Ze starszakiem na narty biegowe

Gdy tylko dziecko zacznie pewnie chodzić, warto pomyśleć o wspólnej zabawie na nartach.

Na wczesny początek (dla 2 latka) można kupić plastikowe małe narty z paskami przypinanymi do zimowych butów dziecka (komplet z kijkami kosztuje ok. 60 zł). Niespecjalnie da się na tym biegać ani zjeżdżać, za to są dobre do trenowania równowagi i zabaw z rodzicami na śniegu. Gdy dziecko ma 3-4 lata warto nabyć “dorosłe” narty z wiązaniem umożliwiającym normalne chodzenie na nartach. Nowy zestaw (narty, wiązania, buty, kijki) to wydatek rzędu 500 – 600 zł (bywają na Allegro, sprzęt używany jest nawet więcej niż połowę o połowę tańszy), przy odrobinie szczęścia i nieco większym numerze butów zestaw wystarczy na 2 sezony.

Dobór nart 

Przy młodszych dzieciach (do ok. 5 lat) na początek najlepsze będą narty równe jego wzrostowi, aby było mu łatwiej na nich się poruszać (krzyżujące się narty bardzo frustrują małych narciarzy). Dla maluchów wyczynem będzie przejście 200 – 500 metrów i bardziej będzie je bawić człapanie i zabawa, niż prawdziwe bieganie stąd najważniejsza jest łatwość manewrowania nartami. Starszym dzieciom należy dobrać specjalne narty dla dzieci, z łuską i podobnie jak dla dorosłych nawet 20 cm wyższe niż wzrost dziecka. Małym dzieciom na początek warto dać kijki wysokości dłoni zgiętej w łokciu, tym bardziej że na początku będą ich używać głównie do podpierania się i łapania równowagi albo w ogóle uznają, że kijki im… przeszkadzają!

Początek nauki

Nastaw się, że choć dziecko po otrzymaniu nart może z nimi chcieć spać, to początkowo wcale nie musi być entuzjastą biegania na nich! Zapewne minie sporo czasu, nim stanie się pełnoprawnym partnerem dalszych eskapad, jednak im wcześniej zaczniecie zabawę w biegówki, tym większe szanse że złapie bakcyla. Na pierwsze wyjścia można wybrać się do parku lub ogródka: byleby było trochę śniegu na którym można zacząć zabawę. Dopóki dziecko nie nabierze wprawy w poruszaniu się na nartach lepiej unikać pagórków: brak panowania nad nartami i ślizg w dół może go przestraszyć. Z maluchem i początkującym starszakiem warto iść za rękę by się oswoiło i nabrało pewności siebie w poruszaniu się na nartach.

Jeśli dziecko nie chce używać kijków – niech sobie po prostu pochodzi. Początkowo kijki służą mu często tylko do łapania równowagi, a nawet mogą… przeszkadzać. Bywało, że gdy zachęcałam prawie 5-letniego Michasia do wyścigów z mamą podnosił kijki do góry i biegł układając narty w “jodełkę” – bez nart byłoby mu znacznie wygodniej 🙂 Nie należy się też zniechęcać brakiem koordynacji, która u małych dzieci jest normą. Przygotuj się także, iż po kilku minutach dziecię kategorycznie odmówi dalszego marszu na nartach, za to być może chętnie będzie popychać nartę ręką i sprawdzać jak daleko ona pojedzie.

Wtedy najlepiej przypiąć kijki dziecka (i ew. drugą nartę) do plecaczka i dalej kontynuować wspólną eskapadę. Gdy zaś chcemy porządnie pobiegać to po kilku(nastu) minutach zabawy z dzieckiem warto zostawić je komuś pod opiekę i podczas gdy one będą uszczęśliwione śmigać na sankach, my mamy szansę na bieg w swoim tempie. Inną dobrą opcją jest umówić się w 2 rodziny z dziećmi: wtedy co jakiś czas 1 rodzić zostaje z pociechami, a reszta może pobiegać.


Wędrówka po lesie z wyznaczaniem celów typu: do tego złamanego drzewa lub po śladach zwierzątka; jest świetną rozrywką dla dzieci i znacznie mniej zniechęca
niż długie białe przestrzenie.

 


Labirynt drzew to również świetna nauka manewrowania nartami.

