CHORWACJA (+ Słowenia + Czechy) – dzień 10

CHORWACJA (+ Słowenia + czeski Mikulov) – 2010
dzień 10

 

Zgubiliśmy samochód między Plitvickimi Jeziorami!

Głupi numer… nie ma naszego samochodu, a do namiotu prawie 200km, a do domu… lepiej nie myśleć… Ale zacznijmy od początku. Dnia poprzedniego nastawilismy budzenie na godzinę wczesną poranną. Wstaliśmy więc wcześniej niż zwykle i nawet szybko zjedliśmy śniadanko. Chłopcy widząc, że rodziców niet w pałatkie wypełzli na zawnątrz dziwiąc się trochę. Dostali propozycję zjedzenia śniadanka z czego najlepszym było siorbanie jogurtu truskawkowego. No i jedziemy!

Jedziemy Nad Plitvickie Jeziora. Niby 180 km ale mamy na większości trasy autostradę w związku z czym czas dojazdu zredukowany znakomicie, a ponadto możemy się przejechać dwa razy prawie sześciokilometrowym tunelem i pokonać chyba najbardziej “honorny” odcinek autostrady. Później już tylko z 50 km drogi o super jakości z plenerami z filmów z “Wine tou i Vino tam” i już parking U2 pod Plitvickimi Jeziorami… Ponieważ jednak dojechaliśmy później niż wielu turystów przed nami, więc objeżdżamy kolejna leje krasowe aby znależć miejsce. Parking zrobiony komicznie bo nie ma wydzielonego placu (poza niewielkim dla autokarów) ale wszystkie grzbieciki łączące leje krasowe są wyasfaltowane. Gdyby nie drzewa to widac byłoby teren jak po bombardowaniu strasznymi bombami – leje krasowe mają po 30-100 m srednicy i z 15 głębokości. Jest to istna plątanina, a w związku z tym jest mnóstwo dróg, gdzie samochodów nawalonych jak… w Plitwicach. Wreszcie jakieś miejsce, porzucamy smochód i lecimy “pi razy drzwi” w kierunku zapamiętanym jako wjazd.

Kupujemy bilety i idziemy do punktu startu (P1) gdzie stateczki przewożą turystów na drugi brzeg (punkt P2) skąd zaczyna się popularna pętla do zwiedzania jezior (od Gradinsko do Prościansko). Powrót do punku wyjścia ze stacji ST4 do ST2 kołowym pociągiem. Możliwości zwiedzania jest wiele ale ja polecam właśnie tę (podchodzimy od jednego jeziora do kolejnego) – dlaczego? Podchodząc widzimy znakomicie wszystkie kaskady duże i małe! Schodząc widzimy wszystko strasznie spłaszczone i jeżeli co chwila się nie odwracamy (męczące) to ogromna ilość znakomitych widoków nam ucieka!

Polecamy bardzo ten kierunek zwiedzania tym bardziej, że podejścia nie są męczące!!! Nasza trasa jest długa bo nie trzymamy się konkretnego szlaku ale przerzucamy się zygzakami od jednego przejścia do drugiego aby zobaczyć wszystko co najbardziej atrakcyjne. Trochę się obawiamy o chłopców bo początek był straszny – Staś na mnie, a Michaś uczepiony Ani, a w końcu również na barana, a nawet nie doszliśmy do przystani statków!

Szczęśliwie statek nam odpłynął, a na przystani były… lody! Regeneracja organizmu u chłopców natychmiastowa! Wreszcie łodzie i poczatek szlaku. Tu chłopców ruszyło! Wodospady, przypływki pod szlakiem, jeziora rojące się od ryb, ilość atrakcji niesamowita i wiecie co….. biegali przez 7 (siedem) godzin bez przerwy!!! I nie było jęczenia, że nogi bolą itd… itp…

Same Plitvickie Jezera to coś jednak innego niż wodospady rzeki Krka. Tu nie ma tej kulturowej otoczki. Macie za to tak cudowną przyrodę, że podobnej nie znajdziecie. Jeziora są na różnych poziomach. Mają niesamowicie intensywny zielony kolor. Połączenia między jeziorami, czy może to co je rozdziela, to bariery skalne, a że z góry płynie rzeka więc woda przelewa się od najwyżej położonego jeziora stopniowo coraz niżej. Ale niekiedy jest tak, że wyżej mamy większe jezioro i barierę skalną z wodospadami, a idziemy kolejną barierą skalną między mniejszymi jeziorami dostającymi wodę z tego wyżej ale…każde z tych małych jezior jest na innej wysokości!

