SINGAPUR w drodze na Bali – część 2

SINGAPUR w drodze na Bali – część 2

 

SINGAPUR’u ciąg dalszy (Sentosa i nie tylko)

W nocy zbudził się Michałek chętny do zabawy – jet lag (patrz na marginesie). Zabawa trwała długą więc spaliśmy również całkiem, całkiem,… Na 100% przespaliśmy poranne karmienie słoni w ZOO więc zmieniamy plany, które i tak mieliśmy mgliste straszliwie i…

Najpierw idziemy do naszego indyjskiego fastfoodu. Rano nie ma co szukać nowych knajpek, trzeba zacząć dzień pewnym pysznym jedzonkiem. Mniam! Samosy! A jaki sos do nich! Onion rings! Cebulka się rozpływa z ciasto kruche! Powinni w Polsce zrobić dla azjatyckich restauratorów wolną strefę ekonomiczną i dawać wszelkie ulgi! Przyjeżdżajcie i karmcie nas w Polsce. Wykończycie te dziwolągi restauracyjne pleniące się po naszych miastach mające za swoje hasło: “Dać mało, wydziwaczone i oskalpować klienta!”. Tu odwrotnie: “Nakarmić pysznie i dużo za niewielkie pieniądze…”

Przy posiłku wymyślamy co dalej z tak pysznie rozpoczętym dniem…. Sentosa! Upał jak… więc najlepiej zanurzyć się w oceanie. No ale damy się wcześniej sponiewierać miastu i pokażemy chłopcom kawałek Singapuru taki jaki najczęściej widać na pocztówkach.

Prosto z drzwi knajpki wsiadamy do taksówki. Taksówki są tu nie najtańszym, ale również niezbyt drogim środkiem komunikacji jeżeli nie mamy za dużo czasu lub… dwoje małych dzieci. Może parny upał jest cudowny na wszelkie płucne dolegliwości, ale jednak też męczy a taxi klimatyzowana pozwala na trochę oddechu i podziwianie miasta.

Z fasonem zajeżdżamy pod wieżę One – Pierwszy – z czterech wieżowców korporacji Suntec. Wachlarzem otaczają coś co kiedyś było największą fontanną świata. Teraz chyba Dubaj i takie tam,… zafundowały sobie większe ale ta nadal jest atrakcją Singapuru.

Schodzimy pod ogromny ring spoczywający na czterech pylonach tam tryska Fountain of Wealth. No i pytaanie dla kogoś kto tu na chwilę trafił kto tu kogo w balona robi???!!! Na średnicy 4m tryska sobie takie coś…hmmm… No może fajne bo woda tak natleniona, że w dotyku jak pewnie włosy anielskie ale tryska do pasa i (???) to ta wielka fontanna?! Trzymamy ręce w wodnej kipieli i zgodnie z miejscowym obyczajem obchodzimy ją dookoła trzy razy – wtedy pomyślane życzenie na 100% się spełni.

Za chwilę wołają nas, że będzie CLOSED i abyśmy wyszli już. Złośliwie myślę, że prezes Suntec’a teraz zejdzie przed lunchem i będzie białe kołnierzyki moczył i pląsał trzy razy dookoła na intencję końca kryzysu ale zdjęcia skończone z poziomu H2O więc czas na wyjście poziom wyżej. Podziwiamy płaskorzeźby ważnych zwięrząt, okrążam ze Stasiem cały górny poziom i…. jak nie walnie…

A no właśnie! Przecież jest południe i czas pokazać możliwości fontanny! Z ogromnego ringu spadają kaskady wody, które zmyły by nas gdybyśmy zostali na dole… Ale widok! Napatrzyliśmy się i osłabili biegając dookoła więc czas na transfer pod Victoria Hall i Muzeum Cywilizacji Azjatyckiej tam ciąg dalszy dreptania a chłopcy nie w sosie… Nie chce im się… Zmęczeni… Pierwszy dzień zawsze najtrudniejszy. I bunty! Nie na zasadzie siądę i ryczę, że nie idę ale albo mam ochotę iść ale w inną stonę lub mam ochotę grzebać patykiem w piachu i niech mi ktoś przeszkodzi! Tempo masakrycznie wolne. Ale zdobywamy kolejne przyczółki tym bardziej, że atrakcji dla takich małych zbójków sporo. Pomniki pod Muz. Azjatyckim, most pod którym pływają statki wycieczkowe, pomnik kota, dzieci skaczących do wody, targujących się nad rzeką, ptaka, rybaka z psem,…. Samymi pomnikami da się zachęcić do marszu.

