Smoki i Smoczki – AZJA 2007 – FOTOBLOG cz. 1

[Nasza pierwsza poważna wyprawa. Internet był jeszcze w powijakach, ale udało się wysłać ponad 250 zdjęć i w miarę regularnie wiadomości – zostawiamy bez zmian jako “świadka czasów”.]

Smoki i Smoczki

Smoki i smoczki – Birma, Tajlandia, Kambodża – AZJA 2007
13.02.2007 – 08.04.2007

FOTOBLOG

Azja 2007 – cz.1 – Pakujemy się, lecimy, Tajlandia

 

Pakujemy sie….
Wyglada to troche na koniec swiata bo ilosc rzeczy jaka musimy zabrac ze wzgledu na dzieci i teren w jakim bedziemy jest straszliwa.
No ale wychodzimy z zalozenia, ze lepiej miec o jedna rzecz za duzo niz za malo….

No to idę do pracy – pozdrawiam
Krzysztof

 
Napisano: 07 Feb 2007
Mali Podroznicy w TVP 2!
Na chwile przed wyjazdem pojawiliśmy się w “Sniadaniu z Dwojka”!
Stas ciekawie sie rozgladal po otoczeniu, za to Michas…
Gdyby nie dwa aparaty foto, ktore dostal do dokladnego obejrzenia
to chyba kamery bylyby zagrozone!
Do wyjazdu jeszcze tylko 2 dni!!!

Wiecej zdjęć w dziale MEDIA…. 

Napisano: 11 Feb 2007
Witajcie z Bangkoku!!!
Dolecenie tutaj z dwojka urwisow zapowiadalo sie karkolomnie, ale okazalo sie, ze wbrew obawom, poszlo nam calkiem sprawnie.
Do Wiednia dolecielismy szybko i mielismy 2.5 godziny postoju. Niestety na lotnisku prawie wszystko bylo pozamykane wiec czas do odlotu spedzilismy na bieganiu za Michalkiem, ktory na pustym lotnisku z granitowymi polerowanymi posadzkami pobijal wszelkie rekordy w szybkosci biegania. Tak sie zmeczyl, ze zasnal jak kamyczek jak tylko wystartowalismy do Bangkoku. Airbus 340 nie jest zbyt komfortowy, ale Stas dostal super kolyske i spal w niej jak aniolek, Michalek przytulony na tacie lub mamie i tak nam mijal czas do…. 4.30 rano (czasu PL)… Wtedy obudzil sie Michalek i stwiedzil, ze musi sie pobawic, pokazac swojemu misiowi samolot,… z kazda chwila mial wiecej sil a my czulismy sie jak zombi…. Szczesliwie zasnal i zbudzil sie dopiero na chwile przed ladowaniem, nawet sniadanie go nie ruszylo….
Na lotnisku czekala nas Mila niespodzianka, bo spotkalismy sie z czekajaca na nas reszte ekipy. Oni lecieli dalej, My zostajemy w Bangkoku na 4 noce i pewnie spotkamy sie w Rangunie lub gdzies w Birmie. To na razie tyle na szybko z Mary V House idziemy na piwo i osmiorniczki a jak zgramy cos z cyfraka to wyslemy w kolejnym poscie zdjecia z samolotu….
Napisano: 14 Feb 2007
Obiecane zdjecia z dolotu do Bangkoku…..

Pierwsze trzy zdjecia to nasze gniazdo w locie Wieden – Bangkok.

Bangkok – Witamy w nowym porcie lotniczym!

Pierwsze spotkanie z nowa kultura….

Na koniec dnia po meczacej podrozy….

Jutro Bangkok i jego uroki a teraz idziemy spac ….. PA!

Napisano: 14 Feb 2007
Bangkok – pierwszy dzien na powaznie!!!
Jak zwiedzac to tak aby poczuc to w kosciach! Robimy to co w Polsce okreslamy Swietoscia Narodowa czyli polaczeniem Wawelu z Czestochowa…
Zaczynamy od Wat Po z olbrzymim posagiem lezacego Buddy. Stas bardzo lubi ten posag bo zobaczyl, ze nie tylko on ma gole stopki….


