CHORWACJA – Czego nie widział Marco Polo? – HUM

 

HUM (najmniejsze miasto świata), lawenda i nie tylko!

Dzisiejszy dzień postanowiliśmy poświęcić na odkrywanie skarbów Istrii. Na początku wyruszyliśmy do wioski Vrbani koło miejscowości Viziniada gdzie jest uprawa lawendy oraz produkcja pamiątek z niej. Sandra i Danino Oklen przed pięnastu laty postanowili założyć tu uprawę tych kwiatów i z czasem stworzyli prawdziwy lawendowy raj. Mają też oliwki z których wytwarzają przepyszną domową oliwę, pola winogron oraz właśnie pola lawendy. Niestety susza jaka panuje tu w tym roku sprawiła, że lawenda była już ścięta kiedy dojechaliśmy, ale i tak w powietrzu wszędzie się ją czuło. Zostało kilka krzaczków “pokazowych” z których nie tylko my bylismy zadowoleni ale i… pszczoły. Lawendowy miód… pycha!

Po gospodarstwie oprowadziła nas Mikela, nastoletnia córka właścicieli, która studiouje w Riece, ale gdy tylko może wraca do domu. Wcale się jej nie dziwimy, bo wokół jest tak sielsko i uroczo, że aż chce się tu zostać na dłużej. Można zobaczyć pracownię, w której na maszynie do szycia powstają urocze woreczki wypełniane potem lawendą, kupić coś na pamiątę (wszystko ręcznie robione w tym doskonały olejek lawendowy), zdegustować oliwki, porozmawiać, zobaczyć rodzinne zdjęcia i poczuć klimat prawdziwej Istrii. Można przed wizytą się umówić (tel +385 98 991 37 87), ale można też wpaść bez zapowiedzi. Znajdziecie drogowskazy przy drodze z napisem: Lavanda Oklen (wioska Vrbani 3).

Wielkim skarbem Istrii jest szlak najmniejszych miast świata z najmniejszym miastem świata. Jako pierwszy odwiedziliśmy Groznjan, który jest nazywany miasteczkiem artystów. Taki polski Kazimierz nad Wisłą, tyle że nie drewniany, a kamienny i nie nad rzeką, a na szczycie góry. Można dochechać asfaltem, ale my wybraliśmy szutrową drogę. To dawny trakt o czym świadczyły kamienne koryta do pojenia zwierząt w miejscach gdzie były żródła lub okresowe potoki. Samochód nie był nam wdzięczny! Temperatura na drodze 33 stopnie! Miasto wygląda niezwykle malowniczo lub raczej drapieżnie jak gniazdo dzikich ptaków doklejone na grzebiecie górskim by panować nad okolicą. Gdy zaparkujemy auto i wyruszymy na spacer jego uliczkami zobaczymy całą masę malowniczych widoków. Nic dziwnego, skoro w większości domów działają pracownie artystyczne, a ich twórcy prześcigają się w stylowym pokazaniu swoich dzieł. To, że znajdziemy tam plątaninę wąskich uliczek i wyślizgany przez wieki bruk tego z dołu nie widać. Jest jak zwykle w tych miastach dominująca bryła kościoła otoczona domami… Ale kiedy już jesteśmy na uliczkach wrażenie jest jeszcze bardziej niezwykłe bo jak zbliżamy się do murków to widzimy ile set metrów wjechaliśmy z doliny w górę!

Groznjan był mocnym początkiem, następnie wyruszyliśmy do Motovunu, który jest jedną z wizytówek tego szlaku. Też położony na wysokim wzgórzu, opasany warownymi murami, wygląda niczymi ilustracja z bajki. Na bramie wiodącej do miasta widnieje kamienny lew wenecki z zamkniętą księgą, co oznacza, że swego czasu miasto zostało zdobyte bynajmniej nie pokojową drogą, dziś zdobywają je turyści, ale upał chyba wszystkich wystraszył nad morze, bo w mieście tłumu nie ma. Przerwę w zwiedzaniu robimy w Konobie pod Voltom czyli Gospodzie pod Łukiem. Faktycznie jest malowniczo położona pod łukiem drugiej bramy wiodącej do miasta. Co ciekawe siedząc przy stoliku można zobaczyć… loty na paraglajtach, bo miejsce to słynie z dobrych wiatrów i jest nawet wykoszona łączka do startowania. Można też polecieć takim glajtem jako pasażer i spojrzeć na miasto z lotu ptaka i nam w talerze co przyjmniej dwóch miłośników miękkiego skrzydła robiło.

