Strona GŁÓWNA
menu ŚWIAT


Indonezja/BALI 2009 - blog on-line


6 XI - INDONEZJA/Gili Air >>> BALI - Tirtangangga


Czas wracać na Bali. 7:30 śniadanie. Czeka na nas już nas zaprzyjaźniony woźnica z bryczką. Pakujemy się, konik trochę stęka bo od rana taki cięzar no ale rączo zmierza do portu. W porcie nasza "Wyspowa Hopka" jeszcze bez silnika ale jak jest 5 minut do wypłynięcia to i silnik i załoga się znajdują. Płyniemy przez Meno na Travangan gdzie przesiądziemy się na szybką łódź na Bali.

Wybraliśmy powrót szybką łodzią bo szkoda nam całęgo dnia na transfery. Po dopłynięciu do Padangbay mielibyśmy tylko czas na dojazd na nocleg, a tak jeszcze coś zwiedzimy. Bagaże zostawiamy w biurze Island Xpress i idziemy się dopoić i pobawić pod molem. Idą panowie z naszymi bagażami więc czas na pójście na koniec mola gdzie za chwilę podpływa katamaran z imponującymi silnikami. Od razu wiadomo co to znaczy szybka łódź. Wysiada ekipa, która przypłynęła z Bali. Zostaje jakaś dwójka. My wsiadamy i.... odbijamy?! Reszta towarzystwa popłynie inną łodzią do Kuty. Nasz "Gili Cat" najpierw podpłynie do Lomboku wysadzić pozostałą dwójkę i pewnie po więcej pasażerów. Podpłynął, wysiedli, ale nikt nie wsiadł!!! Do Padangbay popłyniemy sami i 3 członków załogi!!!

I teraz pasus o urokach bycia poza sezonem.
Przyjechanie szczególnie na Gili po sezonie np. od połowy października jest strzałem w "10". Wszystkie knajpki wolne, nie ma problemu z hotelami. Mieliśmy wielokrotnie wrażenie, że wielki hotel pracuje tylko dla nas. Jak tych kilka osób będących w tym samym czasie w naszym hotelu przyszło na śniadanie przed nami lub po nas to wyglądało tak, jakbyśmy byli sami. W basenie poza nami były max 2 osoby. Można stargować różne ceny bo poza sezonem. Wszyscy się o nas troszczą i zabiegają o nasze.... rupie. W sezonie (sierpień) jest podobno masakrycznie dużo osób. Knajpki są pełne, trudno znaleźć miejsce przy plaży a aby zająć sobie parasol na plaży lub leżak trzeba być przed 8.00! No i ceny! Jak tylko deklarujemy, że chcemy być dłużej cena spada o 50% i nie mają głupich pomysłów aby liczyć sobie za wszystkie dodatki. Na takich imprezach jak wypuszczanie żółwi w GoGo gromadziłą się pewnie połowa wszystkich turystów na Gili Air a i tak mieścili się w jednej knajpce. Oczywiście należy zapytać się co to znaczy tu po sezonie? U nas to wybór między lazurkiem sierpnia a brudną szmatą nieba i zimnem listopada. Tu poza sezonem oznacza, że mieliśmy jedną tropikalną ulewę przez pół godziny i po południu słońce niekiedy zakrywały na 2-3 godziny chmury, co akurat było rewelacjne bo pozwalało jakoś fukcjonować na plaży. Oczywiście na zachód słońca chmury się rozwiewały i mogliśmy napawać się widokiem wielkiego chlup słońca do oceanu. Tak więc jak ktoś może niech wpadnie na Gili Islands w połowie paxrnika a żałować nie będzie!

Powyższą relację napisałem na pędzącym 70 km/h katamaranie, ale teraz czas na wzięcie aparatu bo zbliża się Bali!

Dobijamy do Padangbay. Wyładujemy bagaż i idziemy molem. Naprzeciwko nas idzie młody człowiek uśmiecha się, pyta czy Kobus family? Witamy się serdecznie. To Putu Yudana. Od pierwszego wejrzenia widać, że będzie fajnie. Mamy śliczny minibusik i ruszamy... Plany na dziś to jedna dodatkowa świątynia Goa Lavah Temple słynna ze schroniska nietoperzy a póżniej mamy obrać kierunek Tirtangangga.

Pierwsza świątynia balijska świetnie się prezentuje bo akurat trwa 7 dniowe święto. Nie można wejść na górną świątynie, gdzie modlą się liczne rodziny, ale wszystko widać ze średniej. Wiele odświętnie ubranych osób no i duża przyświątynna orkiestra rewelacyjnie grająca. Następnym punktem programu jest... obiad. Przydrożny warung oferuje równie pyszne jedzenie jak turystyczne knajpy tylko za 1/3 ceny. Posileni odwiedzamy traditional village Tenganan, czyli wioskę artystów, hodowców kur, drwali itd... itp... Możemy zobaczyć nie tylko wiele tradycyjnego rękodzieła ale również wnętrza tradycyjnych domów gdzie dachami połączone stoi kilka często jednoizbowych budynków a całość otoczona murem. Taki świętokrzyski okólnik... ;-)

