Singapur i Australia z dwulatkiem

Początek rodzinnego podróżowania
Odkąd w naszym życiu pojawił się mały podróżnik, niektóre z naszych wypraw całkowicie podporządkowaliśmy Igorowi i Jego “czterokołowcowi”. Okazało się, że Mały dosłownie “wyssał podróżowanie z mlekiem matki”. Kiedy skończył 6 miesięcy pojechaliśmy na nasz pierwszy wyjazd. To było takie rozpoznanie terenu Byliśmy w Berlinie i w Tropical Island. Egzamin został zdany pomyślnie. Igorek skończył w listopadzie 2011 r. dwa latka, a już zdążył odwiedzić Słowację, Węgry, Hiszpanię, Estonię, Łotwę i Portugalię.

Dokąd? Australia!
Kilka miesięcy temu zdecydowaliśmy, że Igi przeszedł wszelkie wyjazdowe próby pomyślnie i jest gotowy na “wielką wyprawę”. Pozostało tylko pytanie dokąd? Zależało nam, aby kraj był przyjazny dzieciom i żeby nie trzeba było poddawać się dodatkowym szczepieniom ( od dnia narodzin Igi był już przecież tyle razy szczepiony). Śledziliśmy oferty linii lotniczych i liczyliśmy na dobrą – cenowo i turystycznie ofertę. Kupno biletu podzieliliśmy na dwa etapy. Najpierw bilet Lufthansy ( w bardzo korzystnej cenie) do Singapuru. Wiedzieliśmy, że stamtąd będziemy mieli duże możliwości wyboru dalszej trasy. Podobała nam się również możliwość ponownego odwiedzenia tego wielokulturowego i fascynującego miasta – państwa. Tym razem jednak z Igorkiem. Oferta Etihad Airways do Brisbane pojawiła się w samą porę. Los (a właściwie linie lotnicze) zadecydował za nas, a my nie mieliśmy nic przeciwko takiemu rozwojowi wydarzeń.

Czas ruszać
Wyprawa zaczęła się na początku lutego. Wcześniej układałam sobie w głowie listę rzeczy, które ułatwią nam podróż z dwulatkiem. Oprócz pieluszek, chusteczek i przekąsek najważniejsze okazały się dla nas książeczki z naklejkami. Naprawdę uratowały nas od niejednej kryzysowej sytuacji. Wiadomo – maluch, a w szczególności maluch podczas 13-godzinnego lotu to wielkie wyzwanie dla rodziców.

Singapur
Jeden z najbardziej zamożnych krajów Azji, po raz kolejny nas oczarował. Tym razem jednak odkryliśmy go z zupełnie innej perspektywy-państwa/miasta przyjaznemu dziecku , oraz miejsca, które daje możliwość poznania wielu kultur, religii i narodowości. Poranki zaczynaliśmy w indyjskiej dzielnicy jedząc dosę z sosami. Potem odkrywaliśmy Singapur oczami naszego Igorka.


Zabawa – Na wyspie Sentosa wzięliśmy udział w pokazie delfinów i fok. Bawiliśmy się na plaży, jeździliśmy gumowymi samochodzikami- the ludge, kilka godzin spędziliśmy w Universal Studio bawiąc się pośród bohaterów popularnych bajek i filmów dla dzieci. Odwiedziliśmy także singapurskie zoo z wodnym placem zabaw dla dzieci i edukacyjnym show o zwierzętach domowych. Do dzisiaj Igorek ogląda krótki filmik z tego pokazu.
Kultura – Parada Miłości i Wody (Love and Water Parade) zrobiła na nas ogromne wrażenie. Na początku lutego Singapur celebrował Nowy Rok Smoka. Tysiące ludzi, wielobarwne stroje, smoki ziejące ogniem, i oczywiście niemiłosiernie głośna muzyka. To musiało podobać się naszemu maluszkowi. Singapur daje niesamowitą możliwość poznania wielu kultur i narodowości. To istny tygiel kulturowy. Jednego dnia Igorek poczuł zapach i smak dzielnicy indyjskiej, chińskiej i arabskiej. Na szczęście przemieszczanie się po Singapurze to sama przyjemność. Warto jednak pamiętać o kupnie The Singapore Tourist Pass ( specjalny bilet 1, 2 lub 3 dniowy na wszystkie środki transportu tylko dla turystów. Więcej informacji na www.thesingaporetouristpass.com.


