Strona GŁÓWNA
menu ŚWIAT


Indonezja/BALI 2009 - blog on-line


22 X - Singapur


SINGAAAAAAAAPUUUUUUUURRRRR!!!!

Lot był rewelacyjnie spokojny. Airbus'em A400-600 naprawdę świetnie się podróżuje. Chłopcy mieli swoje monitory z kreskówkami, ja Discovery a Ania znalazła jakiś film. Staś nie doczekał obiadu, który na takiej trasie wypada o północy.

Poranek wita nas zapachem śniadania i zapaleniem się świateł. Dopiero po chwili wnętrze samolotu przeszywają ostre promienie słońca. Wszyscy zapomnieli odsłonić iluminatory i przez chwilę było abstrakcyjnie - śniadanie w nocy...;-)

Na lotnisku super bo przylecieliśmy raptem ze trzysta metrów od immigration. Odprawa w trzy minuty i nasze bagaże już czekają. Wrzucamy je na wózki i człapiemy do informacji i kantoru. W informacji planów i folderów mnóstwo i aby nie tracić czasu posortowane wszystko tematycznie.
Bogatsi o papier zadrukowany mapami i dolarami singapurskimi wsiadamy do taksówki i jedziemy do Little India.
Już na lotnisku zauważamy plakat, że w Little India trwa festiwal, a z taksówki widzimy piękne kolorowe dekoracje nieźle się prezentujące w świetle dnia a co dopiero będzie tu nocą.....

Całkiem szybko taksówka dowozi nas pod Mustafa Center - qltowe miejsce handlu w Little India. Zatrzymujemy się przed naszym hotelem, który położony jest raptem 50m od skrzyżowania Syed Alvi i Verdun.

Kręci się w głowie od orientalnych zapachów, upału i jazgotu ulicy. Jest pięknie! Zakwaterowanie, przebieramy się i na spacer.

Little India to takie właśnie małe Indie. Nazwa może nie oryginalna ale dokładnie przekazuje co tu jest. Wokół pną się ku niebu singapurskie wieżowce ale wszędzie między nimi domy jeszcze z pocz. XX wieku gdzie parterze są niezliczone sklepy, knajpki, punkty usługowe,... a na piętrze mieszka właściciel ale są też i pokoje do wynajęcia...

Chłopcy dostali głupawki i szaleją ale nic dziwnego, bo po zamknięciu na wiele godzin w samolocie muszą się wyszaleć. Dobrze, że podcieliśmy im włosy (nienawidzą tego) bo po bieganinie wyglądają jakby głowy włożyli pod prysznic. Mamy ze 30 stopni i tą cudowną wilgotność powodującą, że po trzech krokach z klimatyzowanego terminala lotniska do taksówki pierwsza kropla potu spływa nam po czole i zasila spragnioną ziemię.... no dobra spada na asfalt obok taksówki... (ech... poeta...)

Punktualnie o 19.00 zapalają się festiwalowe światła. Bajka! Niebieskie, zmierzchowe niebo i mrowie kolorowych lampek tworzą wspaniałą scenografię. A jeszcze bogato oświetlone wystawy sklepów i knajpek oraz fala wspaniałego zapachu indyjskiej kuchni zalewająca ulice. Wszystkie garkuchnie i garkuchenki pracują na pełnych obrotach. Odwiedzamy indyjski fastfood i po sutej kolacji wracamy zakosami do hotelu.
Chłopcy szaleją pod prysznicem, ja piszę na szybko pierwszą relację a Ania doczytuje informacje potrzebne nam jutro...

Nasz plan na jutro: brak planu!

No i to było na tyle - zdjęcia...


Singapur - Changi Airport - pierwsze kroki.


Pierwsze spotkanie z tropikalną roślinnością jeszcze na lotnisku.


Cudowne "bieżnie" do szaleństw.


Tyyyyle ludzi, taaaaki ruch...(Little India)


Miłośnik Strażaka Sama zainteresował się hydrantem.


Przejścia, zaułki, skróty, pasaże,...


Pierwsze piwo eee... tj. soczek w ulicznej knajpce....


Pozdrawiam wszytkich!.


Jak jest kawałek wolnej przestrzeni to chłopcy usiłują Anię skęcić, ukręcić,....


Kibicujemy.


Wreszcie jest tak jak lubimy najbardziej.
Zmierzch palą się światła.


Nasza Syed Alvi w pełnej krasie.


Serangoon Rd jakby w tunelu ze światełek.


Idziemy na....


...kolację.
Chłopcy zachowawczo chcieli frytki ale później nam podjadali.


Zasłużyliśmy na prysznic... DOBRANOC!.



zobacz dalej...


dzień następny: 23 X - SINGAPUR

dzień poprzedni: 21 X - lot W-wa > SINGAPUR














Na skróty
dzień następny:

23 X Singapur

dzień poprzedni:

21 X Lot W_wa > Singapur


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.