Żelazna zasada

Pamiętaj by wypady były czasem wspólnej zabawy. Wstępny trening z dziećmi zaczyna się w wieku 7 lat i trwa on około 3-4 lata. Podstawą są gry i zabawy, a narty stanowią 20-30% całości zajęć. Celem jest przyswojenie podstawowych elementów narciarstwa biegowego, trening ogólnej sprawności fizycznej z akcentem na wytrzymałość i budzenie sportowych zainteresowań. O regularnym treningu (ale też nie jakimś szalonym) można zacząć myśleć, gdy dziecko ukończy 10 – 12 lat.

Gry i zabawy z dzieckiem:

  • Wyścigi, gdzie warto czasem przegrać by dziecko miało satysfakcję z wygranej (ale też czasem winno przegrać, co by wiedziało, że to nic strasznego i że nie samymi zwycięstwami żyje człowiek)
  • Komentator sportowy: rodzic idący obok lub za dzieckiem prowadzi relację na żywo “Proszę państwa, co za styl, jaki wspaniały finisz, tłumy wiwatują, konkurencja nie ma szans go dogonić”
  • Rzuty do celu śnieżkami z nartami na nogach
  • Zabawa w berka – byleby rodzice nie uciekali za szybko!
  • Gdzie są słodkie niespodzianki? Wiadomo że jak się w śniegu znajdzie czekoladowy pieniążek lub kolorowy cukierek to na pewno wypadł z sań Św. Mikołaja. Świetnie motywuje do dalszego marszu.
  • Mapa skarbów: wcześniej wystarczy ją narysować i wyruszamy na nartach w poszukiwaniu skarbów, bowiem nic tak nie dodaje uroku wyprawie jak odrobina tajemnicy i niezwykłości.
  • Wyciąg talerzykowy: dziecko wkłada talerzyk kijka rodzica między nogi i jest ciągnięte przez “wyciąg”. Jeśli jeden kijek jest za krótki można połączyć dwa kijki (przy okazji jest zabawa w małego konstruktora) Holowanie: wystarczy kawałek linki i fantazja, by maluch stał się ciągniętym wyścigowym autem (choć uwaga: łatwo tu o przewrotki, a wtedy nici z zabawy).
  • Budujemy mosty: rodzic rozstawia nogi a dziecko przejeżdża między nimi – ew. można zrobić wyższy most z podniesionych kijków.
  • Robienie śladu: na trasie w śniegu najpierw idzie rodzic i robi dziecku ślad, potem dziecko może torować drogę rodzicowi (uwaga: generalnie dzieci pewniej czują się w śladzie gdzie im się nie rozjeżdżają narty, ale widok przez cały czas pleców taty przed sobą bywa frustrujący)
  • Wymyślanie bajek: rodzic mówi kawałek, dziecko wymyśla ciąg dalszy: można to połączyć z rysowaniem kijkami po śniegu bajkowych postaci i sytuacji.
  • Wymyślcie piosenki, które umilą marsz. Moją ulubioną z forum www.biegowki.pl jest:

    “My jesteśmy narciarze dwaj
    wędrujemy poprzez kraj
    Zuzia małe nartki ma
    a ja wielkie dechy mam”

    – melodia dowolna. Sprzętu wystarczy na kilka zwrotek.

Dla odmiany jak dziecku znudzi się chodzenie na nartach można chodzić tylko z kijkami (na wzór nordic walkingu) aby zaś było zabawniej można udawać staruszka lub Babę Jagę co się kijkami podpiera etc.

 


Na biwaku…

 


…możemy przyrządzić np.: Słodką Chwilę.

 


Na twardym cienkim śniegu pokrywającym lód
dziecko można ciągnąć nawet na liściu do zjeżdżania

 


Dzielni wędrowcy!

 


Mikołaj gubił z sań złote czekoladowe talarki… 😉

Dobrze jest też, gdy czasem rodzic zaliczy efektowną wywrotkę, to dodaje dziecku pewności siebie, że nie tylko ono się przewraca. Warto zaplanować w połowie lub na koniec trasy (nawet jeśli liczy ona tylko 500 metrów) piknik: dla dzieci jest to dodatkowa przygoda!

