Strona GŁÓWNA
menu ŚWIAT


Indonezja/BALI 2009 - blog


16 XI - Senen/Poniedziałek - INDONEZJA/Bali - Ubud


Dziś zmuszamy się do programu obowiązkowego. Jakoś nam było nie po drodze ani do Monkey Forest ani do Pałacu Królewskiego. No ale wreszcie nadszedł... Nie! Najpierw było śniadanie i basen. Basen i basen. Później nadszedł moment karmienia little monkeys czyli Michasia i Stasia. Idziemy tradycyjnie do Art Kafe. Nasi Campur podają tak, że zwątpiłem. Pysznie podane i pysznie smakuje. Najedzeni ale nie rozleniwieni schodzimy w dół Monkey Road. Ulica gwałtownie opada w dół i skręca w lewo - na wprost widać las. Wiekowe drzewa robią wrażenie. Schodzimy na placyk, z którego odchodzą ścieżki w różne miejsca i trafiamy na najlepszy możliwy moment - oficjalne karmienie małp. Oczywiście taka populacja małp nie utrzyma się na niewielkim obszarze ale dzięki dokarmianiu są i cieszą ale niekiedy również złoszczą turystów. Są bezczelne i niczego się nie boją. Niby małe ale zęby mają całkiem, całkiem. Na karmienie ściąga kilkadziesiąt małp. Ani się podobają, Michałkowi mniej, a Stasio ich nie lubi. Jedna chciała mu zabrać wielki liść jaki sobie znalazł więc się wściekł i małpy miały przechlapane. Dwie dostały znianacka liściem po grzbiecie. Trochę się zdziwiły.

Monkey Forest skrywa również trzy świątynie. Najważniejsza to Pura Daleng Agung z ciekawymi i niespotykanymi rzeżbami. Są w niej również reliefy przedstawiające świątynię i małpy ją otaczające czy do niej idące. Druga Holy Bathing Temple jest taka, że scenografowie nic nie musieliby poprawiać chcąc wywołać dreszczyk u widza i aurę tajemniczości. Dojście prowadzi mostem nad głęboką szczeliną z potokiem. Przy moście rośnie ogromne drzewo z którego zwieszają się setki lian. Wszystkie rzeźby są czarne z soczyście zielonym meszkiem. Wielkie warany, słonie i oczywiście małpy mają swoje skalne półeczki, postumenty. Schodzy prowadzą w różne tajemnicze zakątki. Niesamowite miejsce. Trzecia świątynia służy do kremacji, ale nie ma co tam zaglądać bo kremacji do końca listopada nie będzie bo to podobno zły czas.

Zaczyna kropić, a później leje co dodatkowo dodaje uroku temu sanktuarium. Na oko będzie padać z pół godziny, idziemy do pierwszej knajpki przeczekać. Wracając już w słoneczku w kierunku hotelu postanawiamy odwiedzić Pałac Królewski. Nie zachwyca. Może dlatego, że widzieliśmy już dwa inne znacznie ciekawsze. Nie ma na czym specjalnie oka zawiesić. Dobrze, że przynajmniej nie wprowadzili biletów bo można by się wściec. Odwiedzamy jeszcze Ubud Market w sprawie wizerunku przodka... ;-) Przodka mam pięknego (to info dla Zbyszka Chr., który obstalował sobie przodka wcześniej - przyp. red.)!

Później noga za nogą powoli wracamy do hotelu. Tu lody dla chłopaków, tam testowanie bębnów w Drum Factory,... Leniwy dzień ale ciekawy. Jutro robimy transfer do Kuty.

Zdjątka:






Po Monkey Road do Monkey Forest.


Monkey Forest - pora karmienia.


Ogórki małpy lubią....


....jak nasi chłopcy.


Niektóre malutkie małpki są dokarmiane z ręki
by starsze nie zabierały im bananów.


Mamy kogoś nowego w ekipie Małego Podróżnika.


...


Główna świątynia w Monkey Forest.


Małpy to głowny temat reliefów otaczających mur świątyni.


Jak z Koziołka Matołka co to małpę pożarł wąż
w bezrozumnym swoim gniewie.


W tej światyni są przedstawione demony zjadające dzieci.


Zaskoczyło nas bogactwo detali w tej świątyni.


W drodze do kolejnej świątyni kawałek prawdziwego lasu tropikalnego.


Takie liany..


...to wspinaczkowe wyzwanie.


Monkey Forest zamieszkują....


....nie tylko małpy.


Zaczyna padać - Staś znalazł sobie parasol.


Ubud zapłakane deszczem.


I po deszczu.


Jezu! Jakie te balijki są piękne!.


Tym razem po Monkey Road w drugą stronę....


....do pałacu królewskiego.


...


Michaś wpisany w gong.


Jak oni te miny robią. Muszę więcej trenować.


U nie! Znowu do Ubud Market?!.


Przodek (to nasza terminologia - przyp. red.)
z autorem (z prawej).


Chłopcy kombinują jak się w to ubrać i nastraszyć rodziców.


Mamo! Klapki.


Tu nas już znają. Dwie lodówki z lodami i schodki do konsumpcji.


Autor aktualizuje blog... wydało się...
To tylko jakiś wirusik załapany w Monkey Forest.


zobacz dalej...


dzień następny: 17 XI - BALI Ubud > Kuta

dzień poprzedni: 15 XI - BALI Ubud












Na skróty
dzień następny:

17 XI BALI - Ubud > Kuta

dzień poprzedni:

15 XI BALI - Ubud


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.