Budda jest naprawde olbrzymi – widac to na tym zdjeciu – ponad 40 metrow!!!

Po zwiedzaniu Michalek poznal nowych kolegow, ktorzy zaprosili go do grania w pilke – tu rozgrzewka…

 

 

Potem zwiedzalismy Palac Krolewski wraz ze swiatyniami, w tym najwazniejsza w Tajlandi z posagiem Szmaragdowego Buddy. Zwiedzanie bylo poczatkowo w podgrupach bo Michalek po meczu zasnal a Stas kokietowal tysiace zwiedzajacych golymi stopkami…. No ale w koncu udalo sie przegonic cala grupa….

Na koniec wrocilismy tramwajem wodnym do domciu….
…odpoczelismy i nocny spacer i kolacja – nalesniki z bananami!!!
Jutro jedziemy do Ajutaji…
Pozdrawiamy serdecznie!!!
Napisano: 15 Feb 2007
Ajutaja cudna – warto bylo….
…wracac z niej cztery godziny.
Nawet udalo nam sie wymyslic dowcip.
– Jak miejscowi spedzaja czas w piatek?
– W samochodzie jadac na impreze…
– Jak juz dojechali to musza wracac by zdazyc na sobote rano do domu…..Generalnie bylo super – Ajutaja a dokladnie jej zabytki urzekaja…
Dojechalismy w jedynie sluszny sposob czyli pociagiem.Niby miejscowa trzecia klasa bez klimatyzacji, ale bez tloku i nawet bez upalu. Chlopaki bawily sie swietnie a pozniej spali az dojechalismy na miejsce.
W samej Ajutaji naszym celem byly ruiny swiatyn oraz cos dla dzieci czyli… slonie…..No zreszta zdjecia warte wiecej niz 1000 slow a jest juz 22.53 miejscowego czasu i czas na pozna kolacje….


W pociagu…


Nowe znajomosci – tym razem najwieksza aktywnosc przejawia Stas…


Michalek na stanowisku archeologicznym…


Stas stwierdzil, ze slonce tak mocno tu opala, ze rodzice zmienili sie prawie nie do poznania…. 😉


Takie zwiedzanie lubimy najbardziej….


No nareszcie ze sloniami !!! Nawet znalazl sie taki malusi milusi…


I mozna mu dac pieniazek…


Na koniec to co uwielbiamy najbardziej – nocny rajd po miescie oswietlonym jak dyskoteka tuktukiem – Michalek wniebowziety, tym bardziej, ze mogl wlaczac swiatelka….
Powrot dalej autobusem cool bo z klimatyzacja, za to piatkowy Bangkog stoi rura w rure wydechowa…. Z Bus Station do domu jechalismy cos kolo 1.5 godziny….. Tiiiaaaa… A narzekamy na nasze korki….
A jutro? A to zobaczymy jutro – plany oczywiscie mamy ale zobaczymy co sie uda zdzialac….
PS. A to oniec dnia na terenie jednej ze swiatyn….

Pozdrawiamy!!!

