Indonezja/BALI 2009 - blog


Wyprawa: 21 X - 21 XI 2009

15 XI - Ahad/Niedziela - INDONEZJA/Bali - Ubud



Mam nieznośne uczucie, że zbliża się koniec wyprawy. Robimy zakupy pamiątek. Co by tu nie mówić ale takie Ubud jest naprawdę stolicą rękodzieła i handlu pamiątkami na Bali. Właściwe nie widzieliśmy poza Ubud niczego, czego by tu nie było. Te same materiały, koszule, batiki, drewno, obrazy,... itd... itp... Szczęśliwie mamy czas więc wyskakujemy tu i ówdzie do jakieś sklepu z ciekawym rękodziełem i sondujemy ceny, zmiękczamy sprzedawców. Jak widzą nas przechodzących kolejny raz obok sklepu i pytających się o to jaka dziś cena na daną rzecz to zaczynają się łamać i kiedy przychodzi do targowania to od razu zaczynamy targi od ceny przynajmniej o 1/4 niższą niż na początku. Ani sukienkę pani proponowała za 200 000 rupii a w efekcie cena po odegraniu sceny uciśniona żona i zły mąż kupiła dwie po 50 000. Kiedy nasi handlowcy dorosną do takich targów - odpowiedź znam - nigdy!

Trafiliśmy do Ubud Art Market. Porażające miejsce. Towaru tyle, że nie zawsze jest miejsce by się z kimś minąć. Jest tu wszystko. Dziedziniec, partery "galerii handlowych" i piętra. Cały budynek z dziesiątkami sklepików z materiałami. W wielu jest to samo ale trafiają się rarytasy. Trzeba wiele samozaparcia i czasu by przejść wszystko o przejrzeniu nie wspomnę. Jest straszliwa ilość tandety ale są tu również malutkie sklepiki artystów. Trafiliśmy na taki jeden i serce zabiło szybciej... Ale inaczej targuje się z handlarzem typowym, a inaczej z artystą. On doskonale znał wartość swoich dzieł i skoro go głód nie przycisnął to po co ma sprzedawać swoje dzieła tanio skoro wie, że są piękne...

Dzień basenowo-handlowy nam się zrobił. Stasiek idzie śladami Michałka i jako młodszy brat ma łatwiej. Popatrzy, posłucha i chlup... Dziś trenował nurkowanie na głębokość 2m. Mnóstwo razy. W masce szybko opuszczał się na dno po drabince basenowej, rozglądał się na dnie i wypływał. Co ja robiłem jak miałem 3.5 roku??? Na pewno nie umiałem nurkować!

Poszliśmy na kolacyjkę do Art Kafe. Chłopcy po basenie kategorycznie zażądali jedzenia. Do smutnej hotelowej nie dam się zaciągnąć a Art Kafe ma urok. Był już wieczór. Podłączono pod nagłośnienie akustyczną gitarę, na której balijczycy świetnie grali i... śpiewali. Hity The Beatles w ich wykonaniu... baja... Coś jak na japońskim karaoke. Wracamy po nocy i jeszcze dobijamy targu z "babcią". Starsza pani pilnuje wielkiego sklepu z pamiątkami. Ma centralnie umiejscowione gniazdo z TV i lustrem by widzieć zakamarki sklepu. Sprzedawca i ochrona w jednym. Byliśmy wczoraj i była komunikatywna. Dawała się przekonać, że lepiej sprzedać taniej niż potykać o setki nie sprzedanych rzeczy. Wczoraj zbiliśmy cenę o 1/4, dziś doszliśmy do prawie połowy tego co wczoraj po rabacie. Miło.

Acha! Zapomniałem, że dziś jest w Ubud dzień suficki. Tam gdzie byliśmy na tańcach teraz wali muza na maksa, kolorowe światła. Publiczność w ekstazie bo wstęp for free. Transmisja w TV. Na scenie kręcą się ... sufitki w zwiewnych szyfonach. Się dzieje! A tak poza tym to mamy jeszcze festiwal medytacyjny. Medytacja ta polega na zorganizowanej na wielkim boisku imprezie ze sklepikami pod parasolami z różnymi mikturami i pokarmem sprzyjającymi medytacji. Jest też scena. Madytacja polega na darciu się jakby ich zarzynali "hare,...hare,... kriiiiiiszzzzzna, hare....". Charkot głośników dodaje temu dodatkowej upiorności, później są śpiewy w stylu bolywood a później nawiedzeni się chwalą, który w tym jazgocie jest na wyższym poziomie medytacji... Co za obciach,... A myśleliśmy, że będzie coś ciekawego do zobaczenia. Tyle to ma wspólnego z medytacją co nasze seriale telewizyjne ze sztuką filmową.

Wracamy do hotelu. Palimy kadzidełka, chłopcy zapalają i gaszą świece na naszym tarasie. Oglądają jakie zdjęcia trafiły do blogu. Dzień kolejny minął....

PS. ALE LEJE!!! Duchota była straszna dzisiaj no i musiało się skroplić. Jedna kropla a za nią Niagara! O 23.oo jak lunęło! Najpierw był ot deszczyk a po chwili... Otwarły się niebiosa! Mamy nadzieję, że wypada się do rana. Ubud będzie czyściutkie aż miło. Ciekawe jak tam idzie im medytacja na boisku... :-) Ci przynajmniej ze stopniem pierwszym nie powinni takiego deszczu zauważyć. Jest tylko problem, że boisko jest ze dwa metry niżej niż ulice - może zalać! Restauratorzy i taksówkarze cieszą się. Jedni zamówią kolejnego drinka lub piwo a inni wrócą samochodem.

Zdjątka:






Ubud Art (i nie tylko art) Market.


Zakreśl prawidłową odpowiedź. Podoba nam się:
A. Budda z lewej
B. Budda z prawej
C. żaden
D. oba wizerunki


Każda okazja do zabawy jest dobra.


Lody = dzieckouspokajacz.


Nocne Ubud.


Dzień suficki.


Plac zabaw.


Inny plac zabaw - małych piromanów.


Nocna ulewa. Nie dało się wyjść poza nasz taras z aparatem.




zobacz dalej...


dzień następny: 16 XI - BALI Ubud

dzień poprzedni: 14 XI - BALI Ubud





Do: strona główna, menu świat, początek strony







Na skróty
dzień następny:

16 XI BALI - Ubud

dzień poprzedni:

14 XI BALI - Ubud


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.