Wyprawa: Tulipany i czarownice czyli wiosenna wyprawa do Holandii i Niemiec
PS. Festyn Holenderski w Warszawie
Wrócilismy do Polski i oto niespodzianka! Mamy przedłużenie naszej wyprawy czyli Holandię w Warszawie... na ul. Kubusia Puchatka!
O Holender!
Już na progu czyli od Świętokrzyskiej wita nas muzyka, która kojarzy nam się z Madurodamem. To gra przewoźna katarynka... kataryna! Wielkość samochodu, bogate zdobienia i... niezły pałer. Słychać ją z daleka i nawet samochody na Świętokrzyskiej jej nie zagłuszają. Kiedy zajrzymy z tyłu to oprócz bębnów zobaczymy skład... hmm... płyt z muzyką. Taśmy pełne dziurek sterują instrumentami i patrząc na nie nie można nie odnieść wrażenia, że to widoczna pod mikroskopem powierzchnia płyt CD.
Cała ulica Kubusia Puchatka zastawiona jest stoiskami na których jest eksponowane wszystko co w Warszawie jest holenderskie. Od szkół językowych po linie lotnicze KLM. Są też typowe holenderskie wyprzedaże rzeczy używanych. Ciekawe czy dochód z tego nasze urzędy skarbowe zwolnią z podatku jak to jest w Holandii... ;-)
Na estradzie muzyka świata pozwala przybliżyć się do niezliczonych klubów Amsterdamu. A pomiędzy tym wszystkim wszystko to co na każdej takiej imprezie być musi lub powinno - wata cukrowa, malowanie twarzy, biżuteria etno itd... itp...
No dobrze... 1 zdjęcie to ponad 1000 słów więc nie piszę dalej ale zapraszam na małą galerię zdjęć z Festynu!
Katarynka.
"Płyty" do katarynki.
Najważniejszy kolor - pomarańczowy!
Na wyprzedaży zawsze można znaleźć coś interesującego!
Nie mogło zabraknąć linii lotniczych KLM i...
...rowerów!!!
Krowa holenderka?
Ania była najbardziej holendersko wyglądającą warszawianką!