Indonezja/BALI 2009 - blog


Wyprawa: 21 X - 21 XI 2009

7 XI Sabtu/Sobota - INDONEZJA/BALI Tirtangagga - Batur



Obudziliśmy się w ogrodzie botanicznym. Już o zmierzchu kiedy dojechaliśmy do naszych gościnnych pokoi ponad królewskim pałacem na wodzie oszałamiał zapach kwiatów. Teraz w promieniach słońca możemy w pełni docenić urok tego miejsca. Ilość kwiatów i różnych roślin ozdobnych oszałąmia. Niektóre kwiaty są ogromne a inne małe ale tak skoplikowane, że przypominają najlepsze dzieła sztuki tutejszej, albo właśnie ta sztuka usiłuje je naśladować. Śniadanko ciekawe bo dostajemy kawę, jajecznicę i dwa talerze ananasa w plastrach i kawałki mango. Pierwszy raz jem mando z jajecznicą i nie jest wcale złe połączenie. Szkoda, że mango kupowane u nas smakuje zupełnie inaczej czyli gorzej. Różnica między owocem tutejszym prosto z drzewa a naszymi ze sklepu jest taka jak między sokiem pomarańczowym z proszku a wyciśniętym z owoców.

Ruszamy!. Czas mamy świetny bo chłopcy wstali o... 6.30. Godzinka zabawy, śniadanie i jazda. Jedziemy odwiedzić Matkę Świątyń "Besakih". Po drodze mamy piękne góry porośnięte gęstą roślinnością. Na tarasach rośnie ryż w różnych stadiach rozwoju. To jest niesamowite, ale ryż rośnie tutaj "na okrągło". W nasłonecznionych szerokich dolinach trwają żniwa i mieliśmy okazję kibicować miejscowym żniwiarzom. A już za chwilę tarasy zalany wodą i ryż dopiero zaczyna swoją wegetację. Żniwa oczywiście w cołości ręcznie. Ścinamy ryż sierpami i robią to mężczyźni. Mają wagi w rękach spod których wychodzą idealnie równe pęczki dojrzałego ryżu. Za nimi ciągną się długie pasy pęczków ryżu. Zbierają je dzieci i kobiety i zanoszą do "młockarni". Młockarnia składa się z plandeki z dwóch stron ograniczonej wysokimi na pół metra dechami. O te dechy tłucze się właśnie końce pęczków ryżu, tam, gdzie jest ziarno. Po odgłosie i wadze wiadomo, że całe ziarno spadło i słoma ryżowa jest wyrzucana na oddzielny stosik. Robiąc żniwiarzom zdjęcia wywołałem mnóstwo śmiechu a przede wszystkim zdziwienie, że pochodzę z takiego dziwnego kraju gdzie nie rośnie ryż...

Besakih jest trudnym miejscem. Świątynia Matka na stoku świętej góry Agung (3142m) robi wrażenie swoim rozmachem. To nie jest jedna świątynia jako monolit ale zbiór 23 oddzielnych ale jednocześnie połączonych ze sobą świątyń. Trzeby być również nastawionym na to, że spotkacie tu najbardziej agresywne formy wyciągnięcia od was pieniędzy. Samozwańczy przewodnicy, strażnicy świątyń żądający kasy pomimo zapłaconego biletu, itd... itp... System przetrwania jest taki:
  • kupujecie bilet wstępu na wjeździe lub obok bramy przy parkingu
  • musicie mieć sarong (jak nie macie to bulicie w wypożyczalni, uuuuuuu....)
  • bierzecie ze sobą wodę, wszystko wyżej kosztuje nawet 10x tyle co na parkingu, o normalnym sklepie nie wspomnę
  • za 50 000 rupii wynajmujecie miejscowego przewodnika w biurze na prawo od bramy. Dostajecie przewodnika z listy przewodnickiej więc jedynym przewałem jest cena. Jak Was dobrze ocenią to powiedzą i 200 tysięcy. Wy mówicie, że tu byliscie dwa lata temu i znacie ceny i macie przygotowane 50 000. Po co przewodnik? Dla obrony. Wiele Wam nie opowie, ale obroni przed "strażnikami" świątyń i zbyt natarczywymi sprzedawcami. Inwestycja się opłaca!
  • bierzecie skuter przynajmniej na jazdę w górę. Jak będziecie w południe to ten kilometr pod górę asfaltem w tłumie natarczywych sprzedawców doprowadzi was do rozpaczy. Przez pot zalewający oczy niewiele zobaczycie później. Możecie być wwiezieni lub dostaniecie kluczyki i sami możecie jechać jak umiecie. Cena: dolar w górę, dolar w dół. Bierzcie tylko skutery z automatyczną skrzynią biegów jak nie jeździcie na codzień.
  • zaczynacie zwiedzanie, czyli chodzicie po schodach. Turyści mogą chodzić po schodach i nie mogą wchodzić tam gdzie trwają modlitwy lub modlą się kapłani. Z reguły świątynie w pasie środkowym nie są dostępne, chociaż możecie stanąć w progu i zrobić zdjęcia na dziedziniec. Wiele świątyń jest "opuszczona", czyli nic się nie dzieje i możecie do nich wejść. Pamiętajcie, że nigdy nie wchodzimy środkowymi schodami jeżeli są schody po bokach. Środkowe są tylko dla kapłanów.


