SZWECJA – Varning Barn! – BLOG dzień 2

SZWECJA Varning Barn baner

Wyprawa do SZWECJI – Varning Barn!
BLOG dzień 2
czerwiec 2009

Budzi nas słońce wpadające do kabiny. Piękna pogoda! Słońce i błękitne niebo!

Ląd na horyzoncie! Szybkie śniadanie i czas na zdjęcia z pokładu Nie zabrałem kurtki i to był błąd! Wieje jak…. jak to na morzu i temperatura ok. 10 stopni! Płyniemy między wyspami więc nie mam czasu na powrót do kabiny po kurtkę. Szczękam zębami, złorzeczę i fotografuję. Wreszcie terminal. Biegnę się ogrzać i zrobić zdjęcia przez okno kabiny, które szczęśliwie wychodzi na dziób promu. Jesteśmy spakowani więc patrząc co się dzieje na lądzie czekamy na komunikat o udostępnieniu pokładu samochodowego. Schodzimy z bagażami, pakujemy się i po 5 minutach możemy zjeżdżać na ląd.

Początki na drodze trudne bo wszyscy jeżdżą tu do bólu przepisowo. Jak 50 km/h to pięćdziesiąt i już…. Nikt nie wyprzedza, nie denerwuje się. Odkrywam, że chyba nie mam takich biegów w samochodzie aby dostosować się do powolnej jazdy. No i jeszcze te święte krowy tj. piesi i cykliści…. Drogę, którą w Polsce pokonuję w godzinę tu będziemy robić w trzy lub więcej. Mandaty niestety dają tu tak solidne, że można ogłosić bankructwo….

Parkujemy na rynku w Karlskronie. Trafiamy tu idealnie bo właśnie będzie poranne wciąganie flag na maszty. Karlskrona piękna. Piękna bez zastrzeżeń. Położona na 30 wyspach przypomina Wenecję chociaż to takie wyświechtane porównanie. Zresztą kanałów jak w Wenecji tu za wiele nie ma. Raczej przesmyki między zielonymi wyspami z kolorowymi domami. Pięknie, przepięknie!!! Kiedy już nasyciliśmy wzrok krajobrazem czas na wnętrza.

Najpierw odwiedzamy Blekinge Muzeum. Tu gwoli wyjaśnienia nazwy Blekinge – to jeden z regionów Szwecji. W Muzeum dowiadujemy się o początkach osadnictwa tutaj, początkach miasta oraz o dawnym i obecnym życiu mieszkańców. Michaś i Staś zachwyceni bo co dwie sale mają kącik dla siebie z różnymi grami i aktywnościami natomiast po zwiedzeniu wnętrz idziemy do barokowego ogrodu na tyłach pałacu i Muzeum. Do ogrodu nie dochodzmy bo droge zagrodził nam muzealny plac zabaw. Domki, model wiatraka, żaglowa łódź i… wędki. Wśród wielu ciekawostek właśnie wędki wzbudziły w chłopcach wielkie namiętności. Może i to normalne bo przecież sportowy i nie tylko połów ryb jest w Szwecji bardzo popularmy. Wędki w muzeum to bambusy ze sznurkiem i haczykiem z drutu a ryby są wycięte w drewnie i mają w pyszczku metalowe kółka za które trzeba je złapać. Śmiechu co niemiara a szczególnie wtedy kiedy udaje się wyciągnąć dorodnego łososia….

Po Blekinge muzeum oglądamy kilka zabytków i podziwiamy widoki na różne wyspy. Kiedy zbliżała się pora obiadowa czas na ogromne zaostrzenie apetytu w Muzeum Marynistycznym. Budynek zbudowany na palach nad wodą. W trakcie zwiedzania schodzi się w dół pod poziom morza aby podziwiać jak wygląda wrak statku sprzed kilku wieków przez okna w podwodnym tunelu. Udało nam się widzieć nawet morskiego okonia. Muzeum fantastyczne. Bardzo ciekawa ekspozycja i bardzo różnorodna. Warto zapamiętać: Największe głupstwo jakie można zrobić w Karlskronie? Nie pojść do muzeum marynistycznego!

Chłopcy super szczęśliwi bo mama zgodziła się zejść trzy razy do podwodnego tunelu, a Staś zobaczył pięknego okonia morskiego.

