|
||||||||||
| Kalwaria Pacławska - uroczystości Wniębowzięcia MB |
|---|
14.08.2007 - Kalwaria Pacławska dzień pierwszy |
Śpimy ile się da... Da się niewiele dłużej niż zwykle bo Staś budzi się jak zwykle obdarzając świat promiennym uśmiechem. Udajemy że śpimy. Budzi się Michaś - tu już nic się nie da udawać - trzeba wstawać... Śniadanie... Samochód woła pić. Aby napoić samochód jedziemy do Przemyśla. Robimy zdjęcia w mieście? NIEEEEE!!! No to może forty otaczające miasto, których jeszcze nie fotografowaliśmy? TAAAAAAKKK!!! Jeździmy orając pola samochodem bo oczywiście nie spodziewaliśmy się takich zadań więc dokładne mapy okolic Przemyśla zostały w domu. Po "przesłuchaniu" kilku autochtonów trafiamy do fortów Bolestraszyce i San Rideau (na tym ostatnim zależało mi najbardziej). Zdjęcia, wędrówka pod ziemią - fajnie, ale czas płynie... Deszcz... Wracamy... Wjeżdżamy na Kalwarię Pacławską - tłum ludzi i samochodów... Zdjęcia... Zjeżdżamy na dół i przez bród na Wiarze wracamy do Rybotycz. O 23.00 wrócę tu aby zrobić zdjęcia procesji ze świecami towarzyszącej przeniesieniu figury Matki Bożej do kaplicy Św.Rafała. Chyba pielgrzymi trochę przestraszyli się pogody bo świec nie ma tak dużo jak oczekiwaliśmy. Z drugiej strony może to dobrze, że szalejąca wcześniej w rytmie sacrorock młodzież poszła się... poszła... bo pozostali ci, którzy przede wszystkim szanują aspekt religijny uroczystości. Procesja trudna fotograficznie ale bardzo piękna. Wracam do domu i spać... Ania z chłopakami chrapią w najlepsze a ja przed spaniem jeszcze muszę zarchiwizować zdjęcia. Kto to powiedział, że przy cyfrze jest łatwiej???
![]() Staś nie czuje respektu przed potęgą fortu San Rideau ![]() Dzielni obrońcy! ;-) ![]() Ryś, wilk, niedźwiedź, czy Michaś? |
15.08.2007 - Kalwaria Pacławska dzień drugi |
W południe msza zakończona procesją. Łatwo nie jest, ale ani pielgrzymom utytłanym w błocie ani fotografującym, których na szczęście nie jest dużo nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Upał straszliwy. Po mszy zjeżdżamy w dół na ulubiony bród na Wiarze i dalej do Arłamowa. Arłamów to najbliższe miejsce, gdzie można zjeźć normalny obiad. Podejrzanych kiełbas z grila w Kalwarii w sekcji profanum nie traktujemy jako źródła kalorii dla dzieci. Obiad OK! ale Arłamów jest źle zorganizowany. Knajpa pseudo luksusowa nie obsługuje pod parasolami na zewnątrz więc w pomieszczeniu bez klimatyzacji, imienia "morderców jeleni" z racji licznych rogów i ze świecami na stołach (świece nigdy nie zapalone z białymi knotami ;-) ) spożywamy obiad. Aby odreagować i wybiegać dzieci jedziemy zakosami szukając jakiegoś miejsca najlepiej nad wodą. I znowu trafiamy nad Wiar. Nie wiem dlaczego, ale to rzeka fascynująca. Droga sprowadza nad brzeg, płycizna i wjeżdżamy na kamienną łachę. Nasz Nisio zadowolony bo nie wie co go czeka przy wyjeździe... Chłopaki mają to lubią najbardziej... kamienie i wodę. Poprawiamy tamę, którą ktoś wcześniej usypał, czas mija szybko i pora wracać. W koleiny po traktorze wrzuciłem trochę drzewa więc udaje się wyjechać. Po powrocie nasz gospodarz przychodzi z córeczką z którą zaprzyjaźnia się Michałek i czas spędzają w maliniaku na łasowaniu. Później ognisko - trochę po niewczasie zdaję sobie sprawę, że to zielona noc - ostatnia na naszej wyprawie...
![]() Każde dziecko biorące udział w masowej imprezie powinno mieć kontakt do rodziców oraz być nauczone, żeby w razie zgubienia się poprosić policjanta lub strażaka o pomoc. Michałek kilka razy dumnie pokazywał spotkanym mundurowym rękę z nr telefonu do mamy i był bardzo chwalony... ![]() Uroczysta procesja z figurą MB. ![]() ... ![]() Ulubione miejsce zabawy Michałka to kaplica Św.Rafała z racji dużej ilości świec pozostawionych tu po nocnej procesji. ![]() Po uroczystościach jedziemy nad Wiar i wreszcie jest to co tygrysy lubią najbardziej... ![]() Nie ma takiego kamienia, z którym nie zmierzyłby się Staś. Nazywamy go Pudzian... ;-) ![]() Michałek + woda = konieczność posiadania zapasowego ubrania i butów ![]() To kolejny kamień dzisiaj... tralala... tra... la... la... ![]() Ostatnia noc na wyprawie.... ![]() ...i ostatnie ognisko, idziemy spać długo po północy. |
16.08.2007 - Czas powrotów... |
Spać! Ale Staś działa jako budzik. Ania idzie z nim do ogrodu więc z Michałkiem dosypiamy... 9.00 - czas wstawać. Śniadanie i pakowanie. Ruszamy w drogę powrotną do domu. Ale jest piękny dzień więc nie odpuszczamy. Przecież Pogórze Przemyskie jest takie piękne. Włóczymy się od cerkwi do cerwkwi. Wjeżdzamy na trawiaste wzgórza w czym pomagają nam jeszcze nie zaorane rżyska. Pełna wolność - możemy jechać tam gdzie chcemy...![]() Widać, że Michałek jest zafascynowany kiwonami. Może to przez rodzinne więzi z Podkarpaciem taki entuzjazm. ![]() Nieżyjący od wielu lat jego wujek - Wiktor Łącki, był wieloletnim dyrektorem i twórcą świetności Domu Kultury Górnika Naftowca w Krośnie. ![]() A tu chyba trzeba uszczelkę zmienić... ![]() Gimnastyka przed dalszą jazdą. ![]() I jeszcze trochę zabawy na mostku nad potokiem. Baranów Sandomierski Zamek w Baranowie jest bardzo przyjazny dzieciom. Ma fontanne, labirynt z żywopłotów, armaty i przystrzyżone trawniki, po których fajnie się biega. ![]() Tym razem chłopaki się nie kąpali. ![]() Wspaniała zabawka... ![]() To ja tu sobie przucupnę i odpocznę... ![]() Szwed się zbliża!!! Ładujemy armatę! ![]() W labiryncie. ![]() A ja się schowam za drzewem! ![]() Ciekawe co tam w trawie... ![]() Hydrant jest też świetną zabawką - w tle fasada zamku... ![]() Prom w Baranowie przez Wisłę. ![]() Dopływamy! ![]() Do zobaczenia na kolejnej wyprawie! |