KOLUMBIA – Z dziećmi w krainie kokainy

Narkotykowe “dziedzictwo”
Kolumbia kojarzona jest głównie z kokainą i trudno się temu dziwić skoro właśnie stamtąd pochodzi 80% światowej produkcji tego narkotyku. Kokainowy biznes był przyczyną trwającej w Kolumbii do niedawna przez blisko 50 lat wojny domowej, która pochłonęła kilkadziesiąt tysięcy ofiar. W latach 90-tych ubiegłego wieku zdarzało się tam rocznie około 3 tysiące przypadków porwań- głównie dla okupu. Jeszcze kilka lat temu duże obszary kraju na południowym wschodzie znajdowały się poza kontrolą rządu – tam “rządy” sprawowali rebelianci z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC) nadzorujący plantacje koki i aktywnie zaangażowani w handel narkotykami.

Doborowe towarzystwo
Powyższy, w skrócie nakreślony i od lat wpisany w umysłach europejczyków obraz Kolumbii raczej nie zachęca do odwiedzenia tego kraju, co nie pozostawało bez znaczenia, gdyż postanowiliśmy pojechać tam z trójką naszych dzieci, z przyjaciółmi również z dwójką małych dzieci oraz z kolegą z pracy. Dlatego by zminimalizować ryzyko zapuszczania się w rejony Kolumbii wciąż pozostające pod schyłkowym wpływem rebeliantów, do udziału w 3-tygodniowej wyprawie (trwającej od 20 lutego do 11 marca 2011r.) zaprosiliśmy Claudię Cardenas – przesympatyczną rodowitą Kolumbijkę – od kilku lat mieszkającą w Gliwicach żonę znanego polskiego żeglarza i globtrotera a naszego dobrego znajomego Dominika Baca.

Dolina Tysiąca Palm
Po wylądowaniu w Bogocie udaliśmy się autobusem do departamentu Armenia, by rozpocząć zwiedzanie Kolumbii od tzw. strefy kawowej. W pobliżu położonego wśród malowniczych wzgórz miasteczka Salento udaliśmy się na plantację kawy, gdzie zapoznano nas z całym cyklem jej uprawy. Na terenie plantacji kawy znajdowało się również niewielkie poletko na którym podobnie jak w Polsce ogórki czy pomidory rosły dorodne ananasy. Sporą atrakcję tego regionu stanowi również tzw. Dolina Tysiąca Palm, której nazwa jest nieprzypadkowa i trafnie charakteryzuje to urokliwe miejsce z pejzażami zapierającymi dech w piersiach. Dolina jest częścią parku narodowego pilnie strzeżonego przez stacjonujący tam oddział kolumbijskiej armii. Zdaniem Claudii nie jest to niczym wyjątkowym lecz normą, gdyż w celu zapewnienia turystom bezpieczeństwa większość kolumbijskich parków narodowych nadzorowana jest właśnie przez armię. Dolina Tysiąca Palm jest również doskonałym miejscem na wycieczki wgłęb tropikalnej dżungli, gdzie podczas czterogodzinnej przeprawy syciliśmy nasze zmysły niesamowitym bogactwem tamtejszej flory. Tam też obserwowaliśmy jak wiadomo bardzo małe i lekkie, lecz co nas zaskoczyło niezwykle dynamiczne, pięknie ubarwione kolibry, których sfotografowanie okazało się nie lada sztuką.

Żując liście koki
Kilkadziesiąt kilometrów od miasta Manizales wznosi się na wysokość 5320 n.p.m. majestatyczny wulkan Nevado del Ruiz, jeden z najwyższych szczytów Kolumbii. Z uwagi na realne zagrożenie chorobą wysokościową na jednodniową wycieczkę na wulkan wybraliśmy się w okrojonym tzn. pięcioosobowym składzie chłopięco-męskim. Ponadto w celach profilaktycznych zakupiliśmy niewielką paczkę ogólnie dostępnych liści koki, której żucie jak się sami przekonaliśmy świetnie niweluje skutki wspomnianej choroby wysokościowej wywołanej brakiem aklimatyzacji organizmu do przebywania na dużej wysokości czyli oddychania powietrzem znacznie zubożonym w tlen. A o aklimatyzacji nie mogło być przecież mowy, skoro w ciągu dwóch godzin wjechaliśmy busem z poziomu niespełna 2000 m na wysokość 4800 m.

Niestety z powodu drugiego w pięciostopniowej skali stopnia zagrożenia wybuchem (zważywszy, że jest to wulkan aktywny, którego erupcja w 1985 roku uważana za jedną z największych katastrof wulkanicznych XX wieku pozbawiła życia ponad 23 000 osób) nie mieliśmy możliwości choćby podjęcia próby zdobycia głównego wierzchołka wulkanu Nevado del Ruiz. Jednak sporą rekompensatą w tej sytuacji było obserwowanie towarzyszących nam Kolumbijczyków, których podekscytowanie i szczery, niemalże dziecięcy zachwyt “białym puchem” pozwalały przypuszczać, iż widzieli śnieg pierwszy raz w życiu.