Napisano: 16 Feb 2007
SZCZESLIWEGO NOWEGO (CHINSKIEGO) ROKU!!!!
Tak, tak,…. dzis NOWY ROK wlasnie swietujemy w China Town.
Ale jest tez wazniejsza okazja: URODZINY MICHALKA !!!
Konczy dwa lata i nalezy mu sie fajny dzien.
Zaplanowalismy:
– sniadanie w knajpce na palach na rzece Chao Phraya
– wynajecie lodzi i plywanie po kanalach Bangoku z odwiedzaniem ciekawych miejsc, chociaz same kanaly sa fantastyczne
– popoludnie w China Town – fajerwerki, swiatynie, pyszne jedzonko…
– wieczor na najbardziej qltowej ulicy Bangkoku Khao San – tam po prostu trzeba byc i juz.No to po kolei lub po kanale….Kanaly sa naprawde niesamowite – warunkiem ich dobrego poznania jest wynajecie lodzi, ale lodzi niezbyt szybkiej. Taka co mknie xx km/godz. jest zla bo niewiele zobaczymy. Trzeba wziac lodz, ktora bedzie plynac wolno, ale za to da nam szanse obserwacji zycia jakie toczy sie w kanalach.
I tak bylo plynelismy niespiesznie, patrzac na ludzi, ktorych domy nie maja czesto zadnego dostepu z ladu. Tu nawet smieciarki plywaja kanalami i smiecie wystawia sie w danym dniu na pomosty. Michalek zafascynowany, chociaz troche nam sie zmeczyl i czesc dlugiej wedrowki kanalami przespal, ale na najwazniejsze atrakcje sie budzil.
Po kanalach China Town. Dzielnica chinska jest sama w sobie tak specyficzna, ze znalezlismy sie w innym swiecie. Dzialo sie wiele bo wszyscy przygotowywali sie do swietowania Nowego Roku! Oczywiscie Michalkowi mowilismy, ze wszystkie fajerwerki i petardy sa dla niego na jego urodziny….
Odwiedzilismy tez chinskie swiatynie. W jednej Minio zostal samowladnym straznikiem kadzidelek i ognia swiatynnego. Poniewaz w domu wiele razy sie juz sparzyl wiec tu wyjatkowo sprawie organizowal uklad kadzidelek przynoszonych do swiatyni w ilosciach hurtowych przez chinczykow….
Oczywiscie obiad zaplanowalismy rowniez w China Town wiec bylo troche odmiany od naszych knajpek….
No dobra wiem na co juz czekacie – zdjecia! Juz sie robi….


Targ na wodzie to juz przeszlosc – dyzurne panie robiace za Cepelie to
wszystko – targ to mozliwosc sprzedania pamiatki z lodzi,
a nie ze straganu na Khao San Road…


No dobrze ale farma wezy jest i ma sie dobrze…
Dalismy Michalka na pozarcie ale pyton nie chcial….


Stas mimo, ze cialko delikatniejsze tez nie spotkal sie z uznaniem…


Cos niebywalego…. okazalo sie ze pyton to woli trzy kurczaki na tydzien….

No i dalej kanalami i rzeka meandrowalismy po Bangkoku….

A jak skonczylismy to po obowiazkowym dopojeniu sie w naszej znajomej knajpce na palach
tramwajem wodnym poplynelismy do China Town…

Michalka peszyl poczatkowo gwar zaulkow ale jak trafilismy do swiatyni to poczul sie jak w domu…
…piroman maly…
Mianowal sie straznikiem kadzidelek swiatyni.. 😉

Oczywiscie wczesniej oddawszy ze Stasiem nalezna czesc dobrym Bogom mieszkajacym w swiatyni…

Stas dostal super chinska czapeczke i lamal serca wszystkim spotkanym Chinczykom…

Michas stwiedzil w China Town Jest u siebie….

Nadszedl czas na obiad….. tata uczy…

…ale po chwili Minio wiosluje paleczkami tak, ze Chinczycy nie moga sie
odpowietrzyc ze zdumienia….

Znajdujemy dla Stasia odpowiedniej dla niego wielkosci zabawke, przy jednej ze swiatyn…

a pozniej przensimy sie na Khao San Road – siedzimy tam az do nocy saczac piwko,
a chlopcy: newer ending broken hearts… 😉

Co dalej? Cel: Birma!!!!

Pozdrawiamy serdecznie…

PS. Teraz moze nie byc tak cudnie jak w Bangkoku z laczami internetowymi wiec czekajcie cierpliwie w przynajmniej z wiekszych miast Birmy cos uda nam sie przeslac….

Napisano: 17 Feb 2007

Przejdź do: strona główna …:::… FOTOBLOG cz. 2 …:::…

(c) Mały Podróżnik – www.malypodroznik.pl – wszelkie prawa zastrzeżone

Share