KUBA – dzień 4 (Wielka Sobota w Hawanie)

MP_KUBA_baner250
KUBA. Muzeum Niespełnionych Marzeń
dzień 4

Hawana – Wielka Sobota
Dziś ważny dzień – Wielka Sobota… Czas by udać się do kościoła święcić pokarmy… To również okazja by odwiedzić naszego Padre Andreasa. Ojciec Andrzej jest już od kilku lat i patrząc na to co zdziałał w Hawanie nazywam go sobie Kazimierzem Wielkim. Zastał misję w Hawanie totalnie zrujnowaną, a zostawia pięknie rozbudowaną. Sytuacja misji była tragiczna. Nie dość, że lokalowo było tragicznie (wszystko zrujnowane), to finanse na misję jakie dostawał były gorzej niż na przysłowiowe “waciki”. Te tragiczne finansowanie zresztą pozostało do dziś.

Praca, praca, praca i kombinowanie… To taka recepta na przeżycie. A jak było ciężko? Irlandczycy byli rok i uciekli, Hiszpanie byli rok i…. TAK! też uciekli! Ksiądz Andrzej wytrwał przez kilka lat i doprowadził misję do stanu niebywałego rozkwitu. Wielkie uznanie! Bo nie jest tu najtrudniejszą walka z brakiem wiary u parafian (chociaż w zdemoralizowanym przez komunizm społeczeństwie też) ale walka ze złościwością władzy… Walką o… wszystko. To komunistyczna Kuba! Wiecie jak budowano kościoły w Polsce za komuny? Nie wiecie? To się dowiedzcie by mieć punkt odniesienia. Tu jest 1000 razy trudniej. Raz, że nie ma nic i na każdy worek cementu musisz mieć zezwolenie i przydział, dwa, że można robić takie “drobne” złośliwości jak odcięcie wody co powoduje praktycznie uniemożliwienie działania ośrodka dającego zajęcie ponad 250 dzieciom.

Jak to wygląda w praktyce? Do kościoła chodzi np. 30 wiernych, ale centrum jakie powstało pomaga co najmniej dziesięciokrotnej większej liczbie dzieci. Kursy komputerowe, angielskiego, tańca nowoczesnego lub flamenco, itd… itp… Ostatnio nawet władze się nie czepiają bo ksiądz Andrzej przekonał ich, że on i misja uzupełniają to co władze robią z dziećmi do południa w szkole. Udało się nawet z pomocą Niemców zrobić małe studio nagraniowe i teraz jest zapisana długa lista zespołów chcących nagrać materiał na swoją płytę, bo płytę na Kubie nagrywa kazdy zespół. Jeżeli będziecie w knajpce i podobać się wam będzie muzyka jakiegoś lokalnego kwartetu to poproście o płytę. Na pewno mają! Zresztą szef zespołu co trzy nagrania i tak będzie chodził z kapeluszem pełnym płyt proponując je gościom przy każdym stoliku.

Ośrodek misyjny jakoś przekonał miejscowy komitet i przestali nawet złośliwie wodę odcinać. Trudno uwierzyć ale informacja o działaniu misji rozniosła się szeroko po Hawanie. Niektóre dzieci chodzą po 5 – 7 km zby brać udział w zajęciach, które są dla nich szansą na lepsze życie…

Ksiądz Andrzej był bardzo wzruszony naszą wizytą, a także torbą z różnymi rzeczami jakie mogą w działaniu misji się przydać. No i najważniejsze… byliśmy pierwszymi (!) Polakami jacy w Wielkanoc od 5 lat przyszli ze święconką tu do kościoła!!! Smutne… Nasz koszyczek był bardzo specjalny bo stanowił go klasyczny afrykanerski kapelusz Ernesta z Namibii.

Po zwiedzeniu siedziby misji i odpoczynku w domowych pieleszach naszego Padre Andreasa idziemy do Hanoi… Daleko do Azji? NIE! Na tej samej ulicy Brasil jakieś 200m od misji jest świetna restauracja nazwana właśnie Hanoi. Pyszne jedzenie i muzyka z jednym z muzyków z Buena Vista… Bajka… Pół godzinie byliśmy swoi, jak rodzina… Atmosfera miejsca niesamowita…

Po obiadku idziemy na wędrówkę po… parafii… czyli po starej Hawanie. Chodzimy po zaułkach gdzie normalnie turystów się nie uświadczy. A na pewno nie zobaczymy turysty z wycieczki z biura podróży.

