PÓŁNOCNE WŁOCHY – dzień 8 (transfer nad Jez. Garda)

MP_WLOCHY_PN_baner250PÓŁNOCNE WŁOCHY
dzień 8

DZIEŃ 8: WIEDEŃ (Austria)-Jezioro GARDA (Włochy) – 30 IX 2011
O 10.00 do hotelu podjeżdża taksówka. Mamy szczęśliwie Assistance w odpowiedniej wersji więc nasze nieszczęście pokrywa ubezpieczyciel łącznie z dostawą do i z hotelu.

Nie ma korków więc szybko dojeżdżamy do warsztatu. Godzina 11.00 – samochód jest składany i jeszcze z godzinę-dwie to potrwa. Nie ma zlituj. Idziemy z dziećmi do pobliskiego parku gdzie jest super plac zabaw. Tyrolka, pająki, wymyślne huśtawki. Bajka. I tak jest w każdym parku w Wiedniu. Chłopcy są super szczęśliwi. Szaleją od jednego urządzenia do drugiego. A nam się z ust wyrywa krzyk rozpaczy DLACZEGO NIE U NAS!!! Wiele razy udowadnialiśmy, że Polacy nie są głupsi ale niestety jak się popatrzy na działania samorządów w zakresie poprawiania tzw. jakości życia to jesteśmy głupi… jesteśmy beznadziejni… Orliki są OK! Boiska są ważne ale naszym zdaniem ważniejszy jest dobrze wyposażony plac zabaw w każdym parku. Bo jak takiego placu nie będzie to żaden Orlik nie wyrówna pewnej dziury pokoleniowej.

Jak widzieliśmy co wyprawiają dzieci wiedeńczyków, które do takich parków przychodzą na… przerwie szkolnej pod opieką nauczycieli to miło było patrzeć. Ich sprawność była zdumiewająca. My mamy często problem z chłopcami, którzy nie są “wytrenowani” w korzystaniu z tyrolek i innych takich atrakcji. Musi minąć pewien czas kiedy się przyzwyczają i opanują technikę. Gdyby mieli to u siebie nie byłoby problemu.

Niestety nasi samorządowcy są chyba za bardzo pochłonięci walką polityczną, aby dostrzec, że jakość życia na osiedlu, dzielnicy, miasteczku zależy m.in. od atrakcyjności placu zabaw. Może niestety wybieramy ludzi głupich i ograniczonych i mamy to co nie…. mamy. A my widząc naszych szczęśliwych chłopców szalejących na dziewięciorzędnym placyku zabaw, który w Polsce by media lokalne i krajowe opiewały byliśmy tak zadowoleni i zrelaksowasni, że nawet przedłużająca się naprawa samochodu nas nie martwiła.

No i wreszcie ok. 12.30 telefon z odległego o 200m warsztatu: CAR IS READY! Zbieramy chłopców i idziemy. Wiedzieliśmy, że nie ma co pospieszać mechaników bo mają akurat zasadę: DOBRZE WYKONAĆ NAPRAWĘ! A dobrze to nie znaczy szybko i po łebkach… Wg. work book’u to 6 godzin pracy na samą turbinę! Udało nam się wykupić samochód z naprawy na krawędzi możliwości kart kredytowych. Pakujemy się i jedziemy…

W tym stresie czy się na pewno uda programujemy Genię czyli naszego GPSa na pewną fajną stację benzynową w kierunku na Gratz. Niestety nie sprawdzamy trasy “optymalnej” i jedziemy fakt, że głównymi drogami ale przez cały Wiedeń – tylko 40 minut! Ale mogliśmy pojechać do tyłu do węzła autostrad i pojechać od razu autostradą. No ale jest też coś fajnego w tym przejeździe bo poznajemy wiedeńskie realia. Kiedyś przecież tu wrócimy. Mądrość z trasy jest taka: dojedź, zostaw samochód, jeźdź metrem. Jazda samochodem przez Wiedeń to… głupota…

Wreszcie łapiemy naszą A2. Na Gratz, Villach,… Piękna autostrada. Kręta z tunelami i ograniczeniami prędkości do 100km/h ale widokowo znakomita. Niestety od chyba 3 lat lub od zawsze w remoncie jak teraz nasza katowicka z Warszawy do Piotrkowa. Ale jedzie się nią znakomicie. Wspaniałe widoki i nie nudzi się człek za kierownicą.

W pięknej dolinie górskiej wjeżdżamy do Włoch. Ściany skalne wznoszę się pionowo do nieba. My jak się nie da jechać doliną rzeki to zanurzamy się w liczne tunele przewiercające pasma alpejskie na wylot. Wreszcie góry zostają za nami i drogowskazy pokazują już dwucyfrowe odległości od Wenecji. Tu ważna uwaga dla tych co liczą, że najkrótsza droga jest najszybsza. Jest rozwidlenie na Wenecję i Padwę i oczywiście przez Wenecję droga wydaje się szybsza ale jak widzimy kolejkę TIRów na wjazd do Wenecji nawet si e nie zastanawiamy. Mkniemy trzypasmówką na Padwę. Ruch po włoskiej stronie bardzo duży. Korka nie ma i rzadko prędkość spada poniżej 140 km/h pomimo nocy. Ale jedziemy tzw. qpą, a qpy nikt nie ruszy – nawet carabinieri…

Zagęszczenie samochodów przy Veronie (w sumie to piątek) i wreszcie zjazd z A4 na Peschiera del Garda. Jeszcze 4 km i mamy BELLA ITALIA – wielki, największy, najbardziej ekskluzywny nad Jez. Garda camping gdzie m.in. swoje mobilki ma EUROCAMP. A my właśnie jesteśmy gośćmi Eurocampu. Szybki przejazd przez recepcję ogólną i już możemy łapać rezydentkę Eurocampu w jej biurze. Sympatyczne powitanie (jak zawsze na Eurocampie) i po małym wykładzie na naszą prośbę jak się poruszać po tym całkiem sporym miasteczku Nicky wskakuje na rower i komenderuje “follow me”. Mamy plan z zaznaczonym dojazdem ale tu nic nie zostawia się na “dzień dobry” turystom – jesteśmy doprowadzeni pod nasz mobilek.

Przeszkolenie z obsługi kuchenki i innych sprzętów takich jak klimatyzacji itd… i możemy już się rozpakowywać… Trudno dać wiarę… Jesteśmy 750 km od Wiednia, mamy wspaniałą bazę, samochód jeździ jak nowy, bajka…

Idziemy zmęczeni spać bo jutro kolejna atrakcja… GARDALAND!!!!
Ale się będzie działo!!! DOBRANOC!


Żegnamy się z naszym hotelem – polecamy!…
….i jedziemy do warsztatu. Czekamy na koniec naprawy.


A czekamy w pobliskim parku…


….gdzie jest mnóstwo atrakcji.


Ja porzadkuje zdjęcia a reszta ekipy…


…świetnie się bawi.


Wreszcie mamy samochód…


….i wyjeżdżając dzięki Geni przez…


…centrum Wiednia możemy go podziwiać.


Nasza ulubiona stacja benzynowa z ciekawą knajpką Oldtimer.


I tunele! W szerokim tunelu na Wisłostradzie jest ograniczenie
do 50 km/h tu w wąskim tunelu mkniemy 100km/h w majestacie prawa.


Wreszcie w naszym mobilku na campingu Bella Italia.
Z Wiednia ok. 750 km pokonaliśmy na luziku…

 

Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.


(c) Portal Małego Podróżnika

Share