PÓŁNOCNE WŁOCHY – dzień 16 (Wenecja)

MP_WLOCHY_PN_baner250PÓŁNOCNE WŁOCHY
dzień 16

DZIEŃ 16: WŁOCHY, WENECJA – spełniamy marzenie Ani – 8 X 2011
Po wczorajszym frustrującym dniu kiedy i rano do południa prawie i wieczorem był opad i zimno pogoda zdecydowanie odpuściła. Mamy piękne słoneczno i ciepło ale bez przesady. Idealny dzień na Wenecję. Wenecja to taki dla nas kwiatek do kożucha. Jako temat dziennikarski wymaga tak minimum tygodnia. Oczywiście można i w jeden dzień oblecieć zrobić zdjęcia i… głupota będzie wyłazić z każdego. To nie temat na pstrykanie ale na wędrówkę i pływanie z jasnym, otwartym umysłem. Bez pośpiechu, z patrzeniem z wyższośćią na wycieczki wpadające na 5 godzin by zwiedzić miasto (???) z czego dwie spędzą w kolejce do najważniejszych atrakcji…

Ja już Wenecję mam za sobą kiedy zataczałem śródziemnomorską pętlę jadąc stopem z Warszawy przez byłą Jugosławię do Grecji stąd na Kretą później przez Peloponez promem do Włoch i pociągiem przez całe Włochy z licznymi przystankami w tym w Wenecji. Zaliczyłem spanie na schodach dworca kolejowego i budzenie przez Carabinieri o 6.00 rano by widok studentów śpiących nie bruździł widoku Wenecji tym co przyjechali lub nie był ostatnim dla tych co odjeżdżają. Anię te “przyjemności” ominęły więc Wenecja jawiła jej się jako to jedno z marzeń do spełnienia. No to spełniamy…

Generalnie Wenecja okazała się naszym wielkim sukcesem. Z wielu względów. Po pierwsze udało się nam dojechać! Nie trzeba było samochodu zostawiać w Mestre. Na moście nie było korka i tylko z 10 samochodów do wjazdu na parking. Dla tych co trafiają tu latem brzmi to jak abstrakcja ale udalo się… Jesteśmy poza sezonem… Na parkingu na wjazd musieliśmy poczekać bo się zaklopsowało tj. parking się wypełnił. Należy pamiętać, że Włosi mieszkający w Wenecji prócz motorówek mają też samochody. Mają je na parkingach tych, z których my mamy skorzystać. Pierwsze piętra tych parkingów to tylko “abonamenty” co pozostaje wolnbe wolne to dla turystów.

Po 5 minutak kwitnięcia przed szlabanem głośnik zacharczał: ten flor rajt and ap… Czyli jedź na 10 piętro w prawo i w górę. Jedziemy! Ślimor niezły. Zablokowałem kierownicę i dawaj w górę. Od czasu do czasu korekta jak orbita na 5 piętrze docisnęła do muru i dawaj w góre… 7….9….10… dach! Tak 10 piętro to dach albo raczej dwa dachy. Jedziemy po strzałkach zygzakami aby znaleźć to niby wolne miejsce jakie gość w dyżurce parkingu wypatrzył w kamerze i… nie ma… Objechaliśmy 10 floor dwa razy, a za trzecim ledwie wyprzedziłem kolejnbych trzech co to usłyszeli “migusiem na 10 piętro”. Na 10 piętrze miejsc nie było i już! Podjęliśmy decyzję o zjechaniu w dół ale jest pewien problem. Jak zdecydujesz się zjechać kolejnym ślimakiem to już tylko na parter… ale co tam… Pojawiło się piętro 9 i zakazy wjazdu ze cztery aby ślepy zobaczył, które zignorowałem i walę by jakoś się wykręcić na właściwy kierunek jazdy… Nie da się… duzi jesteśmy. To nie Fiat 500. ale jak popatrzeliśmy pod prąd i w lewo to zobaczyliśmy wolne miejsce!

Hurrra! Niech nam klemę założą – pies lub Lew Wenecji ich drapał – parkujemy! Szczęśliwie miejsca nie były numerowane więc nawet jak ktoś ma abonament nie mógłby od razu do nas się przyczepić. Bierzemy rzeczy i idziemy. Nikt nas nie dogonił nikt nie krzyczał jest OK! NIE! NIE JEST OK! TO JAKIŚ KOSZMAR!!! CZUJĘ SIĘ GORZEJ JAK WIEKI TEMU KIEDY ZA PACIORKI KUPCOM WENECKIM ODDAWANO CZYSTE ZŁOTO I DIAMENTY!!! RABUJĄ DO DZIŚ!!!

