Zaproszenie do Kenii!

Dwa lata temu, kiedy byłam w siódmym miesiącu ciąży wtedy właśnie wylądowaliśmy na Kubie i tam pomyślałam, że przez najbliższe lata pożegnamy się z dalekimi wyprawami, zważywszy na maleństwo które miało się niebawem urodzić. Niedługo jednak zapragnęliśmy znowu podróży i zdecydowaliśmy że wyruszamy w świat a celem ma być Afryka. Postanowiliśmy spędzić tam Święta Bożego Narodzenia i powitać Nowy Rok.

Przygotowania do wyjazdu trwały długo, bardzo szczegółowo i nie ukrywam że z pomocą portalu Małego Podróżnika. Wylot był z Warszawy bezpośrednio do Kenii (Mombasa) z międzylądowaniem w Kairze. Lot odbywał się w dzień, bo startowaliśmy około 9 rano a lądowaliśmy około 20 wieczorem, tak więc nasz maluszek był pełen energii ale podołaliśmy temu – zabierając ze sobą nowe zabawki i książeczki a poza tym wsparcie ze strony pasażerów było ogromne – nasz Oliwier podbił serca wielu pań, zatem było wesoło. Pierwsze spotkanie z Afryką po wyjściu z samolotu to tak zwane zderzenie klimatyczne (gdzie wyjeżdżając z polski było -20 st. C a na miejscu +30 st. C nocą albo w cieniu) . Bardzo szybko przyzwyczailiśmy się do temperatury , natomiast gorzej było po powrocie do domu 🙁

Pobyt na miejscu okazał się rajem na ziemi – mieszkaliśmy w przepięknie położonym hotelu zaraz przy plaży gdzie harcowały sobie małpki po ogrodzie a wieczorami było słychać śpiew tukanów. W czasie pobytu nie napotkaliśmy się z żadnymi problemami zdrowotnymi ani tez organizacyjnymi. Serwowane menu było bardzo sprzyjające dla najbardziej wybrednych smakoszy oraz dostosowane specjalnie dla dzieci (łącznie z krzesełkami do karmienia) mimo to mieliśmy ze sobą pełną gamę gotowych potraw w słoiczkach, mleko, herbatki, kaszki oraz inne łakocie typy paluszki, biszkopty, wafelki, chrupki kukurydziane oraz pampersy – co okazało się zbędnym balastem gdyż w pobliżu hipermarket dysponował podobnym asortymentem. Jednak biorąc pod uwagę iż bagaż syna, mimo że to tak zwany infant mógł zawierać taki sam limit kg. jak osoby dorosłej czyli 21kg. Nie było więc problemu aby zabrać rzeczy niezbędne i te zbędne też. (Miejscowi bardzo chętnie przyjmują różne drobiazgi od turystów). Bardzo istotną czynnością było regularne przyjmowanie tabletek przeciw malarycznych z racji na uwagę iż Kenia niestety jest zagrożona malarią. W celu zabezpieczenia się profilaktycznie braliśmy łącznie z córką – malarone (ogólnodostępne z przepisu lekarza) natomiast syn dostawał malarone junior (niedostępne na polskim rynku) my sprowadziliśmy z Niemiec. Do tego codzienne smarowanie, psikanie się sprayami przeciw komarom – my używaliśmy łącznie z malcem mugga spray, wróciliśmy zdrowi mimo to że spotkaliśmy na swojej drodze niejednego komara (safari czy też wieczorne spotkania).

Naprawdę cudownie spędziliśmy te dwa tygodnie łącznie z Bożym Narodzeniem pod palmą i Sylwestrem na plaży .Dni mijały beztrosko a my mieliśmy czas tylko dla siebie wypoczywając mogliśmy przedstawić sobie i naszym dzieciom zupełnie inny kraj inną kulturę, inne obyczaje, ludzi o innym kolorze skóry, od których moglibyśmy wielu rzeczy się nauczyć . Dla nastolatki jaką jest nasza córka była to ważna lekcja, bo oprócz wypoczywania na plaży spędzaliśmy aktywnie czas na różnych wycieczkach gdzie między innymi mogliśmy zobaczyć najstarsze plemiona Masajów zamieszkujących lepianki z krowiego łajna, wioski w których się żyje bez prądu i bieżącej wody (która jest tam deficytem), szkoły do jakich uczęszczają afrykańskie dzieci a ponad to wyspę, która do niedawna stała pod oceanem i przepiękną dziewiczą a jakże dziką naturę. Synka mimo jego niespełna dwóch latek bardzo ta wyprawa poruszyła: postrzegamy u niego duże zainteresowanie zwierzątkami a poprzez naśladownictwo świetnie obrazuje nam zapamiętane przeżycia z wczasów . Na pewno pozostanie nam i dzieciom długo w pamięci przepiękna i jakże dzika AFRYKA.

 

Anna i Grzegorz Łoś                 

los_los Anna i Grzegorz Łoś z Natalią i Oliwierem

Mieszkamy na Śląsku w Gliwicach. Zawodowo zajmujemy się branżą samochodową: prowadzimy warsztat i sklep,
a prywatnie naszą pasją są właśnie podróże.


I jeszcze trochę zdjęć….


 

(c) Portal Małego Podróżnika

 

Share