. Będąc w Gruzji, odwiedziliśmy i majestatyczne góry Wysokiego Kaukazu, i wykute w skałach miasta i klasztory (Vardzia, Dawid-Goredża, Upliscyche), obejrzeliśmy piękne kościoły i klasztory wschodniej Gruzji, rozkoszowaliśmy się plażowaniem w Batumi nad Morzem Czarnym, a nawet zwiedziliśmy Muzeum Stalina w Gori, rodzinnym mieście tego tyrana. Mimo to z pewnością w Gruzji jest jeszcze wiele innych miejsc, które zasługują na to, by je obejrzeć. Po Gruzji podróżuje się z dzieckiem bardzo dobrze. Andrzejek jest już w wieku, w którym dziecku nie są potrzebne słoiczki, a wśród różnych gruzińskich dań zawsze znajdzie się coś, co nada się i dla dziecka. W większych miastach można bez problemów kupić pieluszki, a butelkowana woda jest dostępna wszędzie. Batumi nadaje się doskonale do urlopu z dzieckiem - miasto jest urocze, plaża nie jest najpiękniejsza, ale morze jest ciepłe i przyjemne, a w całym mieście jest mnóstwo atrakcji dla dzieci - od miejskiego akwarium (trwa właśnie budowa delfinarium) po mnóstwo ogródków jordanowskich.





Zapraszamy zatem innych podróżników do gościnnej Gruzji. Pełną relację z naszej podróży można znaleźć na stronie: sfinjak.wroclaw.pl


Małgosia i Paweł Zięba


I jeszcze trochę zdjęć:


















...::: menu Przyjaciele :::...       ...::: początek strony :::...



(c) Mały Podróżnik - www.malypodroznik.pl







Info
Gruzja - geografia
Teren w większej części górzysty. Północna granica państwa przebiega wzdłuż Pasma Głównego (Wododziałowego) Wielkiego Kaukazu - najwyższy szczyt to Szchara (wierzchołek wschodni) - 5068 m n.p.m..
Góry Suramskie (Lichskie) dzielą państwo na dwie części: wschodnią i zachodnią.
Na południu znajdują się pasma Małego Kaukazu.
Na terytorium Gruzji panuje klimat podzwrotnikowy, wybitnie wilgotny w zachodnich regionach i kontynentalny na wschód od Gór Suramskich. Ze względu na górzystość kraju klimat odznacza się silną piętrowością.
Wyraźną granicą klimatyczną w Gruzji są Góry Suramskie. Południkowy przebieg tego pasma dzieli kraj na dwie niemal równe części: zachodnią o klimacie podzwrotnikowym morskim i wschodnią o klimacie podzwrotnikowym suchym.
Na zachodzie rosną figi, palmy, laury, oliwki i inne rośliny śródziemnomorskie, wpływ na hodowlę tych roślin ma Morze Czarne. W Gruzji środkowej, w mniejszych miejscowościach, można napotkać też uprawę takich egzotycznych owoców jak kiwi czy banany. Cytrusy, granaty i tzw. hurmy (słodkie owoce pomarańczowe, rosnące na drzewach, podobne do pomidorów) rosną nawet na ulicach Tbilisi. W dalszej części kraju wzdłuż Kaukazu rosną rośliny typowo górskie, potocznie zwane alpejskimi.

za: wikipedia.pl


Zobacz

Wyprawa do MEKSYKu

Przygoda imieniem Tajlandia

Wokół Wielkiego Muru - Chiny



...::: menu Przyjaciele :::...