Indonezja/BALI 2009 - blog on-line


Wyprawa: 21 X - 21 XI 2009

25 X - Singapur >>> INDONEZJA/Bali



Wstajemy wcześnie rano i po raz pierwszy trafiamy na hotelowe śniadanie, które dotychczas przesypialiśmy. Tosty, kurczaczek panierowany, jaja, płatki śniadaniowe, itd... Nie jest bogato, ale nie jest tragicznie. Zjadamy i dochodzimy do wniosku, że nie ma co iść do hindusa po więcej. Idziemy tylko do sklepu obok po owoce, ciasteczka, wodę. No i jesteśmy gotowi do wyprawy na lotnisko. Taksówka dowozi nas szybko i sprawnie. To nie Bangkok gdzie można dojechać w 40 minut lub... 3 godziny. Odprawiamy się i zaraz za bramkami biwak. Stanowisko dla notebooków łaczy kawiarenkę z placem zabaw dla dzieci. Ciekawe dlaczego nieudacznicy projektujący kurnik im. Chopina czyli lotnisko Okęcie nie pomyśleli o takim miejscu. Stetryczałe towarzystwo to jeszcze umysłowy bastion z czasów komuny, a jak są kolesie z nowego naboru to synekura pozostała jaka była. Nasze lotnisko nie musi aspirować do niewiadomo czego, ale przy minimalnych kosztach można podróżnym dać cokolwiek a nie pustą halę z przeciągami i cieknącym dachem. I niech nie będzie to hańba dla Polski w oczach zdumionych zagranicznych podróżnych!

No dobra! Jesteśmy w Singapurze i zapomnijmy o dramacie nazwanym PPL. Kiedy dochodzimy pod naszą bramkę nie ma prawie nikogo, za to chłopcy mają kreskówki a my Free Internet (a na Okęciu? - nie działa nawet płatny...). Ostatnie maile i pasażerowie wywoływani są kolejnymi rzędami aby uniknąć tłoku i przepychania się. A przecież to niby tanie linie Air Asia!.

Lot raptem dwie i pół godziny z pięknymi widokami na piętrzące się chmury. Łagodne lądowanie i możemy wyjść na płytę lotniska. Świetnie, że nie podjechały zabudowane schody a autobus stał z 50 metrów dalej bo chłopcy mogli z bliska obejrzeć samolot. Dla nich to wielkie przeżycie! Odprawa w miarę szybka chociaż kolejki dłuuuuugie do każdego stanowiska ale zorganizowano to fajnie - etap 1: kasa i pokwitowanie za wizę; etap 2 - wklejenie wizy i ostemplowanie kart immigration; etap 3 - znudzeni celnicy.

Po wyjściu z budynku kolejka do okienka Taxi. Nie ma żadnego żerowania i szarpania turystów. Kantorek z jednej strony kolejka kierowców, z drugiej turyści. Gdzie? Kwitek, zapłata, przydzielenie kierowcy i jazda... Działa znakomicie. Z racji na wielkie fale w Kucie postanawiamy zacząć od Sanur. Nasz upatrzony wcześniej hotel okazuje się mało przyjazny z racji ceny no i jest 300m od plaży. Jedziemy na sam koniec Sanur pod przystań promową i tu mamy trochę taniej ale za to hotel prawie na brzegu.

Jesteśmy na granicy dwóch światów. Na lewo strome kamienne nadbrzeże z kawałów koralowca i wąska czarna plaża z której korzystają lokalni mieszkańcy. Z prawej biała wspaniała plaża dla turystów. Kiedy szliśmy do hotelu zaciekawiły nas tysiące motorków zaparkowanych na dojazdowej ulicy do morza a to właśnie miejscowa ludożerka korzystając z niedzieli przyjechała się kąpać. Idziemy na hardcore czyli na czarną plażę z 3 tysiącami miejscowych ludzi. Siedzimy na falochronie a chłopcy szaleją w czarnym szlamie z kawałkami białych korali. Ciekawe doświadczenie...

Po ponad godzinie, kiedy zapada zmierzch opłukujemy ich w wannie i idziemy na kolację. Knajpka hotelowa nie wzbudza za grosz zaufania, ale wcześniej widzieliśmy bardzo ładną restaurację. Świece i sączący się z głośników Duke Ellington i inne standardy jazzowe w otoczeniu indonezyjskich bóstw to trochę surrealizm, ale jest miło. Jedzonko również całkiem smaczne. Wracamy na spanko w nadziei, że jutro znajdziemy plażę bez miejscowej ludożerki w ilości kilku tysięcy ludzi. Dobranoc!!!

Zdjęcia??? Oczywiście!!!


Singapur lotnisko - plac zabaw dla dzieci....


...i laptop access ala dorosłych.


Terminal z dostępem do internetu (free!).


Po raz pierwszy od kilku dni zobaczyli telewizor.


Jest nasz samolot.


Singapur pa! pa!.


Dziesiątki statków na redzie.


Piękny spektakl z chmur.


Witajcie w Indonezji! Płyta lotniska w Denpasar/Bali.


Dobrze jest poznać wiele ofert na spędzenie tu czasu.


Pierwszy pomnik przy drodze z lotniska - to musi być Indonezja!


Kolędnicy??? ;-)


Czarna plaża - ciekawe doświadczenie.


Balijskie łodzie.


Pierwsza kolacja na Bali.
Zbyszek "Lynx" Ch. (który był tu dwa tygodnie przed nami)
obiecywał, że będzie pysznie i.... było.


Jeszcze chwila relaksu przed naszym pokojem i.... spać.




zobacz dalej...


dzień następny: 26 X - BALI (Sanur)

dzień poprzedni: 24 X - SINGAPUR





Do: strona główna portalu, menu świat, początek strony







Na skróty
dzień następny:

26 X Bali (Sanur)

dzień poprzedni:

24 X Singapur


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.