Po wiosce robimy skok na kasę. Ponieważ na Gili brakowało pieniędzy a dolary do wymiany chcieli tylko prosto z maszyn drukarskich z odciskiem palca Obamy więc znaleźliśmy bankomat i kazaliśmy mu wypluć rupie na dalszą podróż. Acha! Bankomat przy banku miał np. tylko Master Card więc polecamy od razu pojechanie do supermarketu. Jak jest tam bankomat to na pewno obsługuje wszystkie karty. Zdaje mi się jest to jeden z przykładów głupoty białych kołnierzyków zwanych obecnie inaczej "sprawcy światowego kryzysu". Właścicielem bankomatu był bank, który pod własną siedzibą oferował tylko jeden rodzaj kart!!!

Najedzeni i z pieniędzmi jedziemy dalej zwiedzać. Czas na coś unikatowego: królewski pałac na wodzie w Tirtangangga. Chłopców najbardziej bawi to, że można w jednym z basenów skakać z kamienia na kamień, Oszlifowane, z ornamentami dają możliwość przejścia krętej trasy po basenie gdzie stoją liczne piękne rzeźby. Pod nogami pływają wielkie czerwone... no niech będzie... karpie. Chłopcy oszaleli z radości. Miejsce urzekające i warte odwiedzenie. Nad źródłem zaopatrującym w wodę całe urządzenia wodne zbudowano piękną świątynię. W głównym budyneczku, bogato rzeźbionym, za zamkniętą kratą szumi i bryzga woda. Robimy zakupy owocowe i czas na.... nocleg. Nasz kierowca dowiedział się w międzyczasie, że jest fajny homestay prosto w górę od świątyni z widokiem na tarasy ryżowe. Trochę kołujemy, ale przy trzeciej próbie udaje się trafić. Miejsce bajeczne. Bungalowy stoją w gęstwie tropikalnych roślin i kwiatów. Bajka! I jeszcze genialna łazienka! Chłopcy kąpią się z modelami balijskich łodzi. Zapada noc. Czas spać...

No tak... Łóżeczko, żona i... swastyka między nami u wezgłowia. Wielka masywna wpleciona w jakieś ornamenty... Faszyści zawłaszczyli i zochydzili ten odwieczny symbol, który tu nie ma, żadnych dziwnych podtekstów. Ale dziwnie jakoś...

Fotografije:




Port na Gili Air - chłopcy zawsze sobie znajdą zabawę.


Czas na hopkę przez Gili Meno na Trawangan.


Żegnaj Gili Air!


Obrazek z Meno.


Cudowny kolor oceanu, na kursie Trawangan.


Trawangan - ruch w porcie wielki.


Wyładunek dzieci.


Międzynarodowy konglomerat dał fajną knajpkę.


Idziemy na molo.


Staś sprawdza czy wszystko się zgadza z lotniczym zdjęciem wyspy.


Będzie śniadanie lub obiadek.


Jest nasz "Gili Cat".


Odbijamy! Łza się w oku kręci - żegnajcie wyspy Gili.


Kurs na Lombok.


No i zostaliśmy sami, kurs na Bali.


Nie ma zlituj - blog musi powstawać.


To już Bali.


Michałek ogląda sterówkę katamaranu.


Padangbay Welcome!


Na naszą czwórkę czeka czwórka personelu - wyładunek dzieci.


Wreszcie zwiedzanie! Goa Lavah Temple.


...


W górnej świątyni trwają modły.


Urzekli mnie starsi panowie....


....bardzo się cieszyli ze zdjęć.


Orkiestra.


Powoli opuszczamy świątynię...


...czas na kolejne atrakcje.


Tenganan - tradycyjna wieś...


...teraz więcej tu artystów niż rolników.


Wejście do jednego z domów.


Kobiety wracają z miednicami pełnymi płaskich kamyków.


Stasio drażnił koguty - niegrzeczny.


Kogut "Ken Gdak" dla Barbie.


W domu jednego ze znanych mistrzów wyplatania
koszy, koszyków, koszyczków, torebek, puzderek, wszystkiego,...


Jedziemy dalej - zaczynają się góry.


Tirtangangga - królewski pałac na wodzie.


Zaczynamy biegać i zobaczymy czy się spotkamy.


Jest kilka wysepek, gdzie można zmienić trasę skakania.


Staś a to sprząta a to łowi rybki.


Zwieńczenie świątyni nad źródłem.


Ręki to lepiej mu nie wkładać.


Mieszkańcy królewskich stawów.


.


Grobla z fontannami.


Już na noclegu składamy balijskie łódki.


Tu też niestety wypalają trawy.


Dziwno i straszno - jak tu spać?!


zobacz dalej...


dzień następny: 7 XI - BALI Tirtangangga > Batur

dzień poprzedni: 5 XI - Wyspa Gili Air












Na skróty
dzień następny:

7 XI BALI Tirtangangga > Batur

dzień poprzedni:

5 XI Wyspa Gili Air


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.