W muzeum…. jemy też obiad. Zachęceni wielką liczbą osób jedzących tam wiemy, że będzie tanio i dobrze no i nie myliliśmy się. Płacimy wejściówkę i mamy piękny szwedzki stół. Na zimno, na ciepło, na słodko,… Obiad pyszny!!!

Z pięknej Karlskrony ruszamy dalej. Ponieważ była to atrakcja jednak bardziej dla nas a nie dla chłopców postanawiamy zawieźć ich do Barnes Gard. To taki raj gdzie dzieci trafiają za życia i są wyciągane z niego przez rodziców po paru godzinach pobytu. Głównym motywem parku zabawy jest… farma. Np. podstawą do mniejszej zjeżdżalni jest stary traktor a do długich zjazdów w kilka stron…. kombajn.

Ale dla chłopców to nie są najważniejsze zabawy. Nawet zwierzątek typu kicające króliki nie zauważyli! Najpierw zafascynowały ich koparki. Jak prawdziwe! Trzy dźwignie, qpa piachu i super zabawa. Szybko opanowali zależności miedzy łyżką, wysięgiem ramienia i jego wysokością i długo, długo, przesypywali piasek.

Ale najwięcej czasu spędziliśmy na torach do jazdy samochodami. Długie trasy i…. Michałek na zielonym TIRze z żółtą naczepą, a Staś na czerwonym z białą naczepą szaleli jak najlepsi zawodowi kierowcy. Staś nas zaskoczył bo błyskawicznie opanował sztukę jeżdżenia i nie wypadał z trasy, która był pełna zakrętów i nawet przejeżdżało się przez wąskie wnętrze magazynu.

Drugi tor to jazda traktorami z przeczepami. Przyczepy super! Na jednej piętrzą się warzywa, na innej truskawki, kolejna to drewno a jeszcze inna pusta na skoszoną trawę. Na tym traktorze jazdy spróbowała nawet Ania wożąc zamiast trawy Michałka i Stasia!

Jeszcze ogromny nadmuchiwany zamek i trampoliny wielkości małego boiska gdzie jednocześnie może ćwiczyć nawet i 30 osób! Natomiast jedna rzecz wzbudziła naszą grozę i nawet dreszcze!!! Baseny z ogromnymi zjeżdżalniami, w których pluskali się Szwedzi. Wiaterek, ok. 12 – 15 stopni a ci szaleją na basenie. Fakt, że polarny wyż czy niż spowodował, że mamy nad sobą błękitne niebo i słońce, ale temperatura niestety też przypełzła z polarnych rejonów…

Z płaczem opuszczamy park zabaw (tzn. chłopcy płaczą wyganiani z raju) i jedziemy dalej eksplorować Blekinge – jeden z dwóch regionów Szwecji po których przyjdzie nam jeździć na tej wyprawie.

Im dalej od Karlskrony tym mniejsze zaludnienie chociaż i tak te średnie ok. 22 osób na kilometr kwadratowy to niewiele. Wioski liczące po kilka, kilkanaście domów, pojedyńcze farmy i domy letniskowe w sielskim krajobrazie. Soczysta zieleń, często pojawiający się błękit wody, ukwiecone łąki a nawet kwitnące całe drzewa to uroki czerwcowego wyjazdu.

Aaaaaa!!! I jeszcze zaponiałem napisać o Bałtyku!!! To nie jest to buro-szare coś, ale nawet w ruchliwej portowej KK woda jest przezroczysta i pełna życia. A w zatoczkach ozdobionych granitowymi głazami woda wygląda jak w górskim potoku.

Jedziemy wąską, krętą drogą przez lasy. Słońce powoli opada więc czas na znalezienie noclegu. Mamy w GPSie topograficzną mapę ze wszystkimi leśnymi drogami i jeziorami. Wybieramy jedno z nich i jedziemy. Górki i dołki, głazy omszałe i świecące granitową gładzią pomiędzy nimi potężne pnie drzew lub bardziej karłowate brzózki. I wreszcie jezioro. Trafiamy na brzeg z kąpieliskiem. Jest pomost, leśna toaleta, drewniana przebieralnia i miejsce na ognisko!

