Strona GŁÓWNA
menu ŚWIAT


Indonezja/BALI 2009 - blog on-line


23 X - Singapur


SINGAPUR'u ciąg dalszy (Sentosa i nie tylko)

W nocy zbudził się Michałek chętny do zabawy - jet lag (patrz na marginesie). Zabawa trwała długą więc spaliśmy również całkiem, całkiem,... Na 100% przespaliśmy poranne karmienie słoni w ZOO więc zmieniamy plany, które i tak mieliśmy mgliste straszliwie i...

Najpierw idziemy do naszego indyjskiego fastfoodu. Rano nie ma co szukać nowych knajpek, trzeba zacząć dzień pewnym pysznym jedzonkiem. Mniam! Samosy! A jaki sos do nich! Onion rings! Cebulka się rozpływa z ciasto kruche! Powinni w Polsce zrobić dla azjatyckich restauratorów wolną strefę ekonomiczną i dawać wszelkie ulgi! Przyjeżdżajcie i karmcie nas w Polsce. Wykończycie te dziwolągi restauracyjne pleniące się po naszych miastach mające za swoje hasło: "Dać mało, wydziwaczone i oskalpować klienta!". Tu odwrotnie: "Nakarmić pysznie i dużo za niewielkie pieniądze..."

Przy posiłku wymyślamy co dalej z tak pysznie rozpoczętym dniem.... Sentosa! Upał jak... więc najlepiej zanurzyć się w oceanie. No ale damy się wcześniej sponiewierać miastu i pokażemy chłopcom kawałek Singapuru taki jaki najczęściej widać na pocztówkach.

Prosto z drzwi knajpki wsiadamy do taksówki. Taksówki są tu nie najtańszym, ale również niezbyt drogim środkiem komunikacji jeżeli nie mamy za dużo czasu lub... dwoje małych dzieci. Może parny upał jest cudowny na wszelkie płucne dolegliwości, ale jednak też męczy a taxi klimatyzowana pozwala na trochę oddechu i podziwianie miasta.

Z fasonem zajeżdżamy pod wieżę One - Pierwszy - z czterech wieżowców korporacji Suntec. Wachlarzem otaczają coś co kiedyś było największą fontanną świata. Teraz chyba Dubaj i takie tam,... zafundowały sobie większe ale ta nadal jest atrakcją Singapuru.

Schodzimy pod ogromny ring spoczywający na czterech pylonach tam tryska Fountain of Wealth. No i pytaanie dla kogoś kto tu na chwilę trafił kto tu kogo w balona robi???!!! Na średnicy 4m tryska sobie takie coś...hmmm... No może fajne bo woda tak natleniona, że w dotyku jak pewnie włosy anielskie ale tryska do pasa i (???) to ta wielka fontanna?! Trzymamy ręce w wodnej kipieli i zgodnie z miejscowym obyczajem obchodzimy ją dookoła trzy razy - wtedy pomyślane życzenie na 100% się spełni.

Za chwilę wołają nas, że będzie CLOSED i abyśmy wyszli już. Złośliwie myślę, że prezes Suntec'a teraz zejdzie przed lunchem i będzie białe kołnierzyki moczył i pląsał trzy razy dookoła na intencję końca kryzysu ale zdjęcia skończone z poziomu H2O więc czas na wyjście poziom wyżej. Podziwiamy płaskorzeźby ważnych zwięrząt, okrążam ze Stasiem cały górny poziom i.... jak nie walnie...