Klucząc po zaułkach nagle wychodzimy na dziwny budynek otoczony sprzętem wojskowym – Granma Memorial. Pod dużym dachem przez szyby widać statek – to Granma – statek, którym przypłynął Fidel by wzbudzić rewolucję. Pilnowany przez wojsko cały czas i traktowany jak relikwia. Oglądać można tylko przez szyby zostawiając wcześniej większe torby w tym foto w przechowalni. Obok restaurowany wielki pałac Batisty obecnie Muzeum Rewolucji. Dużo historii Kuby i eksponatów z okresu walki. Na razie zwiedzanie odpuszczamy by ksiądz Andrzej mógł nam pokazać jeszcze trochę zaułków swojej parafii co jest zdecydowanie ciekawsze.

Dalej idziemy nad brzeg w okolicy twierdzy Castillo de la Punta. Tu zaczyna się promenada Malecon i plaża biedaków. Z jednej strony szerokiej ulicy mamy domy, z których wiele jest uszkodzonych przez szalejące huragany i wysmagane falami, które zalewają zamkniętą wtedy Malecon. Z drugiej są skały gdzie plażują miejscowi. Skały od czasu do czasu poprzecinane są ujściami ścieków z Hawany (nie ma oczyszczalni), skażenie wody jest tu jedno z największych na świecie! Jak nie wiatru i sztormu woda ma kawowy kolor i pokryta jest warstwą śmieci na pół metra grubą. Na horyzoncie widać Hotel Nacional, cel naszej kolejnej wycieczki. Teraz docieramy na nasza kwaterę. Jeszcze porozmawialiśmy z godzinkę i żegnamy się z Padre Andrzejem, który musi się przygotować do wieczornej mszy.

No i zdjęcia…

 


Sklep w Hawanie – oczywiście za CUCe.


Przepiękna ceramika.


Ciekawe zestawienie styli architektonicznych widok od starszej kamienicy….


…i nowoczesność.


Nasza święconka w kapeluszu Ernesta..


Jedziemy poświęcić nasz…


…koszyczek wielkanocny.


Mniej…


…i bardziej nastrojowe widoki.


Coco-taxi. Ulubiony transport chłopców.


Rodzinne zdjęcie przed Kapitolem.


Zaułkami starej Hawany…


…idziemy do Misji.
Ania z chłopcami i “koszyczek” wielkanocny.


Wreszcie spotkanie z księdzem Andrzejem.


Rozmawiamy w klimatyzowanym wnętrzu studia nagraniowego.


Zwiedzamy Centrum Misyjne.



Tymczasowy kościół na czas remontu.


Dla dzieci jedno z najważniejszych miejsc – boisko.


Wreszcie najważniejszy moment dnia…



Grób Pański.


A tak wygląda remontowane wnętrze kościoła.



Tablica ogłoszeń w Misji.


Widoki Hawany jakich nie zobaczycie na wycieczkach z biurem podróży.
To stara Hawana, która ginie i odradza się. Po każdej burzy rozsypuje się
wiele domów i ludzie zamieszkują budki sklecone na dachu
tej kondygnacji, która ocalała.


Taki jednoizbowy “domek” może zamieszkiwać i 8 osób.
Śpi się na zmiany. W nocy śpią ci co idą do pracy,
Dziadkowie spędzają noc na ulicy, wyśpią się w dzień
jak młodzi pójdą do pracy.


Tu mieszkają wyznawcy Santeri
o czym świadczą magiczne rysunki na drzwiach.


Szalony architekt? Nie. To efekt stopniowego zawalania się domów…


…i robienia na dachach dobudówek dla powiększających się rodzin.


Na widocznym pustym narożniku były domy.



Po zwiedzaniu dachów Hawany czas na śniadanie wielkanocne…


…i łamanie się jajkiem (na pewno? – przyp. red.)


Każdy dostał chlebek, jajeczko, kabanosika.
Herbatnik robił za babkę wielkanocną.


Wejście do misji.


Padre Andreas oprowadza nas po swojej parafii.


To przykład hawańskiej adaptacji. Tu niegdyś mogły być
kupieckie magazyny na parterze kamienicy. teraz parter został
podzielony na boksy mieszkaniowe,… dziesiątki mieszkań.


Rozsypująca się Hawana z dołu. Pamiętajcie, że tu chodzi się
środkiem ulicy. Ale wysoko są już sklecone budki i mieszkają ludzie.


Na ciąg dalszy śniadania wielkanocnego trafiamy do Hanoi…


…przemiła knajpka, wspaniali muzycy.


Zjadam “stare ubranie” – ropa vieja.



Jak widać w doskonałych humorach…


…ruszamy na cd. zwiedzania parafii.


Spojrzenie zza kraty… Proroctwo?



W uliczkach gdzie nie zobaczysz turysty bo to nie na szlaku
“architektura Hawany” trafiają sie również perełki architektury.


Parafianie.



Osiedlowy komitet obrony rewolucji.


Z lewej kawałek dawnego pałacu Batisty
obecnie Muzeum Rewolucji…


… a pod dziwnym dachem, za szkłem słynny statek
Fidela “Granma” – całość to Ganma Monument.