Od nowego paragrafu… Wiecie skąd te krzyki??? Za parking! Za cenę parkingu! Nie ma stawki godzinowej! Jest stawka za zaparkowanie na dowolny czas w ramach 24 godzin! 25 EURO 25 EURO 25 EURO…. Parkowaliśmy w Holandii i wydawało nam się drogo ale Wenecja to już bandytyzm. No ale skoro 22 miliony (dwadzieścia dwa miliony) ludzi odwiedza to miasto co roku to… Może mogą sobie pozwolić na wszystko nawet na zupełnie idiotyczne ceny…

Ceny w Wenecji naprawdę irytują. Rozumieć można atrakcję turystyczną itd…. ale skoro jest tu tyle turystów, taki przerób pamiątek, żarcia itd… to każdy normalny by się zastanowił czy na pewno warto windować ceny pod kilka tysięcy Japończyków czy możę lody sprzedawać taniej ale wszystkim. Dzięki szalonym cenom 99% turystów w Wenecji nie kupuje nic. nie je. Nie pije. Sika po kątach do kanałów bo WC kosztuje 1.5 EURO. Głupota! Gdybym miał np. gelateriję i sprzedawał lody po 1.5 EURO to kolejka byłaby na kilometr. Byłbym słynny i bogaty i nie musiałbym wilczym wzrokiem patrzeć na turystów, którzy widząc piękną wystawę się zatrzymują i dostrzegając ceny natychmiast uciekają… Pewnie bombę by mi podłożyli…

Jesteśmy po sezonie, bardzo po sezonie… a ludzi… bardzo dużo. Nawet nie mam ochoty myśleć co się dzieje w lipcu i sierpniu. Masakra. Godziny czekania do każdej atrakcji miasta. My poruszamy się praktycznie płynnie. Zwiedzanie zaczynamy od zjechania windą z 9 piętra naszego parkingu i przejścia przez rondo do pływającej przystani waporetek czyli weneckich wodnych tramwajów. Wybieramy słynną dwójkę chociaż początkowo zrobili taki bajzel z wymianą załóg, że popłynęliśmy w drugą stronę niż chcieliśmy. Porwani przez weneckich piratów… Ale fajnie bo obejrzeliśmy sobie wielkie cruisy wycieczkowe i vis-a-vis ich przystani przesiedliśmy się już we właściwą waporetkę nr 2 płynącą Canale Grande na Plac Św. Marka.

Emocji co niemiara. Chłopcy zachwyceni bo takiego ruchu na wodzie to nawet w Sztynorcie nie widzieli [ 🙂 ]… Właściwie każdy, z każdym co ma silnik idzie na kurs kolizyjny, a jeszcze do tego plączą się nieruchawe gondole potęgujące chaos na maxa! Staramy się wyłapywać co ciekawsze momenty na wodzie i budynki szalujące kanał ale jest to naprawdę trudne. I jeszcze kapitan co chwila stuka w szybę byśmy siedli i pozwolili mu coś widzieć – nie wiem po co bo ma sporą jednostkę więc to niech gondole i water taxi się martwią. Kanał zna przecież tak dobrze, że może i z zamkniętymi oczami sterować.

Nie rozjechaliśmy nikogo. No może jakaś gondola poszła na dno ale co tam… Dobijamy koło placu Św. Marka. No się zagęściło. Osłaniamy chłopców i przprowadzamy dalej od przystani. Uffff… NA wysokości gondoli jest już całkiem miło, a na placu między pałacem i bazyliką raptem ze 3 tysiące osób – ludzik – pustki! Czas oczekiwania na wejście do bazyliki? 45 minut – to jakby nic! Ania zachwycona – zachwycona już po rejsie po Canale Grande ale teraz… cieszę się… to miło jak się spełniają czyjeś marzenia. Moim dziś akurat było zaczęcie zwiedzania w czasie mniejszym niż 3 godziny od zobaczenia tablicy Wenecja.

Przyjęliśmy zasadę, że nie zwiedzamy żadnych wnętrz w Wenecji co znakomicie poprawiło nam czas poświęcony miastu. Jak wrócimy pokażę Ani albumy jakie w studenckich czasach przywiozłem o Wenecji, nawet postaram się o włoskie wino. Prawda jest taka, że w takich miejscach niewiele można zobaczyć na własne oczy. Sporo rzeczy w konserwacji, inne kiepsko wyeksponowane bo wysoko i słabe światło,… itd… itp… To niestety nie kaplica Scrovegnich… Zdecydowanie lepiej więc poświęcić czas zamiast stania w kolejce do jednego lub drugiego obiektu na spacerowanie po Wenecji. Spacer najpierw do podstawowych obiektów jakt Most Westchnień (obecnie wykorzystywany z pałacem Dożów jako bannner reklamowy (już widzę co by się działo u nas jakby Wawel spowić w płachtę np. z reklamą portalu Małego Podróżnika!) i to wersji tak absolutnie chamskiej, że ludzie nie mogą nawet zdjęcia mostu zrobić!!! Głosy oburzenia są tak wielkie, że warto aby jednak ktoś z władz Wenecji postał chociaż pięć minut i posłuchał co ludzie o tym sądzą. Zresztą Wenecja jest spowita w rusztowania i siatki z banerami i wszystko byłoby fajnie gdyby jednak coś się tam działo, a tu… nic… Zamiast odnawiać przepijają te EUro pewnie z unijnej kasy, czyli też nasze.