Koniecznie zabierz:

  • Mały plecak (z możliwością przypięcia do niego kijków i nart dziecka lub sanek, warto mieć też karabińczyk).
  • Termos z gorącą wodą. Można dodać ją do soku lub do musu owocowego. Dla rodziców można zabrać do zalania kawę oraz zupę w proszku. Warto mieć małe plastikowe kubki i łyżeczki.
  • Słodkie co nie co (batoniki, czekoladki, suszone owoce typu jabłka, morele) oraz coś do wrzucenia w śnieg jako zguba Św. Mikołaja (czekoladowe pieniążki, cukierki w kolorowych papierkach).
  • Chemiczny ogrzewacz (do kupienia m. in. w sklepach nurkowych). Do dyspozycji są wielorazowe lub jednorazowe, w zależności od typu emitują ciepło od kilkunastu minut od kilku godzin.
  • Buty na zmianę: buty do nart biegowych mają krótką cholewkę (za kostkę), gdy dziecku znudzą się narty, łatwiej mu będzie szaleć w śniegu w zimowych butach.
  • Krem ochronny do twarzy (w słoneczne dni przydatny z filtrem) i ochronną pomadkę do ust.

W przypadku dłuższych wypraw przyda się:

  • mapa i GPS (kompas)
  • sanki lub inny pojazd na śnieg do ciągnięcia zmęczonego narciarza
  • karimata, na której można usiąść podczas biwaku


Na biwaku…

 

 


…to również czas zabaw. Tu mama napędem,
kijek wyciągiem, liść ślizgiem do szalonych zjazdów.

Ubranie

Jak mawiają Norwedzy: nie ma złej pogody, ale są złe ubrania. Dla młodszych dzieci najlepsze są wodoodporne i wiatroodporne kombinezony (z kapturem), dla starszych: ocieplane spodnie i zimowa kurtka. Generalnie należy dzieci ubrać tak jak na sanki, lecz im pewniej dziecko się czuje na nartach i intensywniej biega, tym bardziej trzeba zwracać uwagę na to, by się nie przegrzało. W takiej sytuacji optymalne jest ubranie na cebulkę: podczas biegania jedną warstwę zdejmujemy, podczas postoju – zakładamy. Dla starszego dziecka warto rozważyć zakup bielizny i ubrań termoaktywnych, które odprowadzają pot i pozwalają skórze oddychać ale jednocześnie utrzymują ciepło (do kupienia w sklepach turystycznych i sportowych). Jako że korzystanie z toalety zimą jest utrudnione, zwróć uwagę na rozpinanie spodni ocieplanych (kombinezonu) – czy da się w nich wysiusiać dziecko bez rozbierania go całkowicie. W przypadku dzieci korzystających z pieluszek trzeba wziąć ich zapas (a także nawilżane chusteczki oraz foliową torebkę, gdyby zdarzyła się grubsza wpadka). Dobrze jest też mieć w aucie zapasowe ubranie (oraz kombinezon lub spodnie i kurtkę) gdyby dziecko się przemoczyło (lub przesiusiało) oraz drugą parę rękawiczek (konieczne przy mokrym śniegu).
Gdy wieje wiatr (często na odkrytej przestrzeni) konieczne jest założenie nieprzewiewnych rękawiczek (lub 2 par rękawiczek bo ręce zmarzną pierwsze!), najlepiej jednak unikać takich terenów zwłaszcza z maluchem, któremu trudno jest wytłumaczyć, że aby dojść do jakiegoś miejsca trzeba przejść przez trudniejszy odcinek. Warto na dół spodni doszyć gumki, dzięki czemu śnieg nie będzie dostawać się do butów.


Los rodzica jak narty ciążą maluchowi,
trzeba je przytroczyć do plecaka…

 

Narty biegowe to idealny sport dla całej rodziny: od najmłodszego do najstarszego. Można też potraktować je jako rozgrzewkę przed nartami zjazdowymi, ostatecznie na zjazdówki zwykle wyjeżdżamy tylko na kilka dni w roku, na biegówkach zaś mamy szansę biegać nawet co dzień. A gdy już złapiecie bakcyla, okaże się, że macie kolejną rodzinną pasję!

