W drugiej połowie października 2008 wybraliśmy się z naszym już niespełna
czteroletnim Andrzejkiem do Meksyku. Meksyk jest na tyle dużym krajem,
że można się tam wybrać o dowolnej porze roku i zawsze znajdzie się takie
miejsce, w którym pogoda będzie dopisywała i nie zawiedzie nawet osoby
najbardziej spragnionej słońca. Warunki klimatyczne trzeba jednak brać
starannie pod uwagę, gdyż jesienią na wybrzeżu karaibskim występuje pora
huraganów - wieją silne wiatry, czasem przechodząc w prawdziwe tropikalne
huragany, często pada deszcz i spada temperatura. Nie są to najlepsze
warunki do wypoczynku. Z kolei wnętrze kraju to wyżyna poprzecinana pasmami
górskimi. Nawet latem nie ma tam szczególnych upałów, a od jesieni do
wiosny można tam po prostu zmarznąć. Zwłaszcza wieczory i poranki na
Wyżynie Meksykańskiej bywają bardzo chłodne. Do sprawdzania pogody użyliśmy strony internetowej
www.wunderground.com
- pozwala ona obejrzeć historyczne dane o pogodzie w wielu różnych
miastach świata, dzięki czemu możemy łatwo sprawdzić, jaka pogoda panowała
w wybranym przez nas miejscu w kolejnych latach.
Widok z Piramidy Słońca na Piramidę Księzyca (Teotihuacan)
Niestety, na zwiedzanie mieliśmy tylko 2 tygodnie, gdyż tylko taki
otrzymaliśmy urlop. Po wylądowaniu w mieście Meksyku i kilku godzinach
spędzonych w położonym niedaleko dworca autobusowego hotelu pojechaliśmy
do miasta Oaxaca, które znajduje się na południowym krańcu Wyżyny
Meksykańskiej i jest stolicą stanu o tej samej nazwie. W drugiej połowie
października jest tam jeszcze w dzień bardzo ciepło, choć wieczory są już
chłodne. Stan Oaxaca rozciąga się od wybrzeża Oceanu Spokojnego i ciągnie
się do mniej więcej połowy pasma lądu oddzielającego od siebie oba oceny.
W tym miejscu pasmo to ma kilkaset kilometrów szerokości. Oaxaca jest
znana z produkcji czekolady, która jest wykorzystywana nie tylko do
przyrządzania napojów, ale także jako składnik wielu lokalnych potraw,
z których najbardziej znany jest gęsty, ciemny sos do mięsa nazywany mole
negro oaxaceno. W pobliżu miasta Oaxaca w dolinie Etla znajduje się rancho,
na którym mieszka Susana Trilling, znana w Ameryce Północnej autorka
książek i programów telewizyjnych poświęconych kuchni meksykańskiej.
Na swoim rancho Susana Trilling organizuje kursy gotowania. Przy pomocy
poczty elektronicznej jeszcze w Polsce udało nam się zarezerwować miejsce
na jednodniowym kursie lokalnej kuchni, połączonym ze zwiedzaniem
miejscowego targu Etli.
Xochicalco
Oaxaca to piękne kolonialne miasto. Można miło spędzić czas, odwiedzając
miejscowe kościoły i muzeum stanowe urządzone w dawnym klasztorze. W
pobliżu jest kilka interesujących zabytków z epoki prekolumbijskiej.
Miasto Monte Alban, do którego można dojechać w pół godziny autokarem
z centrum Oaxaki, było chyba najładniejszym zabytkiem kultury
prekolumbijskiej, który mieliśmy okazję zwiedzić podczas naszego pobytu
w Meksyku. Pozostałości miasta robią duże wrażenie - toną one w zieleni
traw, a na obrzeżach rosną ukwiecone drzewa, wokół których latają
zbierające nektar z kwiatów kolibry. Ludzi nie ma zbyt wielu i w związku
z tym można spokojnie kontemplować ruiny i robić ładne zdjęcia bez
wciskających się w kadr hord turystów i sprzedawców pamiątek.Zwiedziliśmy
również strefę archeologiczną w Mitli, miasta położonego w niedalekiej
odległości od Oaxaki. Tutejsze ruiny mają całkiem inny charakter i z
pewnością warto je zwiedzić, gdy się jest w pobliżu, nie robią jednak
szczególnie dużego wrażenia.
Acapulco
Plan dalszego zwiedzania uszczegóławialiśmy już na miejscu. Ponieważ
w krajach, które posiadają dostęp do morza, staramy się zawsze spędzić
choć parę dni na plaży, rozważaliśmy wyjazd na wybrzeże stanu Oaxaca.
Ostatecznie jednak po zastanowieniu wróciliśmy z Oaxaki do miasta Meksyku.
