CHORWACJA (+ Słowenia + Czechy) – dzień 6

CHORWACJA (+ Słowenia + czeski Mikulov) – 2010
dzień 6

 

Transfer rzecz straszna…

…ale nie w Chorwacji! Mamy podad 550 km do przejechania a nie spieszy nam się strasznie. Rano śniadanie a później… pożegnanie z Rovinj. No bo jak tak można wyjechać bez pożegnania?! Kiedy zrobiliśmy juz ostatnie zdjęcia ruszamy… Nie! Nie jak najszybciej autostradą, czyli nudno, ale jedziemy drogą nad samym morzem lub sporo metrów lub setmetrów nad nim. Łza w oku mi się kręci i sięgam do zakamarków pamięci kiedy z rodzicami mając niewiele lat więcej niż Michłek jechaliśmy tą samą drogą bo łaskawe komuchy dały nam paszporty i mogliśmy ruszyć wybrzeżem Jugosławi!

Czasy inne ale piękno wybrzeża pozostało. Z tych dawnych wyjazdów nie pamiętam żadnego mostu na wyspy więc pewnie ich nie było. Teraz luksus – jak chcesz to jedziesz, jak nie to jedziesz dalej i się promujesz. Droga też nie ta co dawniej bo ta stara budziła grozę a ta niby ta sama jest w tak idealnym stanie, że mkniemy nią bez stresu choć z piskiem opon na niektórych zakrętach.

Jedynym problemem jest dojscie do wody. Niby zatoczek do skorzystania z postoju wiele ale… raz 10 a raz 100 metrów skały spadającej do wody. Dorośli dadzą radę ale dzieci gorzej… Jest i na to sposób. Po drodze jest wiele campingów takich malusich, których nie ma na mapie a one mają dostęp do wody znacznie lepszy. Są też wioski z knajpkami nad morzem i niektóre nadają się do postoju na coś dobrego do jedzenia i kąpiółkę. My korzystamy z plaży w jednej z wiosek, przerzucamy tonę kamieni do wody (inni będą mieli łatwiej), jemy coś tj. chodzimy za dziećmi szalejącymi na brzegu i wkładamy im jedzenie do buzi.

Kiedy zbliżamy się w okolice Śibenika słońce zaczyna kłaść się spać więc wskakujemy na autostradę i ostatni odcinek robimy z lepszą średnią prędkością. Zjeżdzamy z autobana kiedy pojawiają się znaki Otok Murter czyli na wyspy gdzie jest sporo campingów i mamy nadzieję na ładne miejsce bez nadmiernej “ludożerki”. Nasze założenia tj. sympatyczne miejsce i mniej ludzi spełnił camping Jezera Loviśća po prawej stronie drogi przed Murterem. Sprawdza się w tym wypadku zasada, że lepiej zapłacić więcej ale dostać również znacznie więcej niż w innym miejscu. Odwiedziliśmy trzy inne miejsca i było dramatycznie. Straszna ilość ludzi i kiepska plaża i na dodatek na jedno oczko w toalecie przypadało ze 100 osób. Oczywiście mamy na uwadze małe dzieci i ich wygodę. Jak jadą śwagry to takie niuanse na jakie my zwracamy uwagę, nie grają roli…

A nasz camping zaskoczył nas m.in. tym, że są w toaletach (męskiej i damskiej) wydzielone są części dla dzieci! Mamy małutki sedes, umywalkę i odpowiedni do tego prysznic! Bajka! Wreszcie dzieci nie czują się tu intruzami w świecie olbrzymów tylko mogą NORMALNIE korzystać z udogodnień cywilizacyjnych.

Dojechaliśmy dość późno więc stawiamy namiot i Staś podpadł za zachowanie. Ma ZOMZ (zakaz opuszczania miejsca zakwaterowania) więc już po 22.00 idziemy z Michałkiem na piwo… eeee… tzn. ja na piwo a Michałek na lody. Patrzymy na światełka Tisno i gadamy a później idziemy spać bo na jutro mamy ciekawe plany…

ZDJĘCIA:


Pożegnanie z Rovinj.
Imponujące Chorwackie drogi.


Most na wyspę Krka.


Nieliczne miasteczka na trasie.


Droga cd….


….i widoki!




Senj – 45 równoleżnik.


Senj – ciekawy drogowskaz.


Po drodze malutkie plaże…


…urocze wsie w zatoczkach…


I my znajdujemy miejsce do odpoczynku…


…i zabawy wodą.

 .:. POPRZEDNI DZIEŃ .:. strona główna .:. NASTĘPNY DZIEŃ .:.
Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.

 

 


(c) Portal Małego Podróżnika

Share