Strona GŁÓWNA
menu ŚWIAT


Indonezja/BALI 2009 - blog


13 XI - Jumat/Piątek - INDONEZJA/Bali - Ubud



Trzynastego! Pogoda i Słońce! Znowu się nie wyspałem. I tak mi dobrze bo Ania idzie na śniadanie z Michałkiem a ja dogorywam w łóżeczku czyli śpię czekając aż Staś się obudzie. Nie obudził się więc jak wrócili idę na śniadanie. Wracam - nie śpi. Nie wiem jak go Ania zbudziła. Putu czeka na nas przed recepcją więc jedziemy. Dzisiaj mamy plany zapoznania się z tutejszym rynkiem pamiątek. Co jest w Ubud to każdy kto był wie - więcej sklepów z pamiątkami niż... no nie wiem czego. Ale my najpierw pojedziemy do supermarketu z pamiątkami... tak, tak,... supermarket z pamiątkami. Wychodzimy stamtąd z sześcioma torbami i wiemy co musimy dokupić gdzie indziej. Byliśmy również w galerii połączonej nie z warsztatem, ale fabryką wręcz różnych rzeźb z drewna. Wszystkie style i ceny. Ale... jakoś nic nie zachwyca. W sumie podobały nam się trzy rzeczy. Za 2000, 4000 i 12 000 dolarów. Ale to były naprawdę dzieła sztuki warte swojej ceny. Wiele jest rzeźb inspirowanych hmmm... sztuką zachodu. Jest również rzeźba nowoczesna. Chłopcy podziwiają pracę rzemieślników a ja pytam o detale techniczne. No więc to co często się zdarza czyli pękanie drewna po przewiezieniu do Europy ich nie dotyczy. Wyroby w kategorii dzieło sztuki jest wykonywane z tak suszonego drewna, że nie pęka. Potrafią zapakować tak wszystko, że przetrwa nawet połączone siły poczt indonezyjskiej i polskiej. Przyglądałem się rzeźbie tak trójwymiarowej z koronkami z drewna na 2 mm drubego, że bałbym się wieźć ją do hotelu a co dopiero do Polski.

Czas na zakupy minął, czas na zwiedzanie. Dziś bardzo kulturalnie się zrobiło: dwie świątynie i pałac królewski w Klungkung. Pałac a raczej całe pałacowe założenie dynastii Dewa Agung z XVIII w to perełka i coś co nie tylko jest ważnym miejscem, ale kiedyś było wyznacznikiem sztuki na najwyższym poziomie. Nawet wykształcił sie miejscowy styl. Dziś możemy oglądać trzy lub cztery ciekawe obiekty. Pierwszy to pawilon gdzie odbywały się sądy. Koniecznie trzeba wejść po kilkunastu stopniech i spojrzeć po dach. Tam gdzie normalnie widzimy strzeche od dołu mamy płyty i całość wypełniają malunki. Układają cię w całę historie i sam opis nawet krótki zajął by więcej miejsca niż ten cały blog. Nad całością dominuje otoczony fosą pływający pawilon również z dziesiątkami malunków.. Niewiarygodnie piękne. W 1908 roku doszło tu do rzezi Balijczyków przez Holendrów, którzy przeciw tradycyjnie uzbrojonym miejscowym żołnierzom mieli karabiny. To taki potop holenderski. Dlatego bardzo dokładnie podkreślamy, że my NOT HOLAND ale POLAND, POLANDIA!!! Zginęli nie tylko ludzie ale zniszczono część założeń pałacowych ale dzięki pracy przez kilkadzisiąt lat udało się odbudować i utrzymać to założenie pałacowe. W jednym z pawilonów jest również muzeum dynastii królewskiej (m.in. ze zdjęciami z początku XX wieku), znaleziska archeologiczne i galeria sztuki.