A co warto zamówić do jedzenia? Oczywiście trufle z których słynie Istria. O tej porze roku jest sezon na czarne trufle, więc decydujemy się na risotto z truflami i kurczaka faszerowanego zapiekanymi warzywami i truflami. Jak smakują? Hm, najprościej mówiąc… delikatnie grzybowo! Trufle są rzadkie i są smakowo ekstraligą grzybową. Nic dziwnego, że są prawie “na wagę złota” i tak naprawdę nie dostajecie całego grzyba ale pociętego na cieniutkie plasterki prawie jak preparaty mikroskopowe. Ma to to jednak tę zaletę, że takie cieniutkie płatki trufli w dużej ilości pozwalają na zdecydowanie lepsze uwolnienie ich smaku niż gdybyśmy żuli kawał grzyba jak nie przymierzając naszego podgrzybka… Warto sprawdzić jak będziecie w okolicy co jest specjalnością dnia. Ceny przyjazne bo dania z truflami są już od 90 KN.

Na koniec docieramy do Hum słynącego jako najmniejsze miasto świata. Mieszkają tu 24 osoby i… na pewno 2 koty by tyle chłopcy wypatrzyli i oczywiście pogłaskali! Samo miasteczko jest przeurocze (dla odmiany leżące w dolinie), można je obejść dosłownie w kilka minut, a w bramie wejściwej są kopie zabytkowych tekstów w głagolicy – najstarszym alfabecie Słowian wymyślonym w IX w. przez mnichów Cyryla i Metodego. Ich dzieło upamiętnia “Aleja Głagolicy” czyli kilka pomników tego pisma na drodze prowadzącej z Hum do Roć. Jeżeli chcecie poznać szaleństwo dróg chorwackich polecamy Wam dojazd do Hum od Rocko Polje. Droga na jeden samochód i ciekawe formacje geologiczne to zaleta dojazdu stąd. Wrócić na główną drogę można do Roć.

ZDJĘCIA:

Pole lawendy po zbiorze.
Siedziba Lavanda Oklen, sklep i wytwórnia.


Efekt zbiorów (jeden z możliwych) trafia do pachnących woreczków…


…takich jak na tym zdjęciu!


To zestaw z olejkiem lawendowym.


Mama, córki i Ania przeprowadzająca wywiad.


Dziadkowie.


O jakości tego co tu powstaje świadczą liczne dyplomy.


Lawendowy zegar.


Stylowy sklepik.


I na koniec nasza bohaterka lawenda!



GROZNJAN – dopiero połowa podjazdu, a tu….


…taka niespodzianka. Stara ciężarówka przerobiona na camper!


GROZNJAN – zapuszczamy się w zaułki miasta.







Wnętrze kościoła.


I jeszcze spojrzenie na GROZNJAN z drugiej strony.


MOTOVUN – kto chce trufle musi zdobyć miasto!


MOTOVUN – co tu pisać o historii… popatrzcie na ten bruk!


MOTOVUN – lew Św.Marka.


MOTOVUN – prawie na szczycie…


MOTOVUN – Konoba Pod Voltom – widok od…


…stołu!


Przekonanie młodych by skosztowali trufli
spełzo na niczym tj. na frytkach!


No ale my skosztowaliśmy kurczaka…


…i makaron z truflami.


Nie jestem wyleniały! Usiłuję się rozebrać – jest 36 stopni ciepła!
Nie da się chodzić w futrze!.


Widok z murów obronnych.



Wnętrze kościoła w MOTOVUN.


Biegniemy do najmniejszego miasta świata!


Ciekawe formacje geologiczne.


HUM – najmniejsze miasto świata!.


HUM – część mieszkańców to artyści.


Podróżownik też był w HUM.


W miejsskiej bramie czas na naukę głagolicy.


A kto tę klamkę we wrotach miejskich pogłaszcze
lub zrobi zdjęcie ten tu wróci!


Tu widać szerokość HUM – najmniejszego miasta świata.


Na koniec znów MOTOVUN o zachodzie słońca.

.:. POPRZEDNI (Camping Lanterna) .:. MENU .:. NASTĘPNY (ISTRIA – nurkowanie na wrakach) .:.
Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.

(c) Portal Małego Podróżnika

 

Share