Po drodze postój w knajpkach nad Boat Quay gdzie trzeba dobrze patrzeć gdzie się siada po butelka piwa z 6 awansowała na 20 dolarów! Rozbój! Knajpki prowadzą potomkowie dawnych piratów…. 😉 Ufff!!! Metro pod Coleman Bridge! Jak tu cudownie chłodno! Jedziemy na Sentosę! Przesiadamy się do Sky Train’a i po kilkunastu minutach Sentosa Welcome!

Sentosa to wyspa w całości przeznaczona na relaks i zabawę dla mieszkańców Singapuru i turystów. To takie państwo w państwie. Ma własną komunikację, organizację, ochronę itd… itp… Ma piękne plaże z piaskiem zaimportowanym z Malezji i całe mnóstwo atrakcji dla małych i dużych. Dzieci uraduje plaża i kąpiel, warto też odwiedzić tutejsze oceanarium.

Na wyspie jest też delfinarium, które odwiedziliśmy. Niestety zwierzęta tak jak w innych tego typu miejscach do dyspozycji mają bardzo małą przestrzeń (mimo, że to odgrodzona zatoczka, a nie basen) i są zmuszane do cyrkowych sztuczek. Dzieciom to się spodoba, ale im więcej my jako dorośli wiemy o takich miejscach (jak pozyskuje się do nich zwierzęta oraz jak okrutnie czasem są w nich traktowane) tym więcej widzimy powodów by ich nie odwiedzać. To była nasza pierwsza i ostatnia wizyta w delfinarium.

Po pokazie mieliśmy może z 200 metrów do plaży z palmami, złotym piaskiem i cudownie ciepłą wodą. No tam pełnie szczęścia! Woda ze 28 stopni ciepła więc zupka cudowna, falochron nie dopuszcza większych fal i żadnych pływających śmieci na plażę – bajka! Chłopcy wszelkie cuda wyczyniali. Mieli na rękach nadmuchiwane pływaczki więc czuli się pewnie i bawili super samodzielnie chociaż oczywiście my sami siedzieliśmy cały czas w wodzie. Za taką cudowną, słoną wodę w naszych Spa trzeba sporo (słono) płacić a tu proszę… ocean gratis jeżeli nie liczymy wstępu na wyspę… 😉

Mija godzina za godziną aż stwierdzamy, że czas na oceanarium. Zapadł zmierzch kiedy ze śpiącym Michałkiem i podsypiającym Stasiem dojeżdżamy wyspiarską kolejką na drugi koniec wyspy do Underwater World. MArtwimy się co to będzie. Mamy kupione bilety ale chłopcy mało przytomni ale nagle jakby poczuli kolejną możliwość dobrej zabawy. Budzą się gotowi do akcji i w świetnych humorach!
Oceanarium warte grzechu przede wszystkim z powodu podwodnego szklanego tunelu, który na połowie na…. ruchomy chodnik, a na drugiej zwykły. można albo stać i jadąc powoli podziwiać pływające ryby albo jak zobaczymy coś ciekawego to zeskoczyć aby dokładnie się przyjrzeć. Tunel jest z wieloma zakrętami i można nim jeździć w kółko. Szczęśliwie jesteśmy około ósmej wieczorem w dzień powszedni więc nie ma wiele osób. Chłopcy przejechali kilka razy tunel mając oczy wokół głowy. Kikla razy obiegli tunel płosząc innych turystów. No i wreszcie zmęczeni dali się wyprowadzić.

