Indonezja/BALI 2009 - blog on-line cz. 2


Wyprawa: 21 X - 21 XI 2009

8 XI - Ahad/Niedziela - INDONEZJA/Bali Batur - Lovina



Nocleg w Batur był siermiężny. Typowy lokalsowy homestay. Ponieważ w pokoju nie było gniazdka z prundem siedziałem w salonie gdzie był... kominek!!! Nie było to może głupie bo ok. 22.oo poszedłem do pokoju po koc bo nogi mi marzły a miałem jeszcze trochę zgrywania. Dobrze, że wczoraj przyjechaliśmy w miarę wcześnie i mieliśmy piękne widoki. Rano chmury zeszły tak nisko, że byliśmy powyżej nich. Ani wulkanu, ani jeziora, ani doliny z naszej grzędy nie było widać.

Putu stwierdził, że zna skrót przez góry aby nie zjeżdżać nad brzeg morza i nie piłować z powrotem z 1500 m podjazdem i znowu zjeżdżać w dół. Niestety mapa w Lonely Planet jest mniej dokładna niż miejscowe foldery a okazuje się, że aby przejechać z Batur nad jezioro Beratan ze świątynią Ulun Danu wcale jak w LP nie trzeba zjeżdżać do Singaraja i piłować pod górę. Dla Putu to również przygoda, bo jeszcze nie znalazł się tak szalony klient jak my z takimi zachciankami. Zadowolony bo pozna nową trasę. Okazuje się, że przez wiele km jedziemy nową drogą o niewielkim lokalnym ruchu. Jest bez barier ale szeroka i gładka jak te główne. Jest tam tylko ruch lokalny czyli tak ze 20x mniej samochodów i motorów.

Krajobrazy wiejskie, ale z gatunku: bogato wiejskie. Wyglada na to, że wsadzisz tu kij w ziemię to zakwitnie. W jednej z wiosek widzimy przeładunek ogórków. Za 5000 rupii dostajemy 6 ogromnych ogórów. Wreszcie główna droga. Koniec sielanki. Ruch jak.... w Azji. powoli zjeżdżamy nad jezioro Beratan. Tu jest ładny zespół świątynny z czego najsłynniejsza świątynia stoi oblana wodami jeziora. Ponieważ jeszcze nie było pory deszczowej wyspą jest tylko jaj ostatnia część. Pierwsza otoczona jast błotem. Ale i ta wygląda to uroczo. Świątynia ważna dla balijczyków a jak wygląda to wystarczy wyciągnąć banknot 50 000 rupii. Otoczona jest parkiem jako miejscem napawania się pięknem przyrody ale i miejscem do rekreacji. Chłopcy wypatrzyli plac zabaw dla dzieci.

Pełni wrażeń jedziemy dalej tym razem już główną drogą do Singaraja. Po drodze szalone serpentyny. Droga poprowadzona z fantazją lub tak z konieczności... Po drodze jeszcze idziemy na wycieczkę do wodospadu GitGit. Putu ignoruje wszystkie zachęty typu "GITGit Parkin is here!!!" i karkołomnym podjazdem prawie wjeżdżamy do przydrożnego warungu. Dzięki jego znajomości terenu zaoszczędzamy z 200 m zejścia i podejścia. Całe dojście do wodospadu obstawione jest budkami z pamiątkami. Handlujący tu strasznie wyposzczeni przez "loł sizon" i brak turystów. Idąc do wodospadu staramy się nic nie oglądać i nie dać się wciągnąć do sklepu. Albo Ania albo ja odgrywamy scenę złego męża/żony* (* niepotrzebne skreślić) zabraniającego zakupów.

Wodospad ma ponad 30m podoba nam się chociaż Putu narzeka, że mało wody. Ale jak pokazał nam co to znaczy dużo wody to wiemy, że nie dałoby się wyjąć aparatu i zrobić zdjęcia. Wracając kupujemy jakieś drobiazgi ale tylko tam, gdzie rozmowy handlowe przynoszą efekt przynajmniej 60% rabatu. Jest prawie 13.oo i czas nakarmić chłopców. Na zakręcie ścieżki przy polach ryżowych za stawkiem z lotosami widzimy ładnie wyglądający warung. Myślimy, że ceny będą chore, ale nie. Właściwie niewiele większe niż w zwykłej lokalsowej jadłodajni. Zostajemy. Pięknie podane jedzenie, prezenty dla chłopców. Zdumieni jesteśmy jakością i jedzenia i obsługi!

