INDONEZJA – wyspy BALI i GILI, SINGAPUR – 19 XI, Bali > SINGAPUR

MP_BALI_baner250

INDONEZJA – wyspy BALI i GILI, SINGAPUR
19 XI,  Bali > SINGAPUR

 

Taki dzień, że nie ma za bardzo o czym pisać. Putu był za 10 minut 5.oo rano. Wrzucamy rzeczy do samochodu. Ostatnie serdeczne zdania i życzenia, uściski.

Bardzo nam Putu przypadł do serca i trudno przecenić jego udział w poznaniu Bali. Dzięki niemu odkrywaliśmy nieprzetarte szlaki w środkowej i północnej części wyspy. Jeżeli będziecie chcieli wynająć samochód weźcie jego! Naprawdę nie będziecie żałować! O świcie przejazd na lotnisko z Kuty to raptem z 10 minut jazdy. Wyładowujemy bagaże, klakson, machamy do odjeżdżającego Putu…

Lotnisko puste. Aż się zastanawiam czy aby na pewno jest nasz lot. Ale jest! Kolejne bramki i patrzymy jak nam przygotowują samolot. Wsiadamy bezpośrednio z płyty lotniska co dla chłopców jest wielkim przeżyciem. Mają samolot na wyciągnięcie ręki. Wsiadanie rękawem nie ma takiego uroku. Piloci AirAsia z fantazją kołują po lotnisku i po chwili nasz samolot wyjeżdża prosto w ocean. To ten nasyp przedłużający pas startowy. Zakręcamy i widzimy port w Jimbaran. Przecież jeszcze wczoraj tam bylismy!!! Samolot nawet się specjalnie nie zatrzymywał. Ryk silników i szybko, ostro w górę. Po chwili domy zostają daleko w dole. Jakaś świątynia zagubiona w większej plamie zieleni. Wszystko zaczyna się rozmywać. Po dwóch, trzech minutach, kiedy nagraliśmy wysokości – zaglądamy do kraterów wulkanów, podziwiamy dumną sylwetkę świętej góry Agung. Jeszcze minuta i od Bali oddziela nas pierzynka chmur. Pozostały wspomnienia, pamiątki a przed nami 2.5 godziny lotu do Singapuru.

Godzina 9.17 lądujemy w Singapurze. Taxi do Little India i… co dalej? Śniadanko w jedenym z indyjskich fastfoodów i idziemy na zakupy i zwiedzanie Mustafa Center. To takie jakby dawne warszawskie Domy Towarowe Centrum tyle, że towaru tak ze sto, dwieście razy więcej. Dział spożywczy ma ze 250 m długości przez dwa budynk1. Regałów tyle, że przejścia tak wąskie, iż trudno się minąć dwóm osobom. Daktyle zajmują kilkadziesiąt metrów dwustronnego regału. Jedno piętro może każdą kobietę przyprawić o palpitacje – tylko złoto i biżuteria! Elektronika i sprzęt foto droższe niż w Polsce. Ciekawe za to są różne gadżety elektryczne, które u nas tylko przez alledrogo można kupić. Trafiamy do działu sport/basen gdzie są świetne zabawki na basen. U nas nie do dostania. Kiedy chcemy wyjść aby pojechać do Chinatown na obiad okazuje się że leje. Jedno z wejść do Mustafa Center jest na wprost wejścia do naszego hotelu po drugiej stronie ulicy. Stoimy patrząc na nie przez ścianę deszczu i zastanawiamy się czy biec. Ale po dwóch metrach bylibyśmy mokrzy więc…. wracamy do Mustafy. Po pół godzinie deszcz ustaje, ale pogoda taka, że o naszej ulubionej Food Street nie ma co nawet myśleć. Obiad będzie więc hinduski. Później wracamy do hotelu i chłopcy padają spać. Ostatecznie dzień zaczął się o 4 rano.

Zdjątka:


Wymarłe o świecie lotnisko w Denpasar.
Chłopcy jak zawsze zachwyceni kiedy wsiadamy do samolotu
z płyty lotniska i można obejrzeć samolot z bliska.
Kołujemy na start.
Bali pod nami.


Kiedyś tu jeszcze wrócimy – do zobaczenia!


Singapur – statki na redzie.


Nasz samolot z Bali.


Przed nami ze 2 km do wyjścia.


Dzicy i nieodpowiedzialni ludzie nastawiali na Chiangi Airport
kiosków z bezpłatnym internetem. U nas na “kurnik Okęcie” nie dorośli umysłowo
nawet by zapewnić płatny i działąjący.


Idą święta.


Mustafa Center – chłopcy kupują sobie gadżety.

 


…:: kolejny dzień :::: strona główna :::: poprzedni dzień 18 XI ::…

(c) Portal Małego Podróżnika

Share