Strona GŁÓWNA
menu ŚWIAT


Indonezja/BALI 2009 - blog


14 XI - Sabtu/Sobota - INDONEZJA/Bali - Ubud


Aleśmy se w d... dali... W Ubud miało być ciężko i jest ciężko. Rano na śniadanie. Bardzo miło. Ale później... Siedzimy sobie w pokuju i słyszmy Hey! Mister! Your car... Cholera! Trzeba się zbierać. Samochód mamy szybciej niż się spodziewaliśmy, ale powiedzieli, że abyśmy mieli najlepsze miejsca chcą nas zabrać wcześniej. Miło! Jedziemy do Batubulan na taniec Barong. Piękna scena, super stroje i taniec. Świetna orkiestra i gra aktorska. Bajka! Chłopcy zachwyceni jak mityczne zwierze zwane w uproszczeniu smokiem szaleje na scenie. No i jest małpa i są tacy straszni ludzie kojarzący im się z piratami...

Wracamy do hotelu przez fabrykę batiku mającą również część edukacyjną gdzie mozna zobaczyc jak batik powstaje - narodowa sztuka Indonezji. Na dole kilkaset m2 ubrań z batiku i nie tylko a na górze ogromna galeria malowanego batiku. Tylko jakoś nic nam się akurat tu nie podoba. Jak jest coś w żywszych barwach kreślone ładną mocną kreską to taka tandeta dla turystów (m.in. widoczki z Chin czy znad Mekongu jako pamiątka z Bali... ;-) ) Inne obrazy są zagmatwanymi pastelami jak te testy kolorystyczne dla kierowców. Nic nie kupujemy i wracamy do hotelu.

Basen a później obiad w Art Kafe Bar. Świetne miejsce. Niedrogo, pysznie. Ostrzegamy przed różnymi knajpami na kilometr zalatującymi dizajnem pod turystów. Drogo straszliwie, jedzenia mało i takie bezbarwne. Po cholerę ludzie jeżdżą do takiej Indonezji by jeść lasagne lub kotlety???!!! Dla mnie to zwykła głupota. Jak knajpa się reklamuje z "juropijan fud" to znaczy nie idź tam choćby darmo dawali. My kupujemy od czasu do czasu pizze ale tylko dla chłopców. Ja jeszcze nie zjadłem żadnego dania z poza działu potraw indonezyjskich. W Art Kafe mnie zaskoczyli bo dostałem Kwetiau - szeroki makaron zasmażany w woku z warzywami, kurczakiem w pysznym sosie z chipsami krewetkowymi (zabrane natychmiast przez chłopców) i miseczką sosu sojowego z cieniuteńko krojoną super ostrą papryczką chili. Zanim zacząłem jeść sprawdziłem czy mam pod ręką litr piwa Bintang. Pycha!!! A zanim dostaliśmy jedzenie chłopcy mieli super zabawę bo chodzili z pustymi klatkami na ptaki i wkładali tam liscie znalezione w kawiarnianym ogrodzie. Później dobrali się do stosiku resztek bambusa i z różnych jego kawałków zaczęli robić dziwne konstrukcje. Wracając odwiedzamy kilka sklepów z rękodziełem. Robimy rozpoznanie.

Po obiedzie liczyliśmy, że chłopcy pójdą spać ale widok basenu działa na nich tak pobudzająco... kolejna kąpiel... Ale kiedy nadszedł wieczór hotelowy samochód zabiera nas na chyba najbardziej znany tutejszy taniec. Kechak & Fire Dance to coś takiego co trzeba zobaczyć. I nie ma tam gadania, że nie ma się czasu pieniędzy itd... itp... Jak się kecaka nie widziało to cały pobyt na Bali jest bezsensowny. No dobrze! Chłopcom jako małym piromanom się podobało do czasu. Pilnie patrzyli na wielki świecznik stojący na środku. Kiedy go użyją do podpalenia czegoś. Nie użyli. Jak łatwo się domyśleć każdy z tutejszych tańców to zwykle ok. 1.5 godziny i kilka aktów różniących się dynamiką. W kecak dance nie ma orkiestry. Wszystkie dźwięki są wyłącznie wydawane przez męski lub męski i żeński chór (mieszany w tańcu Sanghyang Dedari Dance tańczonym przez dwie dziewczynki). Kecak chłopaki przyjeli z zainteresowaniem później się jednak zmęczyli aż wreszcie dla nich nadeszła największa atrakcja i tajemnica Sanghyang Jaran Dance. Młody mężczyzna tańczy na koniu (jaran). Na środku płonie stos połupanych kokosów. Jaran szaleje wokół ogniska aż nagle... iskry strzelają na dwa metry wysoko. Tancerz wpada w sam środek ogniska i rozrzuca je stopami szeroko. Kiedy on w transie tańczy dalej z ciemności wyskakują pomocnicy z czymś w rodzaju grabi i rozrzucony obień zbierają w ognisko... Kiedy znów płonie a tancerz ma coraz szybsze, transowe ruchy wpada w ogień rozrzucając go wszędzie. Biega po płonących łupinach nie zważając na żar, ogień, ból.... Powtarza się to kilka razy. Ten taniec kończy pokaz. Kiedy wszyscy aktorzy opuszczają sceną ostatni tancerz siedzi oszołomiony prezentując swoje czarne opalone stopy.