No ale Wenecja ma również niewątpliwy urok. Trzeba tylko zejść z tych wyznaczonych szlaków “Ponte Rialto”, “S.Marco” i chodzić uliczkami równoległymi, sąsiednimi mostkami. Z reguły nic nie stracicie bo do ciekawszych placów dojdziecie dwiema lub trzema drogami, nie dokładając sobie setek metrów. Wrażenia jednak z takiej wędrówki będą znacznie ciekawsze. Zobaczycie prawdziwą Wenecję. Zobaczycie, że tam na uboczu ludzie mieszkają. Że Wenecja to nie tylko hotele, zabytki i sklepy dla turystów. Zobaczycie suszące się pranie. Ludzi do pracy pływających zwykłymi łodziami z silnikiem, a nie gondolami, czy wypasionymi motorówkami hotelowymi. Domy z odpadającym tynkiem, które wymagają troche skupienia by dostrzec w nich niezwykłe piękno.

Cóż mogę wam poradzić… zobaczcie co musicie by nikt się was nie czepiał, że byliście w Wenecji i czegoś tam nie widzieliście ale jak najszybciej uciekajcie od turystycznych szlaków i wyznaczajcie swoje własne drogi przez Wenecję. Im mniej będziecie widzieli antenek z kolorowym chwostem lub numerkiem przewodnika prowadzącego wycieczkę tym lepiej dla was.

Chłopcom Wenecja się podobała bo to taka kwintesencja “dziania się”. Skoro dzieje się to jest ciekawie. Jak jest ciekawie to nie bolą nogi i się nie nudzimy. Ale to oczywiście powoduje napady głupawki. Chłopcy w Wenecji stwierdzili, że to znakomite miejsce by kopać się, gryżć i szarpać oraz wyzywać i wykrzykiwać jeden na drugiego… Doprowadzili nas na koniec do szału i dopiero szturchańce i groźba (realna) wrzucenia do kanału ich uspokoiła. Ale jest to miejsce fajne dla takiego 5 latka. Z wózkiem – masakra! Pamiętajcie aby zabrać chustę lub nosidełko. Miliony schodów i koślawy bruk… widzieliśmy męki rodziców z wózkami – no i jeszcze napięrający tłum gdzie co chwila ktoś o nasz wózek się potyka!

W Wenecji byliśmy do zachodu słońca. Uprzedziliśmy falę masowego odwrotu i nawet nie było korka na wyjeździe. Zachód słońca fotografowaliśmy z 10 piętra parkingu. Oczywiście zmierzch i wieczór w Wenecji są super ale… To naprawdę będzie inna historia. My tu podjechaliśmy tylko po to, by Ania mogła spełnić swoje marzenie będąc tak blisko…


Wjazd/wyjazd w naszym parkingu.
Pierwsze metry po…
…Canale Grande…


Ania robi nam zdjęcie odbicia w lutrzanych szybach przystani.


Chłopcy na dziobie chłoną wszystko wręcz rozgorączkowani.


Mosty…


Waporetki…


Gondole….


I wreszcie plac Św. Marka.


.



Spontaniczna radość…





.


.


Pałac Dożów.


Bazylika Św. Marka…


…i jej detale…


Mozaiki fasady…



Na tych lwach każdy się fotografuje.


Ruszyło ich! Wzięli się za fotografowanie.



Venezia.


Zator gondolowy.


Gondoli….


….cd…


Chwila nad kanałem na spożycie by odzyskać siły.


Maski….


Maski….


Maski…


Maski Terminatora…


Maski.


Ponte Rialto.


Rialto od wnętrza, czyli bazar Rialto.


Mieli pojechać do Werony, a przyczepili w Wenecji…
Annette+Bernd+ABUS=LOVE FOR EVER (trójkącik ?!….)


Jak nogi bolą to siadamy i patrzymy na relaksacyjnie bujającą
się na falach gondolę (to zgodne z FengFuj czy jakoś tam tak)…


… oczywiście zawsze lepiej działają lody.


Dziobaty nazywa się: DONT TOUCH PLEASE!


Takie fasadki są najlepsze…


… na free climbing.


I wreszcie kawałek prawdziwej Wenecji.





Znowu przecinamy…


…turystyczną uliczkę…



…i wyglądamy na Canal Grande w ostatnich promieniach zachodzącego słońca.


Chłopcy przed PL konsulatem.
Co ciekawe w jednym domu My, Niemcy i Austria
dawniej nie do pomyślenia – kryzys czy EU?





Kiedy słońce zachodzi…


…czas zobaczyć co widział z parkingu nasz samochód.


No i powrót….


… urozmaicony tankowaniem.


Kitłacha w domu i spać!.

 

 

Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.


(c) Portal Małego Podróżnika

Share