Jeszcze w Polsce. Pogoda miala byc straszna a okazala się łaskawa nad podziw.
W Gdyni do południa bierzemy udział w konferencji dotyczącej zdrowia w podróży.
Jest to ostatnie miejsce dla naszych ananasów w jakie by ich zabralibyśmy.
Ale....
Zwabilismy do Gdyni Babcię Żabcię, czyli mamę Ani.
Kiedy my byliśmy w Hotelu Gdynia to chłopcy bawili się na plaży
raptem 400 m od nas. Kiedy wchodziliśmy do hotelu świeciło słońce,
kiedy wychodziliśmy również, ale w międzyczasie przyszedł przelotny
ale intensywny deszcz. Chłopcy wzbudzili uśmiech wszystkich którzy widzieli jak
idą trzymając zamiast parasoli nad sobą karrimatę.
Deszcz przeczekali w plażowym barku i po kilkunastu minutach wrócili do zabawy.
Kiedy konferencja się skończyła razem z Michałem Kochańczykiem
(prawdziwy żywy podróżnik)
umówiliśmy się na obiad u rybaków w Sopocie czyli w qltowym
Barze Przystań. Jedzienie jakie tam dają..... ech!....
I jeszcze jedna wazna rzecz z p. widzenia chłopców -
bar jest dosłownie na plaży i przy kutrach rybackich wyciaganych na plażę.
Rybki pyszne ale wygania nas pogoda i czas.
Żegnamy sie z Michałem i jedziemy po bagaż Babci Żabci i zaczyna się horror.
Bilety na pociąg kupiliśmy i to chyba przesądziło o tym, że korki na drodze i na koniec sama kolej
postanowiła zagrodzić nam przejazd.
Patrzylismy z rozpaczą na kolejny pociąg (cztery)
za zamkniętymi szlabanami. Oczywiście między pociągami było ponad 10 minut
przerwy i gdyby była to cywilizowana kolej to szlabany by podniesiono
i samochody mogłyby przejechać ale leniwy dróżnik... Przynajmniej się dowartościował.
Szlaban to prawie jak władza.
Udało się dojechać do naszej kwatery, taksówka już czekała więc szybka wrzutka bagażu (i Babci),
pożegnanie i nerwowe oczekiwanie na telefon potwierdzający,
że pociąg nie uciekł... Udało się...
Wieczorem jedziemy na prom. Leje. Stoimy w kolejce, leje... Qrcze!!!
Brama terminalu. Chłopcy dostają kolorowanki Stena Line
więc mają co robić w kilkunastominutowym oczekiwaniu na zaokrętowanie.
Wjeżdżamy na prom zajmujemy kabinę i wychodzi słoneczko!
Płyniemy przez stocznię i port gdyński. Piękne ciepłe światło
rozświetla mizerię jednej z naszych stoczni. Port też wygląda nie najlepiej.
Raptem jeden czy dwa statki i nie wiadomo, czy coś ładują czy dają się
zżerać przez rdzę. Stary Dworzec Morski i Kapitanat i wreszcie
główki portu. Do zobaczenia za tydzień....
PROM
Prom "Finnarrow" to jednostka trochę siermiężna.
Przeznaczona bardziej do pracy
a mniej do rozrywki w podróży.
Ale mamy kącik dla dzieci i wielki bo pusty (tylko jedna cysterna)
pokład "słoneczny" świetny do spacerów.
Labirynt korytarzy i pokładów jest znakomitym
choć nowym środowiskiem dla chłopców.
Bieganie, zgadywanie czy w lewo, czy w prawo
na drodze z restauracji do kabiny jest znakomitą zabawą.
Promy mają swoją magię i chyba udziela się ona chłopcom.
Dość długo obserwijemy Hel z latarnią morską i koralikami
czerwonych świateł.
Piękny zachód słońca za imponującymi choć jednocześnie budzącymi grozę chmurami.
Fala niewielka, praktycznie nie buja chłopaki wreszcie padają - spać....
Dostaliśmy kolorowanki.
Zobaczcie prom!
Deszcz zacina - zdjęcie z samochodu.
Identyczny jak w książeczce.
Wjeżdżamy.
Hałas silników odbijający się echem na pokładzie samochodowym trochę onieśmielił chłopców.
Idziemy zostawić bagaże do kabiny....
...i na pokład podziwiać widok na stocznię i port.
Wyszło słoneczko - płyniemy!
Pokład zalany wodą i słońcem.
Tata zostaje robić zdjęcia a my do.....
....kącika zabaw dla dzieci.
Smętny widok zamarłej Stoczni Gdynia.
W porcie też ruch niewielki.
Korzystając z pięknego zachodu słońca wszyscy robią sobie zdjęcia.
Minęliśmy kapitanat i stary Dworzec Morski.
Mijając główki portu wołamy Gdyni: Ahoj!!! Do zobaczenia za tydzień!!!