Meksyk to ogromne miasto, aglomerację miejską zamieszkuje ponad 20 milionów
ludzi, co powoduje, że jest to trzecia pod względem wielkości aglomeracja
na świecie. Jest to prawdziwe miasto-behemot, z dzielnicami, które są
większe niż polskie duże miasta. Będąc w mieście Meksyku, warto zobaczyć
rynek miasta z ogromną katedrą. Z pewnością na uwagę zasługuje Bosque
de Chapultepec z wieloma atrakcjami, które ze względu na krótki czas
naszego pobytu zdążyliśmy jedynie z lekka uszczknąć. Niestety poruszanie
się po mieście nie jest łatwe. Przewodniki roją się od ostrzeżeń przed
korzystaniem z taksówek, gdyż zdarzały się w nich napady na turystów.
Istnieje rozbudowana sieć metra, lecz jest ono w godzinach szczytu
niezwykle zatłoczone, a przewodniki ostrzegają przed grasującymi w nim
kieszonkowcami. Zwykle do tego rodzaju ostrzeżeń nie przywiązujemy wielkiej
wagi, gdyż wiele przewodników zwyczajnie przesadza. Jednak i nas okradziono
w metrze. Na dworcach autobusowych i na lotnisku można z góry zapłacić za
licencjonowaną taksówkę, a w hotelu można zamówić radio-taxi. Mimo że
poruszanie się po mieście w ten sposób jest dość drogie i - biorąc pod
uwagę korki - niezbyt szybkie, jest to chyba najbezpieczniejsze rozwiązanie.
Katedra w Mexico City
Miasto Meksyk jest również bazą wypadową do zwiedzania największego
prekolumbijskiego miasta Wyżyny Meksykańskiej - miasta Teotihuacan.
Jest ono położone około 30 kilometrów od miasta Meksyku, a dojazd do
strefy archeologicznej komunikacją publiczną jest dość prosty. Monumentalne
piramidy Teotihuacan robią duże wrażenie swoim ogromem. Nas jednak
Teotihuacan nie rzucił na kolana ze względu na niezmierzone mrowie
turystów oraz fakt, że znaczną część strefy archeologicznej trzeba
przejść, nurzając się w kurzu, który wzbija się w powietrze przy każdym
kroku i wdziera się do gardła. Z miasta Meksyku pojechaliśmy do Acapulco.
Miejsce to znane jest z wielu amerykańskich filmów jako modny i zachwycający
kurort. W rzeczywistości nie jest jednak szczególnie piękny, za to jest
funkcjonalny - w wielu sklepach i bankach można załatwić z łatwością swoje
sprawy, a wybór hoteli przeróżnych klas jest ogromny. Ten jednak, kto
widział piękne tropikalne plaże, nie będzie zachwycony. Mimo wszystko
uważamy, że wizyta w Acapulco w przypadku wybranej przez nas trasy była
właściwym krokiem. Do Acapulco można w ciągu kilku godzin dojechać z
miasta Meksyku, po drodze mijając kilka zasługujących na uwagę miejsc.
W jednym z tych miejsc zatrzymaliśmy się, wracając z wybrzeża - było
to miasto Cuernavaca (nazwę miasta można przetłumaczyć na polski jako
"Rogata Krowa"). Cuernavaca jest starym miastem kolonialnym, w którym
po zdobyciu Meksyku rezydował Cortez, a później jego potomkowie, noszący
nadane przez hiszpańskiego króla arystokratyczne tytuły. Do dzisiaj pałac
Corteza wznoszący się przy rynku jest jednym z najbardziej
charakterystycznych budynków miasta. Oczywiście warto zwiedzić również
piękne kolonialne kościoły.
Na zocalo (rynku) w Mexico City
W pobliżu Cuernavaki są również inne prekolumbijskie zabytki warte
zwiedzenia. Największym z nich są ruiny miasta Xochicalco pięknie
położone na szczycie jednego ze wzgórz. Miasto to ma inną atmosferę
niż Monte Alban, ale w przeciwieństwie do Teotihuacan nie ma tu nachalnych
tłumów. Jest dużo zielonej trawy i można obcować z odległą kulturą w
spokoju i bez pośpiechu. Z Cuernavaki odjeżdżają bezpośrednie autobusy
na lotnisko w mieście Meksyku - skorzystaliśmy z tej możliwości.