Ryby wędkarza mogą doprowadzić do obłędu. Wystarczy wrzucić do wody kamyczek lub garstkę piasku, a dziesiątki pstrągów rzucają się w to miejsce myśląc, że właśnie topi się ich obiadek. A wielkość ryb jakie widzieliśmy w silnym nurcie – ech! Ciekawa jest również roślinność od kwiatów, krzewów przez stare buki i wyżej jodły. No ale ten zielony kolor wody… Acha! Pamiętajcie aby być tu jak najwcześniej rano!!! Wtedy najlepiej widać wodospady i kolor wody! Im później tym gorzej bo widzicie je pod słońce.

Po siedmiu godzinach wędrówki wracamy do P2, czyli naszego punktu wyjŚcia. Jeszcze czas na wspinaczkę do parkingu i… okazuje się, że po drodze jest restauracja. Z reguły nas odrzuca daleko na myśl o jedzeniu w takim miejscu bo drogo i tłum ale teraz jest prawie 19.00 ludzi prawie nie ma i przy ścieżce wisi menu i cennik bardzo zachęcające. OK! Idziemy. Okazuje się, że jest tu coś w rodzaju baru samoobsługowego. Bierzesz tacę i komponujesz sobie obiadek jak chcesz. Pod kasą woda w dzbanach i lód gratis do niej. Chłopcy zjadają spaghetti i to tak, że nic nie zostaje prawie, a porcje są duże. Pełne brzuszki pozwalają na dojście na parking bez większego problemu (siedem godzin na nogach!).

Parking opustoszał więc idziemy znależć samochód pamiętając jak jechaliśmy. Robimy jedną trasą po drogach między lejami krasowymi, drugą, trzecią… Znajdujemy miejsce gdzie zaparkowaliśmy i ma nie go!!! QRWA! Ukradli nam samochód!!! Ania również pewna – tu stał w trójkącie dróg – o tu! Wracamy do dyżurki parkingowych. Po raz kolejny tymczasem mijali nas Węgrzy usiłujący znależć wyjazd z parkingu – jeżdżą już z 20 minut… Panowie parkingowi specjalnie się nie przejmują. Po usłyszeniu jaki samochód informują, że takich to nie kradną za bardzo… Jeden z panów idzie zobaczyć gdzie stał po czym… Prowadzi nas z 700 metrów dalej na IDENTYCZNE miejsce między lejami krasowymi gdzie… jest nasz samochód! Cośmy się zestresowali to nasze! Nauka: wbij sobie w GPSa gdzie zostawiasz samochód jak zostawiasz samochód ładny kawał od wjazdu na parking! Co ciekawe jak przyjechaliśmy rano i pakowaliśmy rzeczy to przyszli po poradę Polacy, którzy już pół godziny chodzili po parkingu usiłując znależć z niego wyjście do… jezior…

Pożytek z całej sytuacji był taki, że tak mnie pobudziła adrenalina, że wracaliśmy w tempie tak szalonym i na camping przyjechaliśmy chyba w prawie o połowę krótszym czasie! Uff! Dobranoc!

ZDJĘCIA:


Ciekawe zjawisko…. most w Tisna stanął….
To chyba gra wstępna….
….tu pełne hmmm…. uniesienie…


Jedziemy autostradą. Tu powinien być pasus obrażający naszych drogowców,
których nawet Inkowie, o Rzymianach nie wspomnę, nadal wyprzedzają
w umiejętności budowy dróg.


Góra nie jest z boku drogi…. to przed nami…


Uff… jest tunel… prawie 6 km długości!


Na miejscu… Plitvickie Jezera… widzicie to co chłopcy???


Jeżeli nie to Wam pomożemy… wędkarze idźcie po nerwosol, czy coś tam takiego….


Będą więc potrzebne “wędki”…


….i ruszamy na szlak.


To zielone to woda!


Pierwsze duże kaskady. Nad wodospadem jest kolejne jezioro!


Błękit nieba odbity od białych skał na dnie.


Kolejna kaskady pod którymi w zakamarkach
chłopcy odkryli…


węże…


…i nawet kilkoro turystów odskoczyło od nich ze strachu!
Węże były żelkowe z zakamarków plecaka!


Zapomniałem pokazać Wam stateczki jakimi się tu pływa (elektryczne).


Ryba w powietrzu?! Nie to tak nieprawdopodobnie czysta woda!


Roślinki na dnie.


I rybki, które są wszędzie.


Kolejne kaskady….


…i jeziora…


….i kaskady…


….i jeziora…


….i kaskady…


….i może popatrzcie sobie na zdjęcia
a ja nie bedę męczył sie nad podpisami! 😉














Kończy się nasz szlak.


Teraz zjazd kolejką .


Do parkingu daleko, ale świetną motywacją jest strzelanie gumkami.


I jeszcze Ania pokazuje naszą trasę! Dobranoc!
Idziemy szukać samochodu… 😉

.:. POPRZEDNI DZIEŃ .:. strona główna .:. NASTĘPNY DZIEŃ .:.
Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.

 

 


(c) Portal Małego Podróżnika

Share