Strona GŁÓWNA
menu ŚWIAT


Indonezja/BALI 2009 - blog on-line


5 XI - INDONEZJA/Gili Air


Patrzymy w kalendarz i zadajemy sobie pytanie: to już??? Kończy się nasza przygoda z wyspami Gili?! No cóż można tu siedzieć miesiąc i dwa i rok. Nie da się ukryć, że cudownie się zresetowaliśmy po kołomyji w Polsce i gonitwie po Singapurze. Tu czas płynie zupełnie inaczej. Nie wolniej ale inaczej. No i NIC NIE MUSIMY robić. Czy pójdziemy na basen czy na rafę zależy od nastroju większości. Czy do Alego, czy może do Legend Baru. A może do portu... A może spać... No ale bajka się kończy. czas wracać na Bali i popracować tj. pozwiedzać. Ostatni dzień zaczęliśmy po śniadaniu wyprawą na wysepkę koralową. Rano jest odpływ więc możemy chodzić suchą nogą tam, gdzie normalnie jest nasza zatoka. Podziwiamy w płytkich kałużach wijące się wężowidła, kolonie jeżowców. Szukamy myszki i ciekawych ułamków korali w koralowym rumoszu. Wracamy już po wodzie. Nawet zadałem chłopcom zadanie. Jesteśmy na bezludnej wyspie i co dalej??? Mieli sporo pomysłów.

Kiedy ja chodziłem z chłopcami Ania pisała ostatnie maile ustalając z naszym kierowcą detale naszej wyprawy balijskiej. No ale teraz czas na jazdę do Manta Dive. Tam ostatnie nurkowania, budowanie zamków na plaży, pizza dla chłopców i ananasy na deser itd... Michałek nam zaimponował bo pomimo pierwszych obaw dał się zaprosić na rafę i to dwa razy!!! Pierwszy raz popłynęliśmy oglądać roje kolorowych yb a drugi raz popłynął z Anią i zobaczyli żółwie! Ale emocje! Pływa jak dorosły a nawet miał później trudniej bo jakieś ziarno piasko zablokowało mu zawór w fajce i dostawała się do niej woda. Ale nic to! Co się napatrzył!!! Chyba dziś zrozumiał róźnicę między pływaniem w basenie a nad rafą!!!

Na obiad wróciliśmy do hotelu m.in. by rozliczyć pobyt. Chcieliśmy zapłacić kartą a w takim przypadku to zawsze są emocje czy będzie połączenie, prąd, etc... Ale wszystko OK! Na zachód słońca mieliśmy jechać do portu ale zrobiło się pochmurno bo przyszły chmurzyska od Lomboku. Postanawiamy przedłużyc obiad i pojść do Alego na kolacyjkę dla chłopców a dla nad na goodbye drinka...

A u Alego radość, że jesteśmy. Jak już siedliśmy to zaraz przyszła czwórka łestów, później jeszcze jakaś para. Śmiejemy się, że nagoniliśmy klientelę. Zrobiliśmy trochę zdjęć knajpki i prowadzący ją jak zobaczyli na wyświetlaczu zdjęcia to im szczęki opadły jak u nich cudnie. No ich komplementujemy: Good place, good photo... Tak im się spodobało, że jeden z kelnerów zrobił nam pokaz żonglerki ogniem na plaży. Nie trzeba dodawać, że chłopcy chcą od jutra trenować z ogniem. Ledwie im wytłumaczyliśmy, że najpierw może warto z piłeczkami...

A w wodzie... A w wodzie też się działo. Zebrało się z 10 osób i łowili przy świetle silnej lampy maleńkie rybki do suszenia lub do pizzy. Lampa i głosy wędrowała to w lewo, to w prawo. Jak znaleźli ławicę rozciągali kolistą sieć i na trzy-cztery wyciągali ją nad wodę. W świetle lampy zaczynały błyskać srebrne iskry. To rybia drobnica usiłowała wydostać się z sieci.

I tak chłopcy zaczęli trochę marudzić czas więc na powrót do hotelu i położenie ich spać. Kiedy zasnęli my spakowaliśmy rzeczy aby rano mieć jak najmniej pracy i czas na śniadanie....

Fotografije:




Drugie śniadanie.


Kobiety dziwnie postępują. Płacą za wykręcanie rąk,
próby skręcenia szyi, wyrwania stopy, ugniatanie,... ;-)


Pięknie przystrojone restauracje tym co ocean wyrzucił na brzeg.


Ostatniego dnia Michałek....


...dał się namówić na prawdziwe snorklowanie na rafie i...


...widział pięknego żółwia!!! Zachwycony!


"Punks not dead" - Co Ty chłopie?! Ramonesów nie lubisz?!
Jaki punk z ciebie?!


U Alego.


Dostaliśmy pokaz żonglowania....


...ogniem!


Ania w układzie choreograficznym z dziećmi.


To już nasza ostatnia noc....


....na Gili Air! Dobranoc!


zobacz dalej...


dzień następny: 6 XI - Wyspa Gili Air >>> BALI - Tirtangangga

dzień poprzedni: 4 XI - Wyspa Gili Air












Na skróty
dzień następny:

6 XI Wyspa Gili Air > Bali - Tirtangangga

dzień poprzedni:

4 XI Wyspa Gili Air


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.