Bajka! Rozstawiamy namiot, gotujemy kolację a chłopcy wspinają się na poteżne głazy lub puszczają statki na brzegu.
Jezioro przepiękne ze skalistą wyspą porośniętą kilkunastoma drzewami. Przy brzegach od czasu do czasu wystają nad wodę ogromne głazy z których każdy w Polsce uznany byłby za pomnik przyrody – tu są zwykłym elementem krajobrazu. Kolacja, ognisko i “nasze” jezioro nad które pomimo weekendu nikt nie przyjeżdża. Rewelacja!

Słońce niby zachodzi ale jasno jest do 23.00. Chłopcy korzystają bo gdzie indziej mogliby o dziesiątej w nocy spławiać łódki w jeziorze bez pomocy latarek?!
Kolacja stała się dla nich atrakcją bo tata zrobił pirackie parówki. Staś zjadł trzy!

Idziemy spać tuż przed północą. DOBRANOC!!!


Płyniemy między wyspami na których położona jest KarlsKrona.
Jak inny to widok od smutnych portowych krajobrazów.


Zjeżdżamy na stały ląd – ostatnie spojrzenie na Finnarrow.


Karlskrona urzeka architekturą. Od takiej bardziej monumentalnej w rynku,…


…przez groźne bastiony w porcie…


…po drewniane, bajecznie kolorowe domy.


Przeważają kolory ze szwedzkiej flagi i charakterystyczna ciemna czerwień wpadająca w brąz tzw. czerwień z Falun….


…od miejsca gdzie wydobywano rudę żelaza stanowiącą podstawę farby.


Idziemy odwiedzić Blekinge Muzeum.


Pięknie zaaranżowane ekspozycje.


Trochę się obawialiśmy jak będą się w szacownym miejscu
zachowywać chłopcy ale….


….Muzeum pomyślało o dzieciach dając im możliwość aktywnego zwiedzania.


Najbardziej podobały im się wystawy związane z rybołóstwem.


Silnik kutra.


Dorosłym nikt nie zabrania korzystania z oferty dla dzieci.
“Mój konik, mój konik,…”… 😉


Łowienie ryb to absolutny przebój placu zabaw.


Czas na porównywanie okazów.


Staś wymyślił łowienie z konia…


Muzeum Morskie – dużo czytaliśmy o nim ale rzeczywistość przerosła oczekiwania.


Sala z modelami okrętów.


Ulubione miejsce chłopców – podwodny tunel!


Łapiemy za handszpaki i kręcimy kabestanem.


Rekonstrucja pokładu działowego pozwala łatwiej wyobrazić sobie warunki
na dawnych okrętach wojennych.


Staś wcielił się w szwedzkiego artylerzystę.
Duńska flota nie miała szans!


Powoli i niechętnie opuszczamy główny budynek….


…by odwiedzić sąsiednie ekspozycje.
Na pewno do tego muzum jeszcze wrócimy – patrz cd. relacji!


Barnes Gard – raj dla dzieci.
Koparki jak prawdziwe zatrzymały chłopców na długo.


Ale były niczym przy samochodach.


Tak wygląda szczęśliwe dziecko za kierownicą.


Staś śmiga z TIRze z niezłą prędkością. Uważaj na fotoradar!


Drugi tor to miasteczko z przejazdem wokół kościoła.


Na torze wokół farmy w miniaturze gdzie jeździ się na traktorkach.
Nawet Ania nie mogła się oprzeć i woziła chłopaków.


Michałek ciągnie kosiarkę.


Staś z dostawą truskawek.


Ogromy nadmuchiwany zamek. Tu widać jego mały fragment.
Wspinamy się po linach i… zjazd.


Kolejna atrakcja to małe boisko wypełnione trampolinami.


Drugie życie starego kombajnu.


Uwagaaaaaa! Jadę!


Bez płaczu się nie obyło przy wyjściu z Barnes Gard, ale czas jechać na nocleg.
Krajobrazy Blekinge.


Krajobrazy Blekinge.


Nasze jezioro. Tu zostajemy na nocleg.


Tata obiecał pokaz rozstawiania namiotu w 3 sekundy. Raz…


…dwa…


…trzy!


Nasz pierwszy biwak w Szwecji…


…i pierwsza kolacja.


Słońce długo nie zachodzi mamy czas na relaks – do jutra!

 


Zobacz: NASTĘPNY DZIEŃ (3), strona główna, poprzedni dzień (1)


(c) Portal Małego Podróżnika

Share