  Bezpieczeństwo  

W górach nigdy nie należy zbaczać ze znakowanych szlaków – zabłądzenie z dzieckiem jest łatwiejsze niż nam się wydaje!
Telefon komórkowy na wycieczce w górach nie służy do obdzwaniania wszystkich z informacją “jak tu pięknie” (na to mamy czas na kwaterze) ale do ewentualnego wezwania pomocy GOPR. Telefony alarmowe: 601 100 300 lub 985.

  Samo życie  

Z wpisów na forum www.biegowki.pl

Bombik: Dobierając sprzęt wyszedłem z takich założeń. Po pierwsze – nie mogło być drogo, bo nie wiadomo było czy mu się spodoba oraz czy i kiedy “chwyci”. Zatem żadnych tam SNS, bo to dwa razy droższe. Wyszło na NN75, których się nieco obawiałem, ale spoko – nic nie wadzi przy takim dziecięcym szuraniu, a większy ich ciężar to drobiazg. Po drugie, jak na razie maluch szybko rośnie więc tabelki potraktowałem z przymrużeniem oka: Cypek ma niecałe 115 cm – a narty ma na 140 cm oraz buty Vegi o 2-3 nr większe (można mu włożyć ze trzy skarpetki) – zupełnie mu to nie przeszkadza w sprawnym poruszaniu, bo te buty ładnie się wiążą na kostce. Dzięki temu sprzęt posłuży dłużej, a co roku zestaw będzie mu coraz lepiej “pasował”. Kijki nie muszą być biegowe, bo w końcu takie dziecko nie potrafi nimi właściwie pracować (choć jak się znajdzie na jakiej giełdzie okazja, to czemu nie kupić). Ma takie po jakichś plastikowych ubiegłorocznych nartach. A reszta to jego zapał.

Sławek: W tym roku gdy założyłem synkowi (5 lat) biegówki nie wykazywał wielkiego entuzjazmu, ja jednak nie zważając na to zapisałem go na dwa biegi (w których zresztą sam brałem udział) Bieg Gwarków i Bieg Piastów, licząc na to że współzawodnictwo z dzieciakami oraz oczywiście nagrody spowodują większy zapał do biegania. Częściowo miałem rację: wygrał różne prezenty otrzymał dyplomy i co najważniejsze dla niego: nie był ostatni. Wszędzie był traktowany z ogromną atencją, potem w domu wracaliśmy do tych tylko pozytywnych momentów oglądaliśmy zdjęcia, nagrody cały czas budując pozytywną aurę wokół tego sportu, więc mam nadzieje że do przyszłego roku zapał mu nie minie.

Drops: Robię wyciąg talerzykowy (nawet początkujący powinien ustać, a co ważne można przemierzać w ten sposób kilometry)… Do upadku, potem się zniechęca i płacze, to robię mostek i przechodzi dzidzia pod nogami, jedzie się dalej i znowu mostek… budujemy mosty dla pana starosty… te sprawy. Im więcej zabawy tym lepiej. W ostateczności można dziecko wziąć na barana i podjechać kawałek. Potem dla urozmaicenia dać kijki, potem znowu bez kijków, niech udaje machanie rekami. W śladzie dobrze jak się juniora/juniorke nie wyprzedza bo zaczyna wołać tata, tata i się zniechęca. Raczej troszkę z przodu niech będzie i można go podkręcać: “Co za wspaniały zawodnik, ci z tylu nie mogą nadążyć (tu zipiemy głośno), co za technika, co za sylwetka….” i tym podobne. Co jakiś czas rzuca się w śnieg cukierki i dziecko znajduje “Mikołaj zgubił” 😉 W ogóle to męka. Ręczę, że czasem po dziesięciu piosenkach, czterech bajkach i nie wiadomo ilu “mostkach” nawet dr Korczak miałby ochotę użyć kijka niezgodnie z przeznaczeniem…

Od Ani: Bardzo lubię zwłaszcza ten ostatni wpis, bo utwierdza mnie w przekonaniu, że ani moje dzieci nie są wyjątkowo oporne, ani ja jakoś strasznie nerwowa, tylko, że początki wspólnej pasji czasem są niełatwe…

 

Opracowała: Anna Olej-Kobus – TravelPhoto


(c) Mały Podróżnik – www.malypodroznik.pl – wszelkie prawa zastrzeżone


 

Share