Natura – Ci, którzy Singapur kojarzą tylko z drapaczami chmur, tłumem ludzi i elektroniką koniecznie powinni wybrać się na małą wysepkę Pulau Ubin. To ostatnia istniejąca wioska w Singapurze. Po krótkiej podróży łódką (wypływa z Changi Point Ferry Terminal) znajdujemy się na wysepce, na której czas zatrzymał się w latach 60-tych ubiegłego wieku. Zjedliśmy tam jedne z najlepszych owoców morza i singapurski specjał-chilli crab. Jedyny sposób zwiedzania wyspy to rower (no i oczywiście na piechotę). Igorek miał wielką frajdę oglądając wyspę w foteliku roweru. Obecność naszego synka w Singapurze dała nam możliwość poznania nowej twarzy tego niezwykłego miejsca. Nasza podróż nabierała rozpędu…Pobyt w Singapurze był dobrym pomysłem. Poczuliśmy klimat tego niesamowitego miejsca, ale także przystosowaliśmy się do zmiany czasu i odetchnęliśmy po długim locie. Czekała nas przecież dalsza podróż.

Australia

Australia: Brisbane – Stradbroke Island – Coffs Harbour – Sydney – Melbourne – Port Fairy – Port Elliot – Adelaide – Brisbane (4000 km. w 9 dni) Lot do Brisbane trwał 7 godzin. Uf, mogło być gorzej… Nasza wyprawa obejmowała 3-dniowy pobyt na wyspie Stradbroke (niecała godzina promem od Brisbane) i jazdę po wschodnim wybrzeżu ( Queensland, New South West, Victoria i South Australia) z Brisbane do Adelajdy na południu. Drogę powrotną uprościliśmy- z Adelajdy do Brisbane lecieliśmy samolotem.


Wyspa Stradbroke to idealne miejsce dla rodzin z małym podróżnikiem. Oferuje słoneczną pogodę, szerokie puste plaże i owoce morza prosto od miejscowego rybaka. Jeśli dołączymy do tego misie koala sennie zwisające z pobliskich drzew i kangury stojące przy drodze to rysuje się nam pełny obraz tego idyllicznego miejsca. Schronisko młodzieżowe Manta Lodge w Point Lookout swoim luzackim charakterem dopełniło całość wakacyjnego obrazka. Błogie nic nierobienie na Stradbroke było nam bardzo potrzebne. Czekało nas przecież 4000 km z Brisbane do Adelajdy…


To była naprawdę jazda! Igorek miał okazję pogłaskać kangury i misie koala w rezerwacie Lone Pine Koala Sanctuary. Płynął promem po zatoce w Sydney. Przejechał cudowną, zapierającą dech w piersiach trasę the Great Ocean Road zakończoną noclegiem w urokliwym rybackim miasteczku Port Fairy. Zaznajomił się z właścicielem schroniska w miasteczku Port Elliot, które okazało się świetną bazą wypadową do winnic McLaren i Barossa. Zobaczył Melbourne, Adelajdę i Brisbane.
Co najważniejsze i dla nas najpiękniejsze – nasz synek miał cały czas kontakt z nowymi sytuacjami miejscami i ludźmi ( Australijczycy są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów). Czas, który razem spędziliśmy był dla nas bezcenny.

Agnieszka i Jarek Matyga

 

mat_mat Agnieszka i Jarek Matyga z Igorkiem

Agnieszka (anglistka), Jarek (właściciel firmy telekomunikacyjnej) i Igorek (2,5 lat- przedszkolak) Matyga z Bydgoszczy. Podróżujemy od zawsze. Tzn. od ponad 14 lat odkąd się poznaliśmy. Nasz rok dzieli się nie na miesiące, ale na wyjazdy te dalsze i bliższe. Pojawienie się w naszym życiu Igorka nie zmieniło naszego życia. Cały czas realizujemy nasze podróżnicze pasje, teraz we troje. O naszych wyprawach, i nie tylko, piszemy na naszym profilu na facebooku: Igi Travel Wyprawy, oraz na www.igitravel.pl.

I jeszcze trochę zdjęć:


(c) Mały Podróżnik – www.malypodroznik.pl

Share