Kolejka wyspiarska dowozi nas do podniebnego Sky Train’u, ten do metra, a metro do Little India. Mieliśmy jeszcze iść na kolację ale plaża i oceanarium zabrała nam kawałek dnia i nagle mamy 22.00! Stasia doniosłem do hotelu śpiącego, Michaś doszedł sam z mamą ale generalnie z kolacji nici… no i tu się zdziwiliśmy bo nastąpiło cudowne obudzienie już drugi raz.
Staś zaczął się bawić i stwierdził zblazowany, że nocne życie miasta go dziś nie interesuje. Michałek wręcz przeciwnie. Podzililiśmy się tak, że ja zze Stasiem zgrywaliśmy zdjęcia i ładowali bateria i pisali relację a Michałek poszedł z mamą do jakiejś garkuchni po samosy i pewnie frytki…
Po ich powrocie zostałem sam ze sprzętem foto, komputerowym i samosami na zagryzkę a Ania z chłopcami udała się na fajny murek przed hotelem z widokiemm na ulicę by…. spożyc na nim kolację…

No i to było na tyle  – zdjęcia…

 
Taxi podwozi nas pod ONE (a obok tu, tri, for…).
Jesteśmy wewnątrz fontanny.
Jakieś życzenia???.
UUuuuuuuu….


…..AAAAAAAAAAAA!!! To my! A za nami te tu i tri…


Ręka ma długo szukała i kiedy fiszaja znalazła
to od łan do for pokazała….


Chodzimy wokół fontanny…


A oto dlaczego nas z wnętrza fontanny pogonili.
Zrobili miejsce dla ton spadającej wody.


Ale!!!!


Kolejny etap wędrówki zaczyamy spod Muz. Azjatyckiego.


I już widok na kontrasty Boat Quay.


Przed każdym małym domkiem na brzegu rzeki jest genialna knajpka. Poczynając od nieporozumień jak pub angielski poprzez mnóstwo specjalizacji regionalnych i rodzajowych kuchni azjatyckiej.


Kolejny symbol Singapuru – Merlion.


Znacznie ciekawsza dla chłopców jest taka ot fontanna bez znaczenia.


Kici, kici, kici….


Koty i Staś z innej perspektywy.


A Michałek woli od kotów technikę.


Przyszliśmy z drugiego brzegu tam gdzie zółto-czerwone Muz. Azjatyckie.


Boat Quay – pub zaczyna ciąg azjatyckich pyszności dalej.


Też znany widok w S. – windy… hmm… pączki.


Tak. Pieska wolno głaskać!


Rodzice karmią dbają i…. tracą zniżki!


Ufff…. jak chłodno! Metro w kierunku Sentosy!


Każda chwila lub rekwizyt do zabawy jest dobry.


Na co Staś patrzy?…


Na delfiny. W naturze pływają ponad 100 km dziennie, tu mają niewielką przestrzeń.


Skoki przez obręcze – jedną z metod tresury do takich pokazów jest głodzenie ich.


Choć nie pisze się o tym często, ale w delfinariach zdarzają się ataki delfinów na ludzi.


Im więcej ludzi będzie odwiedzać delfinaria tym sytuacja delfinów będzie gorsza.
Uwaga! Po zmienie przepisów w Anglii nie ma żadnego delfinarium!


Nareszcie kąpiel!!!!.


Staś na coś poluje???.


Wodorościk!


Oceanarium – basen gdzie można dotykać rybki.


Kraby.


Krab gigant.


Wreszcie qltowy tunel.


Niewielki ale wrażenie robi.


Momentami trudno ich oderwać od jakiegoś miejsca.


Akwarium nad tunelem dzieli się na sekcje więc różnorodność ryb ogromna.


Zwiedzanie na zmęczonego na ruchomym chodniku.


Meduzy.


Staś i Michaś zaglądają do akwarium pod ciśnieniem….


….gdzie żyją zwierzęta głębinowe.


Czyżby Stasio znowu zachwycał się wodorostami???.


Nie!!! To przecież koniki morskie.


Kolejne akrarium gdzie można…..


….włożyć ręce a całuśne rybki cmokną jak nic….


Rafa.


Drzewka całe w światełkach – idą święta! DOBRANOC!

 

 

..::: Singapur w drodze na BALI część 1 :::: Singapur w drodze na BALI część 3 :::..

(c) Portal Małego Podróżnika

Share