Strona GŁÓWNA
menu ŚWIAT


Indonezja/BALI 2009 - blog on-line


27 X - INDONEZJA/na Gili Trawangan


Bali nas zmęczyło. Zmęczeni wylecieliśmy z Polski, zmęczył nas Singapur no i te tłumy w niedziele w Sanur nas trochę dobiły. Postanawiamy więc opuścic Bali i popłynąć przynajmniej na tydzień na wyspy Gili.

Transfery wszelakie są bardzo proste tutaj. Kupujemy bilet obejmujący przejazd autobusem i dopłynięcie statkiem na wyspy. Wybieramy opcję dłużej-taniej-ciekawiej, czyli państwowego przewoźnika dla turystów. Najpierw jedziemy roztelepanym autobusem, a później popłyniemy starą rozeschniętą krypą (co to nie jedną imprezę pamięta), za to w miłej atmosferze i z fajnym klimatem na pokładzie.

Statkiem będziemy płynąć ok. 4 godzin. Ocean łaskawy, fale do 2 metrów ale nie takie bałtyckie zjadliwce tylko wielkie pagury łagodnie przemierzające ocean. Tylko niektóre "modnisie" mają blond fryzurkę z piany. Razem z 8 innymi luzakami zajęliśmy piaskownicę na górnym pokładzie. Zagłębienie wypełnione piaskiem o ziarnkach jak pieprz, ale milutkich w dotyku, na który rozkłada się maty. Chłopcy mają zabawę w usypywanie wulkanów, a Staś jak się chciał przespać (kołysanie świetnie działa na małe wilczki morskie) to zwyczajnie dostał dodatkową matę i pareo pod głowę.

Jak już zbliżaliśmy się do Gili Trawangan to jeszcze na miłe zakończenie rejsu dostaliśmy pyszny obiadek. Makaron zapiekany z chili na oleju sojowym obsypany prażonymi na oleju arachidowym różnymi orzechami - co za oceaniczne niebo w gębie!!! Jak widać było, że nikt nie je więcej to wziąłem dwie dokładki!

Statek duży, rafa broni dojścia do brzegu, więc na głębokiej wodzie kolejna przesiadka na mniejszą łódź i lądujemy na brzegu.

Czas zacząć szukać noclegu - jest już zachód słońca. Jak zwykle w naszym przypadku jest problem, bo dla 2 osób to można coś znależć bez problemu ale dla naszej czwórki już gorzej. Noc zapada głucha (bo tu 5 min po zachodzie to już noc jest) a my dalej nic nie mamy, ale kierunek mamy dobry bo coraz bliżej najlepszego miejsca do snorklowania no i wreszcie!!! Tanio nie jest (70 USD za bungalow z dodatkowym materacem na podłodze) ale genialnie. A jakby wszystko policzyć razem to może nie tak drogo bo mamy świetny basen ze słodką wodą (!) Śniadania dają takie, że w knajpie kosztowałyby niezłych kilka dolarów, świetny kawałek hotelowej plaży z leżakami i wreszcie.... tak... rafa!!! Tuż przed naszym hotelem jedne z najlepszych miejsc do snorklowania. Cudowny podwodny świat. I nigdzie nie musimy chodzić! To tu ludzie chodzą aby ponurkować! Ale to okazało się jutro!

Zdjęcia??? Oczywiście!!!


Nie! Nie budźcie nas! (Ananda Beach Hotel w Sanur).


Przed kajpką gdzie jedliśmy obiady jest też przystanek naszego autobusu.


Dlaczego tak krzyczą?
Chcą byś kupił gazetę!


Nasz stary, ale jary autobus.


Pakujemy się na łódź. Mała, ale może nie zatoniemy.


I tu jedna dystyngowana Angielka powinna powiedzieć
do drugiej równie dystyngowanej:
- Ju noł nał, łaj dis trip iz so dejndżers....


A więc żegnaj nam Bali nasza.....


A tak naprawdę to motorówka obładowana do niemożliwości
podwiozła nas do dużego statku stojącego w zatoce.


Nasza piaskownica na górnym pokładzie.


Nic na horyzoncie, ale połowa drogi za nami.


Widać Lombok!...


....i pojawiają się miejscowe łodzie.


Już widać nasz port.


Transport dzieci - oczywiście suchą nogą na ląd.


Reszta towarzystwa i bagażu się wyładowuje.


Nasz milusi po dłuuuuuuugim szukamiu znaleziony pokój.


A co to jest? Nasza dizajnerska kabina prysznicowa.



D O B R A N O C!

zobacz dalej...


dzień następny: 28 X - Wyspa Gili Trawangan

dzień poprzedni: 26 X - BALI (Sanur)












Na skróty
dzień następny:

28 X Wyspa Gili Trawangan

dzień poprzedni:

26 X Bali (Sanur)


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.