Indonezja/BALI 2009 - blog


Wyprawa: 21 X - 21 XI 2009

19 XI - INDONEZJA/Bali > Singapur



Taki dzień, że nie ma za bardzo o czym pisać. Putu był za 10 minut 5.oo rano. Wrzucamy rzeczy do samochodu. Ostatnie serdeczne zdania i życzenia, uściski. Bardzo nam Putu przypadł do serca i trudno przecenić jego udział w poznaniu Bali. Dzięki niemu odkrywaliśmy nieprzetarte szlaki w środkowej i północnej części wyspy. Jeżeli będziecie chcieli wynająć samochód weźcie jego! Naprawdę nie będziecie żałować! O świcie przejazd na lotnisko z Kuty to raptem z 10 minut jazdy. Wyładowujemy bagaże, klakson, machamy do odjeżdżającego Putu...

Lotnisko puste. Aż się zastanawiam czy aby na pewno jest nasz lot. Ale jest! Kolejne bramki i patrzymy jak nam przygotowują samolot. Wsiadamy bezpośrednio z płyty lotniska co dla chłopców jest wielkim przeżyciem. Mają samolot na wyciągnięcie ręki. Wsiadanie rękawem nie ma takiego uroku. Piloci AirAsia z fantazją kołują po lotnisku i po chwili nasz samolot wyjeżdża prosto w ocean. To ten nasyp przedłużający pas startowy. Zakręcamy i widzimy port w Jimbaran. Przecież jeszcze wczoraj tam bylismy!!! Samolot nawet się specjalnie nie zatrzymywał. Ryk silników i szybko, ostro w górę. Po chwili domy zostają daleko w dole. Jakaś świątynia zagubiona w większej plamie zieleni. Wszystko zaczyna się rozmywać. Po dwóch, trzech minutach, kiedy nagraliśmy wysokości - zaglądamy do kraterów wulkanów, podziwiamy dumną sylwetkę świętej góry Agung. Jeszcze minuta i od Bali oddziela nas pierzynka chmur. Pozostały wspomnienia, pamiątki a przed nami 2.5 godziny lotu do Singapuru.

Godzina 9.17 lądujemy w Singapurze. Taxi do Little India i... co dalej? Śniadanko w jedenym z indyjskich fastfoodów i idziemy na zakupy i zwiedzanie Mustafa Center. To takie jakby dawne warszawskie Domy Towarowe Centrum tyle, że towaru tak ze sto, dwieście razy więcej. Dział spożywczy ma ze 250 m długości przez dwa budynk1. Regałów tyle, że przejścia tak wąskie, iż trudno się minąć dwóm osobom. Daktyle zajmują kilkadziesiąt metrów dwustronnego regału. Jedno piętro może każdą kobietę przyprawić o palpitacje - tylko złoto i biżuteria! Elektronika i sprzęt foto droższe niż w Polsce. Ciekawe za to są różne gadżety elektryczne, które u nas tylko przez alledrogo można kupić. Trafiamy do działu sport/basen gdzie są świetne zabawki na basen. U nas nie do dostania. Kiedy chcemy wyjść aby pojechać do Chinatown na obiad okazuje się że leje. Jedno z wejść do Mustafa Center jest na wprost wejścia do naszego hotelu po drugiej stronie ulicy. Stoimy patrząc na nie przez ścianę deszczu i zastanawiamy się czy biec. Ale po dwóch metrach bylibyśmy mokrzy więc.... wracamy do Mustafy. Po pół godzinie deszcz ustaje, ale pogoda taka, że o naszej ulubionej Food Street nie ma co nawet myśleć. Obiad będzie więc hinduski. Później wracamy do hotelu i chłopcy padają spać. Ostatecznie dzień zaczął się o 4 rano.

Zdjątka:


Wymarłe o świecie lotnisko w Denpasar.


Chłopcy jak zawsze zachwyceni kiedy wsiadamy do samolotu
z płyty lotniska i można obejrzeć samolot z bliska.


Kołujemy na start.


Bali pod nami.


Kiedyś tu jeszcze wrócimy - do zobaczenia!


Singapur - statki na redzie.


Nasz samolot z Bali.


Przed nami ze 2 km do wyjścia.


Dzicy i nieodpowiedzialni ludzie nastawiali na Chiangi Airport
kiosków z bezpłatnym internetem. U nas na "kurnik Okęcie" nie dorośli umysłowo
nawet by zapewnić płatny i działąjący.


Idą święta.


