Strona GŁÓWNA
menu ŚWIAT


Indonezja/BALI 2009 - blog on-line


31 X - INDONEZJA/Gili Trawangan > Gili Air


Na śniadanie o 7.30. O 8.30 konik do portu. Kupujemy bilety na łódź o wiele mówiącej nazwie Island Hopper łaczącej wyspy. Pod kasą biletową kupa cegiełek, które natychmiast chłopcy wykorzystują do budowy zamiast klocków Lego. Jeszcze rozgrywamy mecz piłki nożnej pustą butelką po wodzie i mamy łódź. Szybkie zaokrętowanie i kotwica w górę!

Wieje i mamy wysoką falę. Ciężka łódź skacze jak korek na falach. Śruba wyskakuje z wody. Dobrze, że ani my ani chłopcy nie mamy choroby morskiej. Kilkoro turystów siedzi bladych i wydaje z siebie Ach! i Och! przy większych falach. Mimo brezentowych osłon prysznic jest gratis... Nigdy nie dajcie się zwieść spokojnej wodzie w porcie - jak macie kłopoty łykajcie leki na chorobę morską odpowiednio wcześnie!

Najpierw odwiedzamy Gili Meno i po chwili nawet bez rzucania kotwicy ruszamy na Gili Air. W porcie tradycyjne negocjacje o cene konia ale trochę ważymy a trasa na drugą stronę wyspy daleka więc potargowawszy się miło płacimy i umawiamy, że jeździmy z naszym woźnicą w następne dni z rabatem. Najbardziej podobało mi się jak argumentem wielkiej wagi wytoczonym przez właściciela bryczki było: - Ju noł mister! A my trawę musimy wozić z innej wyspy bo u nas nie ma - targowaliśmy się o dolara... Odpuściłem... Oczywiście nie wzruszył mnie wożnica, ale te konie z trawą z importu... ;-)

Nasz hotel jest faktycznie w miejscu tak zacisznym, że gdyby nie wiatr i szum oceanu to trzeba by było coś sobie nucić i szurać sandałami bo cisza byłaby nieznośna...

Mamy zamiar zostać tu ok. 5 dni. Co się nie robi dla dzieci! Ale jak wrócimy na Bali to dostaną wycisk... będziemy zwiedzać świątynie!

Zdjątka:


Pakujemy się na bryczkę....


....i jedziemy do portu.


W porcie mampy trochę czasu na obserwację załadunków łodzi....


....mecz piłkarski pustą butelką...


...i układanie...


.....indonezyjskiego...


...Lego!


Przypłynął nasz Skoczek Międzywyspowy - wsiadamy.


PA! PA! Gili Trawangan.


Jeszcze humory dopisują w naszym tramwaju wodnym.
Później to się zmieni.


Gili Meno.


Woda ma kolor nieprawdopodobnie piękny.


Sztormujemy dalej.


Gili Air - rzucamy kotwicę.


Oczywiście koniki z bryczkami to jedyny transport.


Sielskie, anielskie, podpalmowe krajobrazy.


Plaża...


...i porcik koło naszego hotelu.


Nowe atrakcje - koty....


....i huśtawki.


Pierwsze skarby na Gili Air.


A to takie zdobienia knajpek.


Trudno dać wiarę, że na tak malutkich łódkach
pływają na takich dużych falach.


Bajecznie zachodzi słońce - w tle Lombok.


Wystawa pyszności do grilowania.


Zapalają się światełka w knajpce - kontemplujemy zmierzch. Dobranoc.


zobacz dalej...


dzień następny: 1 XI - Wyspa Gili Air

dzień poprzedni: 30 X - Wyspa Gili Trawangan












Na skróty
dzień następny:

1 XI Wyspa Gili Air

dzień poprzedni:

30 X Wyspa Gili Trawangan


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.