A no właśnie! Przecież jest południe i czas pokazać możliwości fontanny! Z ogromnego ringu spadają kaskady wody, które zmyły by nas gdybyśmy zostali na dole... Ale widok! Napatrzyliśmy się i osłabili biegając dookoła więc czas na transfer pod Victoria Hall i Muzeum Cywilizacji Azjatyckiej tam ciąg dalszy dreptania a chłopcy nie w sosie... Nie chce im się... Zmęczeni... Pierwszy dzień zawsze najtrudniejszy. I bunty! Nie na zasadzie siądę i ryczę, że nie idę ale albo mam ochotę iść ale w inną stonę lub mam ochotę grzebać patykiem w piachu i niech mi ktoś przeszkodzi! Tempo masakrycznie wolne. Ale zdobywamy kolejne przyczółki tym bardziej, że atrakcji dla takich małych zbójków sporo. Pomniki pod Muz. Azjatyckim, most pod którym pływają statki wycieczkowe, pomnik kota, dzieci skaczących do wody, targujących się nad rzeką, ptaka, rybaka z psem,.... Samymi pomnikami da się zachęcić do marszu.

Po drodze postój w knajpkach nad Boat Quay gdzie trzeba dobrze patrzeć gdzie się siada po butelka piwa z 6 awansowała na 20 dolarów! Rozbój! Knajpki prowadzą potomkowie dawnych piratów.... ;-) Ufff!!! Metro pod Coleman Bridge! Jak tu cudownie chłodno! Jedziemy na Sentosę! Przesiadamy się do Sky Train'a i po kilkunastu minutach Sentosa Welcome!

Sentosa to wyspa w całości przeznaczona na relaks i zabawę dla mieszkańców Singapuru i turystów. To takie państwo w państwie. Ma własną komunikację, organizację, ochronę itd... itp... Ma piękne plaże z piaskiem zaimportowanym z Malezji i całe mnóstwo atrakcji dla małych i dużych. My na dziś mamy trzy: - pokaz delfinów, - plaża i kąpiel, - oceanarium!

Chłopcy do pokazu delfinów dotarli lekko wściekli i mocno zmęczeni, co wynikało z syndromu pierwszego dnia a nie realnego zmęczenia. Delfinki wzbudziły ich zainteresowanie ale jak akcja przenosiła się dalej to woleli kopać w piasku. Ale były momenty, że Michałek klaskał delfinkom jakie to wspaniałe sztuczki wyczyniają....

Po pokazie mieliśmy może z 200 metrów do plaży z palmami, złotym piaskiem i cudownie ciepłą wodą. No tam pełnie szczęścia! Woda ze 28 stopni ciepła więc zupka cudowna, falochron nie dopuszcza większych fal i żadnych pływających śmieci na plażę - bajka! Chłopcy wszelkie cuda wyczyniali. Mieli na rękach nadmuchiwane pływaczki więc czuli się pewnie i bawili super samodzielnie chociaż oczywiście my sami siedzieliśmy cały czas w wodzie. Za taką cudowną, słoną wodę w naszych Spa trzeba sporo (słono) płacić a tu proszę... ocean gratis jeżeli nie liczymy wstępu na wyspę... ;-)

Mija godzina za godziną aż stwierdzamy, że czas na oceanarium. Zapadł zmierzch kiedy ze śpiącym Michałkiem i podsypiającym Stasiem dojeżdżamy wyspiarską kolejką na drugi koniec wyspy do Underwater World. MArtwimy się co to będzie. Mamy kupione bilety ale chłopcy mało przytomni ale nagle jakby poczuli kolejną możliwość dobrej zabawy. Budzą się gotowi do akcji i w świetnych humorach!
Oceanarium warte grzechu przede wszystkim z powodu podwodnego szklanego tunelu, który na połowie na.... ruchomy chodnik, a na drugiej zwykły. można albo stać i jadąc powoli podziwiać pływające ryby albo jak zobaczymy coś ciekawego to zeskoczyć aby dokładnie się przyjrzeć. Tunel jest z wieloma zakrętami i można nim jeździć w kółko. Szczęśliwie jesteśmy około ósmej wieczorem w dzień powszedni więc nie ma wiele osób. Chłopcy przejechali kilka razy tunel mając oczy wokół głowy. Kikla razy obiegli tunel płosząc innych turystów. No i wreszcie zmęczeni dali się wyprowadzić.