Teraz już prosta droga do Singaraja. Miasto spore ale Putu mówi, że jest tu wyjątkowo spokojnie. Trzeba mu wierzyć bo to jego rodzinne miasto. Singaraja to dawna stolica holenderskiego handlu tutaj. Jedziemy do dawnego portu gdzie mamy fort, wielki dumny pomnik poległego bohatera walki o niepodległość Yudha Mandala Tama, który zginął od kul armady holenderskiej i piękna chińska świątynia Ling Gwan Kiong, na dziedzińcu której stoją wielkie misy z wodą i.... żółwiami. Żółwie mają trapy do każdej z mis aby do nich swobodnie wchodzić i wychodzić. Chłopcy zachwyceni. Głaszczą skorupki żółwi i cieszą się jak któryś wychodzi i łazi po dziedzińcu.

To nasza ostatnia tu atrakcja. Jedziemy do Loviny. FROM LOVINA WITH LOVE pozdrawiamy wszystkich. Tu na północy Bali będzie nasza baza na najbliższe trzy noce. Mamy piękny hotel z dwoma basenami za bezcen w porówwnaniu do takiego standardu w miejscach turystycznych na południu. Jutro wycieczka w okolice Loviny i planujemy dwa dni laby bo przecież cała wyprawa pomyślana jest jako radość dla chłopców i odpoczynek dla nas....

Zdjątka:




Jeździe przez góry towarzyszą nam takie oto widoki.


Jedna z przełęczy.


Pola, pola, pola...


Ulun Danu - świątynia nad jeziorem Beratan.
Bohaterka banknotu 50 000 rupii.


.


.


Ania wie, że najlepsze filmy i slajdy ma FujiFilm!


Ja też to wiem oraz to, że najlepiej je kupisz w Warszawie na giełdzie foto w Stodole
od Agaty i Zbyszka "Lynx" Chruścińskiego (k. schodów)! :-)


Buju,... buju,....


Putu też się udzieliło,... zdziecinnienie...


Up and down!.


Kupione w interiorze ogórki.


Czworonożny przyjaciel.
Będzie chłopców odprowadzał do przedszkola...


Czy tam nie napisali, że to park latających dzieci??!!.


Ania negocjuje monkey business.


"Każdy banan należy do jakiejś małpy" - takie małpie przysłowie.


Śmy ze śwagrem troche przefermentowanych owocków wczoraj przedawkowali.


Skończyly wam się banany?!.
No to co wy tu ^%#$^#$%# jeszcze robicie!!!


Polami polami. Po miedzach, po miedzach....


....do wodospadu GitGit.


Wreszcie coś dla twardzieli - kąpiel w zimnej wodzie.


1/15 sek z ręki - ma się to imadło....


Ania zeszła do 1/10 bez IS.
I wyszły z wodospadu anielskie włosy...


Ostatnie spojrzenie i....


...obiad.


O! Rybki jak na rafie - jedna z budek z pamiątkami.


Stawek z lotosami i ciekawą konstrukcją nawadniającą.


Singaraja - monumencik Yudha Mandala Tama.


Świątynia chińska Ling Gwan Kiong.
Chopie! Co tak paszcze rozdziawiasz? Zęby byś umył.


Na dziedzińcu z żółwiami.


Cudne....


....skorupki kochane...


Staś nie chciał aby mu robić zdjęcie przy morskim smoku,
ale fajnie wygląda więc się nie posłuchałem....


Lovina - wreszcie na basenie.


Dobranoc!




zobacz dalej...


dzień następny: 9 XI - BALI Lovina

dzień poprzedni: 7 XI - BALI Tirtangangga - Batur





Do: strona główna, menu świat, początek strony







Na skróty
dzień następny:

9 XI BALI - Lovina

dzień poprzedni:

7 XI BALI Tirtangangga - Batur


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.