No i to tyle ze szkoły przetrwania. Jak się do ww. rad zastosujesie to będziecie mieć tak równie miłe wspomnienia jak my. Architektonicznie świątynie są podobne do innych ale cały urok tego miejsca polega na nagromadzeniu świątyń w jednym miejscu. Szukamy więc kadrów przez wiele stup piętrzących się ku niebu z panoramą doliny. Czekamy aż Święta Góra odsłoni swoje oblicze lub jakiś obłoczek zsunie się po stoku i zatrzyma na dachach świątyni. Piękne miejsce.

Nasza dzisiejsza trasa dostarcza nam pięknych widoków. O żeńcach wspomniałem ale mamy jeszcze rewelacyjne widoki na tarasy ryżowe, piękną górską rzekę z trasą raftingową. Bajka! A na koniec dnia... wulkan Batur z jeziorem o tej samej nazwie. To nie przelewki! To czynny wulkan, którego zachodnie stoki pokrywa czarna lawa po ostatniej erupcji kilka lat temu. Piękny punkt widokowy przed Penelokan, ale trochę urok psują sprzedawcy pamiątek wyposzczeni brakiem turystów.

Za chwilę zjazd i jesteśmy w Penelokan. Uciekamy przed naganiaczani zjeżdżając lokalną drogą w kierunku nowiutkiej pokrywy lawowej. Jeden z naganiaczy uprawia marketing ze skutera trajkocząc, że ma świetne pokoje. Na szczęście atakuje naszego kierowcę a nie nas więc mamy luzik. Zatrzymujemy się na zdjęcia przy polu lawowym obsadzonym lasem z tabliczkami fundatorów przy drzewach. Skręcamy do jeziora i widzimy dziwne niewykończone domki, dziesiątki ich! Okazuje się, że to camping gdzie na kikutach filarków mających trzymac dach, z wystającym zbrojeniem, wiesza się płachty i ma się dach. Stąd wyrusza się na szczyt wulkanu Batur. Wracamy do Penelokan i przez Batur jedziemy do Kintamani gdzie mamy najbliższy hotel świątyni w Batur. Chcemy pochodzić ale okazuje się, że to 2 km więc w sumie 4 i nie mamy czasu na spacery jak zależy nam na zdjęciach. A zależy nam bo świątynia jest oświetlona po południu.

Po zakwaterowaniu wracamy więc pod świątynie i zwiedzamy dokładnie cały kompleks łącznie ze świątyniami po bokach by znaleźć najciekawsze ujęcia przez świątynie na wulkan Batur i na Górę Agung. Świątynia dość ciekawa natomiast do legend Lonely Planet należy włożyć opowieść o cudownym ocaleniu świątyni podczas ostatniej erupcji wulkanu. Dolina między świątynią a wulkanem jest tak szeroka i głęboka, a pole lawowe kończy się tak daleko, że o jakimkolwiek zagrożeniu mowy być nie mogło.

Internet koszmarny więc jak na razie z relacji nici bo o przesłaniu czegokolwiek nie ma mowy. No i to by było na tyle.

Zdjątka:




Budzimy sie w "ogrodzie botanicznym".


Mamy piękne kwiaty dookoła.


Możecie powiedzieć kwiatuszki na macro, ale to są kwiaty big size.


Lotosik.


Też wielki.


To takie miejscowe lelije z naszych jezior.


Jeszcze raz odwiedzamy królewski pałac na wodzie.


W porannym słońcu wyglada bajecznie.


Sielskie, anielskie obrazki z życia wsi.


Pola ryżowe, zalane....


Na niektórych już czas na...


...żniwa.


Młócka...


...i jej efekty.


Chłopcy podziwiają i pola i trudną pracę rolników.
Wreszcie widzą i mogą dotknąć ryż inny niż z torebki.


Michałek będzie nosił kosze z ziarnem.


Normalna aktywność samochodowa.


Rafting. Ta czerwona plamka to ponton.


Góry i pola ryżowe w dolinach.


Besakih - zakładamy sarongi.


No i wreszcie! Stąd się zaczyna zwiedzanie.


...


Zwiedzanie na tacie.


Z przodkami?!.


...


Staś lubi ekstremalną wspinaczkę.


Panorama ze schodów najwyższej świątyni.


Znaleźli paprotkę jak drzewo.


Dekoracje w drewnie...


...i kamieniu.


...


Wytwórnia koszyczków ofiarnych.


Naprawdę tu byliśmy.


Zobaczcie tylko minę Michałka! Te emocje!


sarong powiewa - jedziemy!.


Staś nie był na początku przekonany do jazdy w trójkę...


... ale i tak został fanem skuterów.


Po zwiedzaniu czas na....


...ryż z bombą keczapową.


Efekt uboczny zwiedzania świątyni.


Wulkan Batur i jezioro.


Świątynia w Batur.


...


Wulkan widziany ze świątyni.


Święta Góra Agung.


Jedna ze świątyń w Batur.


Jeszcze raz góra Agung.


Słońce zachodzi...


... czas kończyć zwiedzanie.


Wracamy do hotelu. Partyjka domina....


...i po arbuzie czas spać! Dobranoc!




zobacz dalej...


dzień następny: 8 XI - BALI Batur - Lovina

dzień poprzedni: 6 XI - Wyspa Gili Air >>> BALI - Tirtangangga





Do: strona główna, menu świat, początek strony







Na skróty
dzień następny:

8 XI BALI Batur - Lovina

dzień poprzedni:

6 XI Wyspa Gili Air >>> BALI - Tirtangangga


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.