NIEMCY – Wernigerode (czarownice) i G. Harz (Broken) – cz.1

NIEMCY – Wernigerode (czarownice) i G. Harz (Broken) – (w drodze z Holandii)
cz.1

W nocy się rozpadało, ale rano miało być pięknie. Zegarki zadzwoniły, wstaliśmy z Anią aby przez okna naszego domku zobaczyć jak nasz parasol na tarasie sam się rozkłada i uczy latać. Do deszczu o poranku doszła wichura. Prognozy pogody bezlitosne, kamery internetowe (meteo nie ma co wierzyć lepiej stosować metodę szkiełko i oko – przecież rano miało być pięknie) jak nie zalane to pokazują obraz miast smaganych wichrem i deszczem.

W sumie to miło, że Holandia tak się wzruszyła na wieść, że musimy wyjeżdżać, ale trochę przesadza z okazywaniem uczuć. Zamiast wyjechać skoro świt i kornikować holenderską prowincję śpimy, pakujemy się i jedziemy prosto do Niemiec. Wracamy w Góry Harz na spotkanie z czarownicami. Kamery internetowe w Wernigerode pokazują fotogeniczne chmurki i słoneczko. Nie ma rady. Opuszczamy zapłakaną Holandię i pędzimy do Niemiec. Mamy pięć godzin autostradami ale drogowcy pod Hannowerem zafundowali horror z robotami drogowymi – korek straszliwy – dokładamy dwie godziny do naszej trasy.

Nocować będziemy w Wernigerode w ferienhausie. Nasz poprzedni camping jest za daleko od okolic Wernigerode, które chcemy eksplorować. Ferienhause to dom drewniany stojący na terenie posesji. To taka miejscowa agroturystyka. Taniej niż domek na campingu a standard normalnego domu. Oczywiście pełne wyposażenie we wszystko. Właściwie z samochodu wystarczy zabrać szczoteczkę do zębów…

Wieczorem idziemy na spacer po starówce. Na rynku impreza, piwo się leje strumieniami, gra muzyka i jest pełno czarownic. Piękne uliczki Wernigerode oświetlone nastrojowymi latarniami dodają tajemniczości i uroku. Uliczki są rewelacyjne. Ania zauważyła, że nawet jakbyśmy w jakimś mieście mieli taką uliczkę to zaraz by była “złotą” i przyjmowała pielgrzymki turystów.

Na koniec robimy zakupy w “u chińczyka”, który ma długo otwarty sklep, niskie ceny i fantastyczne owoce! Dobranoc!!!

ZDJĘCIA:


WERNIGERODE (Niemcy) – Taki pociąg jeździ po uliczkach,
którymi Ty nie pojedziesz…


Trudno się oprzeć kolejnemu zdjęciu tak pięknie rzeźbionej drewnianej fasady.


Chłopcy trochę wyglądają jak gondolierzy z Wenecji.

 


Łan ojro end ju ken go…
– wersja niemiecka (moja) –
Ajne juro und sznela, sznela…
– wersja polska (też moja) –
Dawaj euro bo jak cię kosturem to…

 


One dały EURo!

 


Ona może niekoniecznie ale….
Trzyma mnie za koniec…. ogona…


Staś to się nawet boi spojrzeć!


Typowa rodzina z Wenigerode…
Family foto!


Teraz trochę zdjęć czarownic….


….ona się dopiero uczy, koleżanka no tego tam…
…no ten okularnik z takiej starej szkoły gdzie SANEPIDu
nie było bo szczury, nietoperze i inne takie..


Paniom te pająki się dopiero co wykluły….


….a Pani z prawej to swojego pajączka w ciepełku trzymała!
Kot u koleżanki nie ma szans jak nic odpowiednio wielkiego
w pajęczynę nie wpadnie!


A tobie dzidziuś rodzice pysio wymyli przed sabatem.
Dramat – moc czarów zero!


A tu może z dwóch koleżanek jakby złożyć jedną?
Zielona twarz…


…do zielonych włosów…
Nosy oba OK!


Jak widać po ww zdjęciach oryginałom żadna kukiełka niedorówna!


Panie prowadzą hodowle pająków.


Ratusz i plac….


…przed nim puste – w sam raz na rzucanie frisbi…


….ale jeszcze lepszy skwer przy kosciele!


W tle piękne, jedne z najstarszych domów w Wernigerode.


I dom z Qniem!


Diabelski zachód… będzie się działo…


Czas powoli…


…wracać urokliwymi…


….uliczkami Wernigerode…


Dziś czarownice i diabły na zamku mają imprezę!
Nikomu stać się nic złego nie może!
DOBRANOC!

.:. NIEMCY – Wernigerode, G. Harz cz.2 .:.
Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.

 


 

Share