Mustafa Center - chłopcy kupują sobie gadżety.




zobacz dalej...


dzień następny: 20/21 XI - SINGAPUR > MONACHIUM > W-wa

dzień poprzedni: 18 XI - BALI Kuta i okolice





Do: strona główna, menu świat, początek strony







Na skróty
dzień następny:

20/21 XI SINGAPUR > MONACHIUM > W-wa

dzień poprzedni:

18 XI BALI - Kuta i okolice


Strona główna wyprawy





Na marginesie

Pierwszy jetlag Michałka

Kiedy wróciłem wieczorem z knajpki internetowej to Ania z chłopcami spała w najlepsze. Sam szybko położyłem się spać i spałem do momentu kiedy zaniepokoił mnie jakiś ruch i światło z łazienki. Michałek siedział na łóżku i się bawił. Podobno zbudził się ok. 1.30 i stwierdził, że spanie jest nudne. Ja zbudziłem się o 3.00 kiedy rysował sobie i czytał książeczki. Zasnął ponownie przed piątą rano... A Staś spał całą noc. Jak widać im młodsze dziecko tym bardziej jego organizm jest bliżej tego co dyktuje natura. Przecież po przylocie do Singapuru musieli iść spać na całą już noc naszym polskim wczesnym popołudniem.

Hotele w Singapurze

Drogie, szaleńczo drogie lub... takie sobie. To jest widok jaki jawi się po przejrzeniu ofert w internecie. Z dziećmi nie chcieliśmy jechać bez rezerwacji bo nigdy nie wiadomo w jakim stanie będą po przylocie. Udało nam się zarezerwować hotel w Little India (dwa dni szukania, wiele maili bez odpowiedzi) o wyjątkowo dużym pokoju z wielkim małżeńskim łóżkiem i drugim na dostawkę idealnie spasowanym. Mamy więc super dużo miejsca bez takich wynalazków jak piętrowe łóżka co się tu często zdarza.
Hotelików i pokoi do wynajęcia w miejscach takich jak LI dużo ale trzeba się nachodzić i naszukać. Te tanie i dobre nie mają oferty w internecie.

Pałer w Singapurze

Czyli prund 220V - potrzebne przejściówki z brytyjskich gniazdek na EU!

Pałer w Indonezji

Czyli prund 220V - działają nasze wtyczki i nie trzeba żadnych przejściówek. Warto mieć jakiś lekki przedłużacz np choinkowy bo gniazdka znajdują się dokładnie tam gdzie nie chcielibyście.

Snorklowanie

Snorklować (pływanie z maską, fajką i płetwami) każdy może. Nawet ten co nie umie.... pływać! Naprawdę! Można zamówić snorklowanie z asystentem w kamizelce ratunkowej. Nie ma wtedy żadnego ryzyka. Nawet jak przy nieumiejętnym obchodzeniu się ze sprzętem dostanie się woda do maski unosimy się pionowa w wodzie i nasz pomocnik pomaga nam doprowadzić wszystko do porządku. Samodzielnie unoszenie sie nad rafą jest bez porównania ciekawsze od gapienia w szybę na dnie łodzi. Właśnie snorklowanie z asystentem polecamy wszystkim, którzy nie potrafią dobrze pływać, lub nie mieli wcześniej żadnych doświadczeń w snorklowaniu. Miejscowy nurek pokaże najciekawsze fragmenty rafy i pozbawi Was niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia podwodne na Bali/Gili

Może przybliżmy jak powstają nasze podwodne zdjęcia. Nie oszalelismy i nie mamy ze sobą profi obudowy do zdjęć podwodnych, która w całości poszła by w nadbagaż kilku kilo. Zresztą z dziećmi jak to targać? Mamy ze sobą Canona Powershot D10, który umożliwia robienie zdjęć do 10 metrów i co ważne nie jest kompaktem wsadzonym w obudowę podwodną, ale aparatem od podstaw zaprojektowanym do fotografii podwodnej.
Aparat to jednak nie wszystko. 90% zdjęć nie powstałoby gdyby nie pas balastowy. Bez niego zapomnijcie o robieniu zdjęć podwodnych (nie chodzi o zdjęcia z unoszenia się na wodzie, ale tego co jest 2 - 5 metrów niżej z tego samego poziomu. Wypór wody jest tak wielki, że zamiast fotografowania toczymy walkę o utrzymanie się pod wodą. Chwytać się rafy nie wolno bo się ją niszczy a ponadto jak się źle ktoś by chwycił to kilka stworzeń marzy tylko o poparzeniu.
Oczywiście nie ma mowy o targaniu ołowiu w bagażu, chyba, że ktoś faktycznie nic nie ma ze sobą. Warto zaopatrzyć się więc w tzw miękki pas balastowy z szeregiem kieszeni, do których możemy wkładać piasek, kamienie, etc... lub jeżeli jest w pobliżu szkoła nurkowa pożyczymy zwykły balast ołowiany. Na Trawangan miałem kamienie i piach na Gili Air 8 kg ołowiu... ;-) Wyważamy się tak, aby ledwie, ledwie unosić się na powierzchni wody.