Miasto piratów
Położona na wybrzeżu Morza Karaibskiego licząca ponad milion mieszkańców Cartagena jest jedną z głównych atrakcji turystycznych północnej części Kolumbii, dokąd autobusowa podróż z przygodami (kilkugodzinna blokada drogi przez protestujących rolników- skąd my to znamy.) zajęła nam 17 godzin. Z uwagi na swoje bogactwo miasto to przez wieki padało łupem piratów, w obronie przed którymi zbudowano fortecą oraz otoczono je grubymi murami. Tamtejsza starówka pełna wąskich uliczek i kolorowych kamienic w stylu kolonialnym, z charakterystycznymi drewnianymi rzeźbionymi balkonami czyni Cartagenę jednym z najpiękniejszych miast Ameryki Południowej.

Karaibskie Seszele
Na północy Kolumbii warto odwiedzić również Park Tayrona skryty na pograniczu dżungli i ciągnących się kilometrami karaibskich dzikich plaż z olbrzymimi głazami narzutowymi, przez co do złudzenia przypominający Seszele.

Karnawał w Baranquilla
Planując wyjazd do Kolumbii celowo wybraliśmy przełom lutego i marca, gdyż właśnie wtedy przypadał w tym roku karnawał, z którego słynie położona na północy Kolumbii Baranquilla. Tam dane nam było obserwować niezwykle barwne taneczno-muzyczne show – uliczny korowód ciągnący się głównymi alejami miasta przez prawie 8 km, złożony z tysięcy kolorowo i z fantazją przystrojonych uczestników począwszy od dzieci, poprzez młodzież, piękne tancerki i przystojnych tancerzy, aż po pełnych energii seniorów. Dodając do tego gorący, południowy temperamentem setek tysięcy świetnie bawiących się widzów śmiało możemy powiedzieć, że karnawał w Baranquilla był absolutnym hitem naszego pobytu w Kolumbii. Podsumowując dodam tylko, że przez 2 dni karnawału zrobiliśmy z żoną około 3 000 zdjęć, a mając porównanie uważam, że karnawał w Baranquilla jest ciekawszy, a już na pewno mniej skomercjalizowany i bardziej urozmaicony tematycznie niż słynny karnawał w Rio de Janeiro.

Archipelag wysp Św. Bernarda
Wyprawę do Kolumbii zakończyliśmy rejsem łodzią motorową po archipelagu wysp Św. Bernarda. Wypłynęliśmy z miasteczka Tolu a za bazę obraliśmy wyspę Mucura. Preferując niskobudżetową turystykę trampingową skorzystaliśmy tam ze skromnego noclegu w Macura Club Hotel, jednak dla bardziej wymagających turystów są na wyspie także luksusowe ośrodki domków wypoczynkowych. A wyspa ze względu na swoją egzotykę i warunki do snorkelingu jest naprawdę godna polecenia na kilkudniowy wypoczynek.

Najlepsze na świecie
Z trzytygodniowego pobytu w Kolumbii przywieźliśmy same pozytywne doświadczenia. Oceniając bieżąca sytuację w tym kraju miło było zaobserwować, co potwierdzali także rdzenni mieszkańcy, że dzięki rządom twardej ręki (szczególnie w ostatniej dekadzie) Kolumbia praktycznie uporała się z problemem rebeliantów i odzyskała wewnętrzną stabilizację, przez co stała się ponownie krajem bezpiecznym i otwartym na turystykę. Dlatego wszystkim osobom ciekawym świata, planującym egzotyczne urlopy gorąco polecamy Kolumbię, gdzie na turystę czeka znacznie więcej atrakcji niż te opisane powyżej, oraz gdzie jak twierdzą znawcy kawa i koka są najlepsze na świecie.

Sławomir Bieniek

bie_bie Agnieszka i Sławomir Bieniek z Anią, Filipkiem i Andrzejem

Mieszkają w piastowskim Głogowie na Dolnym Śląsku. On jest górnikiem w jednej z kopalń KGHM Polska Miedź S.A. Ona jest fizjoterapeutką. Dzieci: 3- letnia Ania, 5-letni Filipek i 13- letni Andrzej.  Od lat podróżują całą rodziną. Odwiedzili m.in. Turcję, Egipt, Tunezję, Wyspy Kanaryjskie, RPA, Kamczatkę, Filipiny, Ekwador, Wyspy Galapagos i Kolumbię. Zdjęcia i opisy ze swych wybranych podróży zamieszczają na portalu: torre.pl

         I jeszcze trochę zdjęć:


Żwirek? Nie! Kawa!


(c) Mały Podróżnik – www.malypodroznik.pl

Share