RUMUNIA – Drakula i malowane klasztory – cz.2

RUMUNIA 2007 logo

RUMUNIA
WĘGRY/Tokaj – FOTOBLOG cz. 2 – 25.07.2007 – 15.08.2007
In vino veritas…
29.07.2007 – do Tokaju (Węgry)
Jak jesteśmy na Podkarpaciu to Tokaj można wspominać już na rynku w Krośnie. To nie fasady krośnieńskich kamienic były pierwsze w kierunku rynku ale wejścia do piwnic z przednim węgrzynem dostarczanym przez przęłęcz, którą będziemy wkrótce jechać. Przełęcz Dukielska dziś bardziej znana jest z walk podczas I i II wojny. Chociaż Polacy trochę nawiązują do dawnych tradycji przywożąc przez nią piwo i rum ze Słowacji.
Przez Słowację pędzimy całkiem szybko pomimno wybrania bocznych dróg. Prikra, Bodrużal Komarniki to przecież nazwy doskonale znane tym, którzy wędrowali tu z plecakami.
Zatrzymujemy się przy najpiękniejszych cerkwiach w okolicy i prujemy dalej. Wreszcie Tokaj. Kwatery nie mamy, ale co tam….. Najpierw trzeba przejść głowną ulicą w tę i z powrotem – na szukanie noclegu czas się znajdzie później. No i znalazł się, ale nie było to takie łatwe. Wysiłek opłacił się bo pokój mamy 50 metrów od placu przed kościołem, czyli ścisłego centrum Tokaju.
Tokaj piękny jak zwykle, ale trochę wymarły. Właściwie poza Polakami i kilkunastoma turystami innych nacji nie ma nikogo. Wszystko zamykają ok. 20.00. Ledwie zdążyliśmy do Piwnic Rakoczych. Odwiedzamy inne knajpki gdzie nie wypada nie wypić lampki przedniego wina…. Cudny kraj, cudne miejsce… Siedzimy na schodach kościoła i czekamy na zmierzch i zapalenie się lamp.
Pusto, cicho – nawet nas to irytuje bo taka turystyczna mekka bez turystów to marnie na zdjęciach wychodzi. Wreszcie słychać rozbawione głosy większej grupy wędrującej główną ulicą. Jak podeszli bliżej słychać polskie głosy. Okazuje się, że są wśród nich znajomi. Robert z którym spotkaliśmy się ostatnio we wspomnianym Domu na Łąkach jest z ekipą ponad 30 osób jadących trzema busami m.in. do…. rumuńskiej Bukowiny. Spotkamy się jeszcze raz tym razem w Nowym Sołońcu. Pełni wrażeń idziemy spać po uroczej kolacji, której przygląda się piątka bocianów stojących na okolicznych dachach. Czas na zdjęcia…

Staś w Staśkowcach
Michałek też musi bratu zrobić zdjęcie

 


Serce Tokaju – fragment głównego placu przed piwnicami Rakoczych.

 


Ja sam!!! To hasło Stasia wędrującego po Tokaju.

 


Ulice ulicami, zabytki zabytkami ale czas zasiąść w piwniczce…

 


Jak będziecie dorośli to też spróbujecie pysznego wina.

 


I znowu wędrówka po uliczkach.

 


Tokaj opanowany przez Polaków. Dementujemy pogłoski, że nasze dzieci nie mają koszul bo je przepiliśmy. Kąpali się w fontannie a trudno bawić się w mokrym ubraniu. Noc rewelacyjnie ciepła. Można zrozumieć krzaki winogron dlaczego właśnie tu tak obficie i pysznie owocują.

 


Staś podczas kolacji idzie na całość – chleb zjada w całości….

 

30.07.2007 – do Nowego Sołońca (Rumunia)
Tokaj zmienił się diametralnie…. Wczoraj wieczorem było upalnie, chłopaki po kąpieli w fontannie biegali pół nadzy a dziś… Bociany klekocą przeklinając siąpawicę z nieba… Jemy śniadanie w ogrodzie bo jest chwila przerwy w deszczu i jedziemy.
Do Sapanty w Rumunii dojeżdżamy błyskawicznie i zwiedzamy “Wesoły Cmentarz”, który faktycznie robi niesamowite wrażenie. Obiad w “penzion” połączony ze zwiedzeniem “izby pamięci” czyli zachowanej z pełnym wyposażeniem w niezmienionym stanie izby, w której mieszkali pra…pra… pradziadkowie obecnych mieszkańców.
Po Sapancie patrzymy na mapę i liczymy, że już za chwilę jesteśmy w Bukowinie. No i niespodzianka. W górach mgła z widocznością na max. 30 metrów, do tego straszliwe dziury w drodze a dalej tylko gorzej bo droga w przebudowie i trzeba czekać na światłach mijanek… A na koniec uwierzyliśmy, że damy radę pojechać na skróty przez góry ale po trzech próbach grzecznie wróciliśmy na główną drogę i pojechaliśmy jak Pan Bóg przykazał. Może gdyby było sucho a nie waliły pioruny i lał deszcz to by się udało – jutro sprawdzę jak wygląda skrót do Monasteru Góra Humorli – może da się przejechać, byle tylko wydrapać się na przełęcz a jest tam z pieca na łeb więc podjazd dość problematyczny.
No dobrze – czas na zdjęcia…

Sapanta – najweselszy cmentarz Europy.

 

 

 

 

 


Ostatni widok naszej drogi w Górach Maramuresz.
Za chwilę wjedziemy w takie chmury, że jak widoczność
sięgnie 30 metrów to już będzie dobrze…


Zobacz dalej: FOTOBLOG cz. 3 lub: strona główna, fotoblog cz. 1

(c) Portal Małego Podróżnika

Share

Zapraszamy do naszego sklepu internetowego NAMIB.pl!