Strona GŁÓWNA
menu ŚWIAT


Indonezja/BALI 2009 - blog


18 XI - INDONEZJA/Bali - Kuta i okolice


Rano idziemy zobaczyć słynne fale dla surferów co tak nas straszono, że wielkie takowe... Żenada! Jak to są wielkie fale to chyba fal co_po_nie_któ_rzy nie widzieli! Ot takie tam metrowe wałki, na których poślizgać się można raptem po kilkadziesiąt metrów. Takie falki są dobre albo dla tych co mają naprawdę dobrą technikę albo dla żółtodziobów. Oczywiście nie było sztormu tylko zwykła pogoda. Może jak przyjdą sztormowe fale jest lepiej, ale ciekawe czy surferzy dadzą wtedy radę. Chłopców fale bawią znakomicie. Można budować zamki, fosy i walczyć z żywiołem rozmywającym budowle. Plaże w Kucie są faktycznie ładne. Szeeeeerokie... ale w wielu miejscach... zarezerwowane dla surferów czyli ze znakami zakaz normalnego pływania.

Wracamy do hotelu tuż przed przyjazdem Putu więc nawet nie mamy czasu zjeść śniadania. Trudno - opędzimy się owocami i piwem. Dziś przez pół dnia chcemy zwiedzić getto dla turystów czyli Nusa Dua Penisula. Straszne miejsce. Wjazd przez bramę z ochroną z wykrywaczami metalu itd... jak na lotnisku. Później wszystko wypielęgnowane do wyrzygu bo aż takie nieprawdziwe. Nie ma normalnego życia tylko poszczególne resorty i spa gdzie jak ma wjechać taxi to jest sprawdzana lustrami od spodu i co ma w bagażniku. Normalne więzienie dla głupków, którzy jadą z jednego strzeżonego osiedla na drugi koniec świata do kolejnego strzeżonego osiedla. Normalny świat dla nich nie istnieje ani nie interesuje. Miejscowa ludność pełni tylko serwis. Może zbierać wodorosty z plaży jak osiągną stan powyżej 0.0001% w stosunku do piasku, zamiatać i strzyc trawniki. Naprawdę miejsce straszne i straszni ludzie muszą tam przebywać. No ale z dziennikarskiego obowiązku odwiedziliśmy to cudactwo chociażby dlatego, że jest tam najdalej na południe wysunięty kawałek Bali, a i plaża na której już ostatni raz chłopcy mogli się pobawić. Chociaż tak naprawdę to Stasio większość czasu spał w samochodzie bo tak go poranne zajęcia zmęczyły.

Zupelnie inne uczucia ma się zwiedzając port rybacki w Jimbaran. Dopiero jak wyszliśmy na plaże zastawioną gęsto łodziami i popatrzyliśmy w prawo to zobaczyliśmy wychodzący z 500m w morze nasyp pasa startowego lotniska w Denpasar. Wcześniej nie zdawaliśmy sobie sprawy jak blisko jest port i targ rybacji i lotnisko na którym lądowaliśmy. Port genialny bo ciągle się coś w nim dzieje. Tu nie ma tak, że wszyscy płyną na nocny połów i rano wracają, ryby sprzadają i później nic się nie dzieje. Tu co chwila któś przypływa z rybami, krabami, małżami,... a inni wypływają mając na łodziach belki lodowe do przesypywania tłuczonym lodem złowionych ryb. Jeszcze inni klarują i naprawiają sieci, grzebią w silnikach łodzi,... dzieje się... A za plażą niska hala targu rybnego. Aby do niej wejść trzeba na chwilę wstrzymać oddech. Zapach świerzej ryby może zabić! No ale jak się przyzwyczaimy to dopiero widać jak bogate są tutejsze wody. Dla smakoszy ryb i stworów morskich możliwości niesamowite! Napatrzyłem się co niemiara tylko potem Ania się pytała czy mogę zmienić koszulkę.

Na koniec dnia kolejna mekka turystów - świątynia Ulu Watu. Sama w sobie nie ma nic ciekawego poza... położeniem! Klif o wysokości 90m robi wrażenie. Świątynia znana jako miejsce kecak dance i faktu opanowania przez najbardziej bezczelne małpy na Bali. No faktycznie widoki są niezłe ale najlepiej trafić tu w jakiejś porze bez tłumu turystów (rano) bo wręcz trudno się poruszać po chodnikach na skraju klifu o przejściach w samej świątyni nie wspomnę. Jest miło a to dla nas ważne bo to już ostatnia atrakcja na naszym objeździe Bali. Jutro o 5.oo czeka na nas lotnisko i lot do Singapuru. Kończy się nasza indonezyjska przygoda...

Zdjątka:






Kuta - główna ulica to same hotele, sklepy i knajpy...


...ale i tu trafiają się małe świątynie.


Idziemy na plażę.


Oto te "wielkie" fale.


Szkółka dla dzieci.


Staś i Michał zaciekawieni ale bez fanatyzmu.


Jimbaran - port.


Jimbaran - wypływają na połów.


Targ rybny.


...


Wiele łodzi cumuje do boi bo na plaży nie ma na nie miejsca.


Nusa Dua - plaża w gettcie dla turystów.


Jedni tak się prezentują na plaży....


...inni wolą takie stroje...


Dno podczas odpływu to świetne miejsce do zabawy.


Dalej można wybrać się na spacer po starej rafie.


Na niesamowice zwietrzałej skale świątynia a obok....


....najdalej na południe wysunięte miejsce na Bali.


Las z tabliczkami poświęconymi różnym krajom - tu Pholand (Polska?).


Będziemy pić kokosa.


Zasys....


....mina niepewna. No tak, nie z lodówki i bez rumu... :-(


Turyści w sarongach i małpy - Ulu Watu.


O! Nowi idą!


Klif faktycznie oferuje....


...znakomite widoki!


...


Putu i Madej Staś.


Poznajecie koszulkę Lata z Radiem z PR1?!
Nawet w Indonezji są wielbiciele Lata z Radiem
- pozdrowienia dla wszystkich w redakcji!!!


I znowu małpy.


Siłujemy się.


A to prawdziwa twarz tych %$^$@^@%!!!


Dla poprawienia wzroku w Ulu Watu oddaje się małpom
okulary do zjedzenia. Zje małpa ze smakiem to wzrok niechybnie się poprawi!


Obowiązkowe zdjęcie na tle...


...świątyni Ulu Watu!


Jeden z najbardziej ulubionych posiłków chłopców
- prażona kukurydza.


Kuta - ostatnie maile...


zobacz dalej...


dzień następny: 19 XI - BALI > SINGAPUR

dzień poprzedni: 17 XI - BALI Ubud > Kuta












Na skróty
dzień następny:

19 XI BALI > SINGAPUR

dzień poprzedni:

17 XI BALI - Ubud > Kuta


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.