INDONEZJA – wyspy BALI i GILI, SINGAPUR – 15 XI, BALI, Ubud

MP_BALI_baner250

INDONEZJA – wyspy BALI i GILI, SINGAPUR
15 XI,  BALI, Ubud

 

Ahad/Niedziela

Mam nieznośne uczucie, że zbliża się koniec wyprawy. Robimy zakupy pamiątek. Co by tu nie mówić ale takie Ubud jest naprawdę stolicą rękodzieła i handlu pamiątkami na Bali. Właściwe nie widzieliśmy poza Ubud niczego, czego by tu nie było.

Te same materiały, koszule, batiki, drewno, obrazy,… itd… itp… Szczęśliwie mamy czas więc wyskakujemy tu i ówdzie do jakieś sklepu z ciekawym rękodziełem i sondujemy ceny, zmiękczamy sprzedawców. Jak widzą nas przechodzących kolejny raz obok sklepu i pytających się o to jaka dziś cena na daną rzecz to zaczynają się łamać i kiedy przychodzi do targowania to od razu zaczynamy targi od ceny przynajmniej o 1/4 niższą niż na początku. Ani sukienkę pani proponowała za 200 000 rupii a w efekcie cena po odegraniu sceny uciśniona żona i zły mąż kupiła dwie po 50 000. Kiedy nasi handlowcy dorosną do takich targów – odpowiedź znam – nigdy!

Trafiliśmy do Ubud Art Market. Porażające miejsce. Towaru tyle, że nie zawsze jest miejsce by się z kimś minąć. Jest tu wszystko. Dziedziniec, partery “galerii handlowych” i piętra. Cały budynek z dziesiątkami sklepików z materiałami. W wielu jest to samo ale trafiają się rarytasy. Trzeba wiele samozaparcia i czasu by przejść wszystko o przejrzeniu nie wspomnę. Jest straszliwa ilość tandety ale są tu również malutkie sklepiki artystów. Trafiliśmy na taki jeden i serce zabiło szybciej… Ale inaczej targuje się z handlarzem typowym, a inaczej z artystą. On doskonale znał wartość swoich dzieł i skoro go głód nie przycisnął to po co ma sprzedawać swoje dzieła tanio skoro wie, że są piękne…

Dzień basenowo-handlowy nam się zrobił. Stasiek idzie śladami Michałka i jako młodszy brat ma łatwiej. Popatrzy, posłucha i chlup… Dziś trenował nurkowanie na głębokość 2m. Mnóstwo razy. W masce szybko opuszczał się na dno po drabince basenowej, rozglądał się na dnie i wypływał. Co ja robiłem jak miałem 3.5 roku??? Na pewno nie umiałem nurkować!

Poszliśmy na kolacyjkę do Art Kafe. Chłopcy po basenie kategorycznie zażądali jedzenia. Do smutnej hotelowej nie dam się zaciągnąć a Art Kafe ma urok. Był już wieczór. Podłączono pod nagłośnienie akustyczną gitarę, na której balijczycy świetnie grali i… śpiewali. Hity The Beatles w ich wykonaniu… baja… Coś jak na japońskim karaoke. Wracamy po nocy i jeszcze dobijamy targu z “babcią”. Starsza pani pilnuje wielkiego sklepu z pamiątkami. Ma centralnie umiejscowione gniazdo z TV i lustrem by widzieć zakamarki sklepu. Sprzedawca i ochrona w jednym. Byliśmy wczoraj i była komunikatywna. Dawała się przekonać, że lepiej sprzedać taniej niż potykać o setki nie sprzedanych rzeczy. Wczoraj zbiliśmy cenę o 1/4, dziś doszliśmy do prawie połowy tego co wczoraj po rabacie. Miło.

Acha! Zapomniałem, że dziś jest w Ubud dzień suficki. Tam gdzie byliśmy na tańcach teraz wali muza na maksa, kolorowe światła. Publiczność w ekstazie bo wstęp for free. Transmisja w TV. Na scenie kręcą się … sufitki w zwiewnych szyfonach. Się dzieje! A tak poza tym to mamy jeszcze festiwal medytacyjny. Medytacja ta polega na zorganizowanej na wielkim boisku imprezie ze sklepikami pod parasolami z różnymi mikturami i pokarmem sprzyjającymi medytacji. Jest też scena. Madytacja polega na darciu się jakby ich zarzynali “hare,…hare,… kriiiiiiszzzzzna, hare….”. Charkot głośników dodaje temu dodatkowej upiorności, później są śpiewy w stylu bolywood a później nawiedzeni się chwalą, który w tym jazgocie jest na wyższym poziomie medytacji… Co za obciach,… A myśleliśmy, że będzie coś ciekawego do zobaczenia. Tyle to ma wspólnego z medytacją co nasze seriale telewizyjne ze sztuką filmową.

Wracamy do hotelu. Palimy kadzidełka, chłopcy zapalają i gaszą świece na naszym tarasie. Oglądają jakie zdjęcia trafiły do blogu. Dzień kolejny minął….

PS. ALE LEJE!!! Duchota była straszna dzisiaj no i musiało się skroplić. Jedna kropla a za nią Niagara! O 23.oo jak lunęło! Najpierw był ot deszczyk a po chwili… Otwarły się niebiosa! Mamy nadzieję, że wypada się do rana. Ubud będzie czyściutkie aż miło. Ciekawe jak tam idzie im medytacja na boisku… 🙂 Ci przynajmniej ze stopniem pierwszym nie powinni takiego deszczu zauważyć. Jest tylko problem, że boisko jest ze dwa metry niżej niż ulice – może zalać! Restauratorzy i taksówkarze cieszą się. Jedni zamówią kolejnego drinka lub piwo a inni wrócą samochodem.

Zdjątka:

 
Ubud Art (i nie tylko art) Market.
Zakreśl prawidłową odpowiedź. Podoba nam się:
A. Budda z lewej
B. Budda z prawej
C. żaden
D. oba wizerunki


Każda okazja do zabawy jest dobra.


Lody = dzieckouspokajacz.


Nocne Ubud.


Dzień suficki.


Plac zabaw.


Inny plac zabaw – małych piromanów.


Nocna ulewa. Nie dało się wyjść poza nasz taras z aparatem.

 

 


…:: kolejny dzień :::: strona główna :::: poprzedni dzień 14 XI ::…

(c) Portal Małego Podróżnika

Share