CHORWACJA (+ Słowenia + Czechy) – dzień 5

CHORWACJA (+ Słowenia + czeski Mikulov) – 2010
dzień 5

 

O błogie lenistwo!

Jak w Puli zobaczyliśmy Rzymian skubiących winogronka w pozycji “leżeć” to natchnęło nas to na zrobienie sobie dziś dnia na luziku. Pożyjemy życiem campingowym. Wiele osób prawie nie opuszcza swoich camperów. Czytają książki, jakaś lekka przebieżka ale takiej dużej aktywności nie widać. No może przejść się na plażę i skwierczeć na słoneczku… W sumie to o to również chodzi! Nic nie musieć! Do Chorwacji przecież przyjeżdżamy odpoczywać!

Śmiejemy się, że jesteśmy jak skauci z płachtą namiotową na Manhattanie bo mamy w okolicy najmniejszy namiot. Dookoła przyczepy z namiotami tak w sumie ze 24 metry powierzchni. Nie mamy nawet krzesełek i stolika… Oldskule jakieś… Mamy za to własne drzewo po którym się schowaliśmy z naszym gospodarstwem więc mamy to co najważniejsze – cień!

Chłopcy życiem biwakowym zachwyceni. Michał potrafi skręcić kuchenkę i sami ją zapalają – jeden odkręca zawór a drugi uruchamia zapalarkę. Wczoraj ok. 23.00 zachciało im się kuskusu z czerwoną fasolą… Co ciekawe zjedli przygotowany w tempie błyskawicznym!

Camping Vestar możemy polecić każdemu. Jest tu naprawdę fajny teren pod campery i namioty. Nie ma patelni tylko wiele drzew w tym stare potężne sosny. Nawet w samo południe jest zawsze lekki przewiew i dużo cienia. Jest duży basen, panele z lodówkami (za rozsądną opłatą można mieć własną lodówkę), restauracje, sklep a na całym campingu jest zasięg WiFi (działa ze zdumiewającą prędkością). Okolece campingu również piękne bo poza Rovinj i Pulą jest wiele miasteczek pięknych chociaż nie zawsze opisywanych w przewodnikach. Przy drogach kuszą zaproszenia stylowych knajpek lub winnic. Bardzo piękne miejsce!

Rano była plaża, później przyniosłem sprzęt do nurkowania i przenieśliśmy się dalej od ludożerki mącącej wodę. Nie mam wielkich nadziei na spektakularne ujęcia podwodne (nasza zatoka to nie miejsce na snorklowanie bo jest mało skał) ale aby sprzęt się rozsechł trzeba go zamoczyć. Po obiadku chłopcy idą na plac zabaw, ale przy wodzie wszystkie “suche” place zabaw przegrywają. Idziemy zobaczyć jak się pływa w basenie, który tylko przelotnie obejrzeliśmy pierwszego dnia. Basen rewelacyjny! Inteligentnie podzielony na część płytką i głęboką. Inteligentnie to znaczy, że dziecko nie wpadnie na głęboką wodę. Na basenie sporo atrakcji dodatkowych jak całe pole bąbelkowe, mostki, słup do wspinaczki itd… Szalejemy do zachodu słońca.

ZDJĘCIA:


Tu jesteśmy.
Idziemy na plażę.


Łopatki jako wiosła i płyniemy! Michałek opanował pływanie pontonem
perfekcyjnie. Przepłynął prawie kilometr wzdłuż brzegu.


Widoki spod wody.




Rybka.


To moje ulubione – włosy Irokeza multikolorowe….


…a tu żółte.


Patrzą jakby się nie tata ale łódź podwodna wynurzała.


Poobiedni plac zabaw.



Na basenie – deszczownia.


Bąbelkowe pole.


Wreszcie tata ma taki aparat, że nie krzyczy NIE CHLAP ale CHLAP!


Fajna zabawa to skakanie od bąbelków do bąbelków….


….i bieganie.

 .:. POPRZEDNI DZIEŃ .:. strona główna .:. NASTĘPNY DZIEŃ .:.
Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.

 


(c) Portal Małego Podróżnika

Share