Indonezja/BALI 2009 - blog on-line


Wyprawa: 21 X - 21 XI 2009

4 XI - INDONEZJA/Gili Air



Wreszcie lenistwo nie przerywane ślubami, puszczaniem wolno żółwi itp...
Basen, rafa, jedzenie i sen.... Cudowny program!
Wieczorem idziemy na jedzonko do "Legend Bar". Chłopcy mają tam gniazdo piratów my gniazdo ze stolikiem na platformie wysłanej poduszkami - wszyscy są szczęśliwi.

To lenistwo tak mnie w końcu zmęczyło, że jak wróciliśmy z podsypiającymi zbójkami, którzy padli natychmiast spać - to wziąłem statyw i poszedłem robić zdjęcia w świetle księżyca... Dużo się nie narobiłem. Księżyc też miał lazy day mimo, że pełnia i wlazł za chmurę... Błe! Dobranoc...

Nieeeeee... no nie mogę tak tego zostawić... trzy zdania?! No to może coś o jedzeniu:

Po pierwsze pyszne! Wieczorami płoną grile, na których same pyszności. Od oklepanego tuńczyka przez makrele, znajomych z rafy, barakudę, itd... itp... Ale normalnie zamawiamy dania z karty i tu króluje nasi goreng w różnych wariantach. Podstawowy to ryż ładnie uformowany w filiżance i górka warzyw w sosiku zapiekana na patelni. Sosik może być dla łestów lub spajsi. Czyli dla turystów i normalnie na ostro. W dobrych restauracjach jak nie ma nasi goreng specjal to znaczy, że ten zwykły zostanie podany z jajkiem sadzonym opiekanym z obu stron i ogromną prażyną krewetkową jak kapelusz nakrywającą wszystko. Jeżeli nie jest to vegetarian to dostaniemy dodatkowo ze dwa kawałki kurczaka smażone na chrupko w głębokim oleju.

Dla mnie najfajniejszym daniem jest Gado Gado z sosem z Lomboku. Można powiedzieć, że to coś takiego jak potrawa wyżej ale zamiast sadzonego są ćwiartki jaja na twardo i wszystko jest przelane cudownie gęstym i pikantnym sosem czy wręcz musem arachidowym. Na wierzchu oczywiście kapelusz z prażyny krewetkowej.

Cudowne są sałatki. Ogórki, pomidory, papryka, sałata i miejscowe nam nieznane, ale pyszne zieleniny.

Są też całkiem pychutkowe dana na bazie makaronu. Oczywiście makaron w formie sprężynek ale nie chiński ryżowy tylko normalny. I jak ww dania zapiekany z różnymi sosami i warzywami i np. krewetkami. Obowiązkowo z jajem sadzonym i prażyną krewetkową.

Nie można zapomnieć o sokach. Chłopcy piją głównie ananasowy lub arbuz+papaya. Oczywiście genialne są sałatki owocowe. Palce lizać!

Śniadania na Gili Air to bufet a w nim:
  • ryż na ostro z warzywami
  • jajecznica
  • cienki omlet krojony w małe wielokąty
  • naleśniki z bananami
  • tosty
  • coś co nazwali croissant ale z ciastem francuskim nie widział się nawet
    przez ścianę, ale smaczne
  • sałatka owocowa (arbuz, ananas, papaya)
  • płatki śniadaniowe
  • dwa soki ze świerzych owoców (anansowy, papaya)
  • kawa, herbata, dżemiki do tostów


Coś tu jeszcze dopiszę....

Księżycowa fotografia:




.


.


.


.


.


.




zobacz dalej...


dzień następny: 5 XI - Wyspa Gili Air

dzień poprzedni: 3 XI - Wyspa Gili Air





Do: strona główna portalu, menu świat, początek strony







Na skróty
dzień następny:

5 XI Wyspa Gili Air

dzień poprzedni:

3 XI Wyspa Gili Air


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.