Muzeum Rewolucji.


Konkret.


Nie ma jak to na cytadeli Castillo de la Punta…


…znaleźć sobie fajne działo.


To słynna Malecon z majestatycznie sunącymi starymi samochodami.



Plaża biedaków przy Malecom.
Tu jest jedno z najwyższych skażeń wody na świecie.
Znajdziesz tu nie oczyszczone ścieki z całej Hawany.


Malecom. Najbardziej wysmagane przez wiatry i fale budynki w Hawanie.





Mali Podróznicy nachodzili się dziś strasznie.


Jeszcze wieczorne pogaduszki w Casa Orlando.

Casas particulares

Najwspanialsze noclegi na Kubie sa w casas. Ci co mają wycieczki wspomagające reżim komunistyczny do resortów w Varadero lub różnych Coco nawet nie wyobrażają sobie czym jest Kuba. Ci co nocują w casas wygrali. Wygrali mozliwość bycia wśrod sympatycznych, otwartych ludzi. Mają możliwość zobaczenia życia kubańczyków. Oczywiście bedzie to obraz trochę wypaczony bo zobaczą dawne wnętrza kolonialne wyposażanie często gromadzone siłami całej rodziny i skupem dawnego wyposazenia od tych, których bieda docisnęła i muszą się pamiątek rodzinnych pozbyć.

Tak czy inaczej nocując w casas ma się bezpośredni kontakt z ludżmi, a nie wyfraczonymi, ruszającymi się manekinami ze sztucznym usmiechem w resortach turystycznych.

Co to są te casas?

KWATERY. Pokój przy rodzinie, agro- lub miasto- turystyka. Rząd by “ulżyć” doli obywateli dając im możliwość zarobku (i możliwość ściągania haraczu kolejnego dla siebie) i jednocześnie zwiększyć ilość turystów mogących być na Kubie wprowadzono możliwość wynajmowania turystom pokoi. Oczywiście pod róznymi uwarunkowaniami. Dwa pokoje. Max. 4 osoby z zza granicy. I oczywiście haracz. Czy masz gości, czy nie w danym miesiącu i tak płacisz. Różnie w zależności od regionu ale zawsze za dużo. Nie zapłacisz to tracisz licencje. Zawsze musisz mieć kapitał odłożony na miesiące bez turystów bo np. to pora huraganów i nikt nie przyjeżdża.

Casas zrobiły na Kubie coś jakby podobieństwo Azji. Tam zawsze znajdzie się pokój do przenocowania. Podobnie na Kubie. Casas jest tak dużo, że zawsze coś znajdziesz. Nie musisz martwić się o nocleg.

Standard casas jest bardzo różny. Może być to kolonialne wnętrze pełne cudownego wyposażenia z XIX wieku ale i pokój z łazienką wspólną z rodziną wynajmującą.

My oczywiście szukaliśmy w zabytkowych miastach odpowiednich wnętrz w dawnych domach kolonialnych i z reguły wnętrza te nas zdumiewały ilością zabytków. Niekiedy jedno takie mieszkanie potrafiłoby wypełnić niezłą wystawę muzealną w Polsce, a tu niekiedy na tym co widzicie w gablotach muzealnych w Polsce podawano nam jedzenie!

W casas możecie zamówić sobie śniadanko i jak ponegocjujecie dłuższy pobyt to nawet w cenie noclegu. Znowu zależy to od inwencji gospodarzy. W Plaja Larga w wiejskich domach jedzenie było niezwykłe przy zwykłych wnętrzach. W miastach zabytkowych w niezwykłych wnętrzach dostaniecie zwykłe śniadanie.

Śniadanie w casie zawsze powinno mieć kawę, jajecznicę lub produkt jajeczny typu omlet, bułeczki, owoce, serek, trochę wędlinki, itp… Ja mówię krótko: nie dziadować tylko jeść śniadania w casach. Po pierwsze pomagacie tym ludziom bo na takim śniadaniu zarabiają kilka złoty co często zapina budżet rodziny (za pieniądze płacone w casach za jedzienie przez turystów gospodarze nie płacą haraczu). Po drugie jest to wygodne. Po trzecie wychodzicie na miasto najedzeni. Po czwarte na mieście w knajpkach ceny są i tak wyższe. Czysty zysk. Oczywiście są obecnie liczne okienka sprzedające buły wypełnione centymetrowej gruboścvi habaniną ale mamy z pierwszej ręki informacje, że spożycie takiej buły skończyć się często może tygodniem nie wychodzenia z toalety.

W casach macie też dodatki takie jak mozliwość korzystania z lodówki (często mała lodówka jest w pokoju) i kuchni.

No cóż: CASA to potęga!

.:. DZIEŃ 3 .:. MENU WYPRAWY .:. DZIEŃ 5 .:.

Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.

Share