Kolejka wyspiarska dowozi nas do podniebnego Sky Train'u, ten do metra, a metro do Little India. Mieliśmy jeszcze iść na kolację ale plaża i oceanarium zabrała nam kawałek dnia i nagle mamy 22.00! Stasia doniosłem do hotelu śpiącego, Michaś doszedł sam z mamą ale generalnie z kolacji nici... no i tu się zdziwiliśmy bo nastąpiło cudowne obudzienie już drugi raz.
Staś zaczął się bawić i stwierdził zblazowany, że nocne życie miasta go dziś nie interesuje. Michałek wręcz przeciwnie. Podzililiśmy się tak, że ja zze Stasiem zgrywaliśmy zdjęcia i ładowali bateria i pisali relację a Michałek poszedł z mamą do jakiejś garkuchni po samosy i pewnie frytki...
Po ich powrocie zostałem sam ze sprzętem foto, komputerowym i samosami na zagryzkę a Ania z chłopcami udała się na fajny murek przed hotelem z widokiemm na ulicę by.... spożyc na nim kolację...

No i to było na tyle, jak coś sobie przypomnę to dopiszę jutro - zdjęcia...


Taxi podwozi nas pod ONE (a obok tu, tri, for...).


Jesteśmy wewnątrz fontanny.


Jakieś życzenia???.


UUuuuuuuu....


.....AAAAAAAAAAAA!!! To my! A za nami te tu i tri...


Ręka ma długo szukała i kiedy fiszaja znalazła
to od łan do for pokazała....


Chodzimy wokół fontanny...


A oto dlaczego nas z wnętrza fontanny pogonili.
Zrobili miejsce dla ton spadającej wody.


Ale!!!!


Kolejny etap wędrówki zaczyamy spod Muz. Azjatyckiego.


I już widok na kontrasty Boat Quay.


Przed każdym małym domkiem na brzegu rzeki jest genialna knajpka. Poczynając od nieporozumień jak pub angielski poprzez mnóstwo specjalizacji regionalnych i rodzajowych kuchni azjatyckiej.


Kolejny symbol Singapuru - Merlion.


Znacznie ciekawsza dla chłopców jest taka ot fontanna bez znaczenia.


Kici, kici, kici....


Koty i Staś z innej perspektywy.


A Michałek woli od kotów technikę.


Przyszliśmy z drugiego brzegu tam gdzie zółto-czerwone Muz. Azjatyckie.


Boat Quay - pub zaczyna ciąg azjatyckich pyszności dalej.


Też znany widok w S. - windy... hmm... pączki.


Tak. Pieska wolno głaskać!


Rodzice karmią dbają i.... tracą zniżki!


Ufff.... jak chłodno! Metro w kierunku Sentosy!


Każda chwila lub rekwizyt do zabawy jest dobry.


Na co Staś patrzy?...


Na ukochane delfinki!


Skoki przez obręcze.


Kontrola uzębienia.


Pływanie synchroniczne.


Nareszcie kąpiel!!!!.


Staś na coś poluje???.


Wodorościk!


Oceanarium - basen gdzie można dotykać rybki.


Kraby.


Krab gigant.


Wreszcie qltowy tunel.


Niewielki ale wrażenie robi.


Momentami trudno ich oderwać od jakiegoś miejsca.


Akwarium nad tunelem dzieli się na sekcje więc różnorodność ryb ogromna.


Zwiedzanie na zmęczonego na ruchomym chodniku.


Meduzy.


Staś i Michaś zaglądają do akwarium pod ciśnieniem....


....gdzie żyją zwierzęta głębinowe.


Czyżby Stasio znowu zachwycał się wodorostami???.


Nie!!! To przecież koniki morskie.


Kolejne akrarium gdzie można.....


....włożyć ręce a całuśne rybki cmokną jak nic....


Rafa.


Drzewka całe w światełkach - idą święta! DOBRANOC!



zobacz dalej...


dzień następny: 24 X - SINGAPUR

dzień poprzedni: 22 X - SINGAPUR












Na skróty
dzień następny:

24 X Singapur

dzień poprzedni:

22 X Singapur


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.