Przed Piramidą Księżyca (Teotihuacan)
Nasz wyjazd do Meksyku był bardzo udany. Meksyk to piękny kraj o
interesującej kulturze powstałej ze zmieszania elementów indiańskich
i europejskich. Ludzie w Meksyku są mili i pomocni, choć niełatwo się
z nimi dogadać bez choćby niewielkiej znajomości hiszpańskiego. Znajomość
języka angielskiego jest bardzo ograniczona. Na szczęście język hiszpański
jest stosunkowo prosty dla Polaków. Zwłaszcza te osoby, które wcześniej
uczyły się innych języków romańskich, z pewnością dość szybko go opanują
w podstawowym zakresie. Ceny są generalnie dość zbliżone do polskich,
czasem nieco wyższe. Bardzo drogie są przejazdy. Po Meksyku podróżuje
się autobusami. Autobusy wyższych klas, którymi podróżuje się na dłuższych
dystansach, są bardzo komfortowe - siedzenia są bardzo wygodne, podczas
podróży można oglądać filmy i dostępne są toalety. Niestety za te
udogodnienia trzeba całkiem sporo zapłacić. Sześciogodzinna podróż
kosztuje mniej więcej 70 złotych od osoby.
Acapulco
Spaliśmy w hotelach o różnym standardzie. Hotel Faja del Oro w mieście
Meksyku był chyba najlepszy z nich, a przy tym zaskakująco tani - tylko
250 peso za pokój. W innych miastach płaciliśmy od 225 peso (tani
pensjonat w Acapulco - ale z własną łazienką z ciepłą wodą) do 550 peso
(średniej klasy hotel w mieście Oaxaca). Generalnie ceny noclegów nie
są bardzo wysokie. Nigdzie też nie mieliśmy żadnego kłopotu ze znalezieniem
miejsc. Podróżowanie z dziećmi nie jest trudne ze względu na wygodne
autobusy. Polityka w zakresie podróży z dzieckiem jest różna w przypadku
różnych firm przewozowych. Generalnie jednak mogliśmy za dziecko nie płacić.
W takim przypadku dziecko formalnie może jechać tylko na kolanach, co jest niewygodne.
W praktyce jednak nieczęsto się zdarza, by autobus był zapełniony.
Zazwyczaj bez kłopotów można znaleźć wolne miejsca w autobusie
i posadzić dziecko na osobnym fotelu.
Nasz Andrzejek ma już prawie cztery lata, więc nie potrzebuje pieluch
i specjalnej żywności. Widzieliśmy jednak w sklepach pieluchy
najróżniejszych marek. Były i słoiczki, choć najwięcej jest deserków,
a wybór zupek jest bardzo ograniczony. Jeśli chodzi o restauracje to
najtańsze posiłki można kupić w prostych ulicznych jadłodajniach. Tak
zwana comida corrida (inna nazwa to menu del dia) to zestaw składający
się z zupy, drugiego dania, a niekiedy także deseru - całość kosztuje
przeważnie 30-45 peso w zależności od lokalu. Podawane potrawy są
niewyszukane, ale smaczne i sycące. Potrawy z karty w średniej klasy
restauracjach kosztują około 100 peso. W porze śniadaniowej również
warto poszukać czegoś w ulicznej jadłodajni. W trzy osoby płaciliśmy
rachunek poniżej 100 peso. W hotelu za śniadanie dla nas wszystkich
płaciliśmy rachunki w granicach 200 peso.
Pałac Corteza w Cuernavace
Kuchnia meksykańska zasłużenie jest uważana za jedną z lepszych na
świecie. Wiele potraw jest dość ostrych. Nie jest to dzika ostrość
południowych Indii i Azji Południowo-Wschodniej, ale nie jest to raczej
jedzenie odpowiednie dla dziecka. Na szczęście obsługa restauracji ma
tego świadomość. Gdy próbowaliśmy zamówić jakąś potrawę dla Andrzejka,
a potrawa była przyrządzona na ostro, obsługa informowała nas o tym,
polecając bardziej odpowiednie danie. W hotelach zazwyczaj dostawaliśmy
dwójki, albo z ogromnym łożem małżeńskim, albo z dwoma bardzo szerokimi
łóżkami. Dlatego nie mieliśmy żadnych problemów ze spaniem dla Andrzejka.
Meksyk jest wspaniałym krajem do podróżowania z dzieckiem i z pewnością
jeszcze tam wrócimy, gdyż na razie zobaczyliśmy tylko mały kawałek meksykańskiej ziemi.
Wiele ciekawych miejsc jest na północy kraju, interesujące jest wybrzeże karaibskie,
a południe z tonącymi w tropikalnych lasach zabytkami Majów to zupełnie osobny świat.
Na razie mamy już za sobą pierwsze meksykańskie doświadczenie -
łatwiej nam będzie teraz podróżować po innych krajach Ameryki Łacińskiej.
Monte Alban
Pełną relację z naszej podróży można znaleźć na stronie: sfinjak.wroclaw.pl
Małgosia i Paweł Zięba
I jeszcze trochę zdjęć:
Monte Alban
Monte Alban
Oaxaca, Kościół Świętego Dominika
Targ w Etli
Pan de Muertos (chleb zmarłych, tradycyjnie wypiekany przez Wszystkimi Świętymi)
Szkoła gotowania Susany Trilling (robienie tortilli)