Wreszcie lenistwo nie przerywane ślubami, puszczaniem wolno żółwi itp...
Basen, rafa, jedzenie i sen.... Cudowny program!
Wieczorem idziemy na jedzonko do "Legend Bar". Chłopcy mają tam gniazdo piratów
my gniazdo ze stolikiem na platformie wysłanej poduszkami - wszyscy są szczęśliwi.
To lenistwo tak mnie w końcu zmęczyło, że jak wróciliśmy z podsypiającymi zbójkami, którzy padli natychmiast spać -
to wziąłem statyw i poszedłem robić zdjęcia w świetle księżyca... Dużo się nie narobiłem. Księżyc też miał lazy day mimo, że pełnia i wlazł za chmurę... Błe! Dobranoc...
Nieeeeee... no nie mogę tak tego zostawić... trzy zdania?! No to może coś o jedzeniu:
Po pierwsze pyszne! Wieczorami płoną grile, na których same pyszności. Od oklepanego tuńczyka przez makrele, znajomych z rafy, barakudę, itd... itp... Ale normalnie zamawiamy dania z karty i tu króluje nasi goreng w różnych wariantach. Podstawowy to ryż ładnie uformowany w filiżance i górka warzyw w sosiku zapiekana na patelni. Sosik może być dla łestów lub spajsi. Czyli dla turystów i normalnie na ostro. W dobrych restauracjach jak nie ma nasi goreng specjal to znaczy, że ten zwykły zostanie podany z jajkiem sadzonym opiekanym z obu stron i ogromną prażyną krewetkową jak kapelusz nakrywającą wszystko. Jeżeli nie jest to vegetarian to dostaniemy dodatkowo ze dwa kawałki kurczaka smażone na chrupko w głębokim oleju.
Dla mnie najfajniejszym daniem jest Gado Gado z sosem z Lomboku. Można powiedzieć, że to coś takiego jak potrawa wyżej ale zamiast sadzonego są ćwiartki jaja na twardo i wszystko jest przelane cudownie gęstym i pikantnym sosem czy wręcz musem arachidowym. Na wierzchu oczywiście kapelusz z prażyny krewetkowej.
Cudowne są sałatki. Ogórki, pomidory, papryka, sałata i miejscowe nam nieznane, ale pyszne zieleniny.
Są też całkiem pychutkowe dana na bazie makaronu. Oczywiście makaron w formie sprężynek ale nie chiński ryżowy tylko normalny. I jak ww dania zapiekany z różnymi sosami i warzywami i np. krewetkami. Obowiązkowo z jajem sadzonym i prażyną krewetkową.
Nie można zapomnieć o sokach. Chłopcy piją głównie ananasowy lub arbuz+papaya. Oczywiście genialne są sałatki owocowe. Palce lizać!
Śniadania na Gili Air to bufet a w nim:
ryż na ostro z warzywami
jajecznica
cienki omlet krojony w małe wielokąty
naleśniki z bananami
tosty
coś co nazwali croissant ale z ciastem francuskim nie widział się nawet przez ścianę, ale smaczne