Dla chłopców był to wielce ekscytujący pokaz. Chcą się zapisać do Wujka Ediego na warsztaty chodzenia po ogniu. Na dogasających skorupach kokosów rozpalili jeszcze własne małe ogniska ze znalezionych suchych liści palmowych.

Wymęczeni ale pełni wrażeń wracamy do hotelu. Dzień kolejny minął... ale nie dla mnie. Toczę walkę o aktualizację blogu. Komputery tu są tak zainfekowane wirusami, że jak już mi się wydawało, że jest OK! to właśnie wrąbało nam wirusa i zablokowało serwis. Niestety to jest cena za prowadzenie blogu on line z różnych dziwnych miejsc. Niestety nasz hotel nie ma WiFi, ale trzy komputery z taką ilością śmiecia wirusowego, że zdumienie ogarnia! Ledwie wszystko działa. Po trzech godzinach walki wyleczyłem jeden komputer na tyle, że udało się dla odmiany wyleczyć pliki na naszym blogu! Dobrze, że w Polsce działają antywirusy i od razu dostaliśmy maile, że coś się dzieje złego. Oczywiście wszystko tutaj działało OK! bo wirus blokował oprogramowanie antywirusowe tutejsze a na pytanie w googlach o tego wirusa... wyłączał przeglądarkę. Będę biegał gdzieś do WiFi, chociaż to WiFi działa tu oczywiście wolno + wolne łącze podstawowe. Chyba nie mamy wyjścia, będziemy rzadziej aktualizować blog ale z pewniejszego miejsca.

Zdjątka:

Przed i pomiędzy tańcami...



Miało nie być zdjęć podwodnych
ale zobaczcie co wyprawia Michałek.


Nurkuje tylko w masce!


Staś nabiera śmiałości...


...po drabince schodzi na 2 metry głębokości i sam wypływa!
Tak go to bawi, że robi to raz, za razem po kilka razy...


Pływanie braterskie.


W fabryce batiku.


Najpierw część edukacyjna.


...


...


Krosna tkackie to my znamy - byliśmy przecież
w Muzeum Włokiennictwa w Manufakturze w Łodzi.


Później galeria.


W oczekiwaniu na obiad w Art Kafe.


Stasio jest sobą...


Oglądamy pamiątki.

Barong Dance.



Orkiestra zaczyna grać, napięcie rośnie,...


...no i zaczęło się!


...


...


...


Dziewczyna na głowie nie ma czepca ze sztucznych chińskich kwiatów
tylko upięte we włosach na patyczkach świeże kwiaty!


...


...


...


Scena i otoczenie przepiękne.

Kecak & Fire Dance.



Ogień płonie, scena czeka....


Cisza i skupienie przez chwilę a później....


...keca-keca-keca-keca-keca....


...keca-keca-keca-keca-keca....


I znowu - keca-keca-keca-keca-keca...


...keca-keca-keca-keca-keca...


Są też nastrojowe i niewątpliwie...


...piękne chwile...


...i pozornie straszne - Garuda jest dobra!


Płonie stos kokosów.


Jaran dance...


...bez taryfy ulgowej!


zobacz dalej...


dzień następny: 15 XI - BALI Ubud

dzień poprzedni: 13 XI - BALI Ubud












Na skróty
dzień następny:

15 XI BALI - Ubud

dzień poprzedni:

13 XI BALI - Ubud


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.