Wracamy do hotelu, kąpiel i czas na... teatr cieni. Taki prawdziwy a nie jakieś niewiadomo co dla turystów z reflektorem zamiast prawdziwego ognia. Ekran już trochę stary mający ślady szalonych bitew jakie się rozgrywały między cieniami a za ekranem...
Siedzi z 8 osób. Większość to muzycy, dwóch asystemtów głownego animatora no i właśnie on...
Wydawać by się mogło, że animują tam conajmniej trzy osoby ale gdzie tam. Jeden człowiek, który jeszcze opowiada całą historię i naśladuje głosy. Niesamowite. Za lampę robi coś na kształt starego czajnika z palnikiem z 4 czy 5 knotami dającymi płomień duży i pięknie migotliwy. Na widowni tylko kilka osób więc mam super warunki do robienia zdjęć bo byliśmy 40 minut wcześniej i zajęliśmy pierwszy rząd. Czas przed seansem spędziliśmy w chińskiej knajpce. Straszliwie biednej i obskurnej ale z takimi pychotami, że głowa mała. Łeści jak widzieli to otrząsali jak można w takim miejscu coś jeść. Głupi! Rachunek groszowy, a pyszności, że palce lizać. Zrobiliśmy Pani, która nas obsługiwała obrót na 2 dni. Szczęśliwie była witrynka ze wszystkimi dodatkami więc sprytnie udało się nam ominąć kacze jaja, ryby i dziwne stwory (chyba były pieczone wężowidła) ale mięsko, soja, warzywka!!! Cudo! Chłopcy wytrzymali kawałek spory przedstawienia ale dla nich 1 godz. 15 min. to za dużo. Bawili się zbierając kamienie...

Dzień kolejny minął....

Zdjątka:






Restauracja?
Nie workshop z woodcarwingiem - owocki są drewniane.


Zwiedzamy warsztaty.


Szlifowanie przed malowaniem.


Tu już poważna rzecz. Rzeźbienie.


Surowa, ze z grubsza nadanym kształtem figurka.


Chłopaki ją dokończą.


Na schodach działu z dziecięcymi pamiątkami/zabawkami.


Koty, żyrafy, itd... w neonowych kolorach...


I prawdziwa sztuka. Nieprawdopodobna jakość odwzorowania
wszelkich detali. Cena? 2000 USD - sprzedane!


Piękna świątynia w Batuan.


Pierwszy raz widzimy malunki świątyni.


.


.


Chłopcy znaleźli szlauch i system,....


...kanałów, które wypełnili wodą...


....i puszczali stateczki.
Stonecarving jeszcze ich mało interesuje, ale zabawa w takim otoczeniu...


Jak komuś za ciepło może sobie kupić pingwina.


Klungkung - pałac królewski.


Chyba największe nagromadzenie malunków na Bali w jednym obiekcie.


Zobaczcie jak to wygląda!!! Setki płycin z malunkami.


Mostek do Pawilonu Pływającego.


Chodzenie symultaniczne?!.


Bamboo Bell.


Muzeum - rzeź Balijczyków przez Holendrów w 1908 roku.


Odtąd tutejsze demony mają... cylindry i kapelusze jak Holendrzy...


Uśmiech? Oczywiście!


Jaskinie w których podczas II wojny bronili się Japończycy.
Balijczycy zdobyli nadziewając broniących się na zaostrzone bambusy.


Michałek zdobył słonia.


Staś do niego dołączył - plac zabaw na słoniu.


Chińska knajpka przed teatrem cieni.


Nocne Ubud.


Bohaterowie przedstawienia w teatrze cieni.


.


Na zapleczu.


W środku główny animator, z lewej asystent podający lalki,
z prawej odbierający, z tyłu orkiestra.


Żródło światła i jedna z lalek.


zobacz dalej...


dzień następny: 14 XI - BALI Ubud

dzień poprzedni: 12 XI - BALI Lovina > Ubud












Na skróty
dzień następny:

14 XI BALI - Ubud

dzień poprzedni:

12 XI BALI - Lovina > Ubud


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.