KUBA – dzień 26 (Vinales)

MP_KUBA_baner250
KUBA. Muzeum Niespełnionych Marzeń
dzień 26

Vinales
Nie ma zlituj! Pogoda o poranku całkiem OK! No to do zwiedzania. Zaczynamy od panoramy spod hotelu Los Jazmines. To jest taki krajobraz, że jak okolice Vinales trzeba zilustrować jednym zdjęciem to właśnie stąd. Pogoda niepewna, mogą być chmury więc chociaż trzeba pokonać kilka serpentyn, podjechać niezły kawałek i… jest to na dodatek nie po drodze decydujemy jednak zacząć od panoramy. Przepiękna. Naprawdę jest to jeden z najpiękniejszych krajobrazów na Kubie. Przecież sporo górskich widoków juz zaliczyliśmy ale tu mamy tak urozmaicony widok, że naprawdę trudno wzrok oderwać.

Ja popędzam ekipę bo mam parcie wielkie na zwiedzanie jaskiń. Mamy tu jeden z największych systemów jaskiniowych świata. Udostępniona jest jaskinia Cueva del Indio, w której podobno będzie można część drogi przepłynąć…. motorówką. No to jedziemy! Moja nerwowość co to będzie jak będą grupy i nie da się wejść bo zwyczajnie już miejsc nie będzie była jak się okazało nieuzasadniona. Kasa jest ale… jak nie potrzebujemy przewodnika to możemy sobie iść sami! No to poszliśmy. Wejście kilka metrów nad poziomem ziemi. Dochodzimy schodkami tam nawet nie pokazujemy biletów strażniczce ale schodzimy od otworu wejściowego w dół. Wreszcie jest szerzej i wypłaszcza się korytarz. Korytarz nieźle urzeźbiony. Wiele załomów skał ma różne kolory. Nie ma takiej jak w Jaskinii Raj i Niedźwiedziej szaty naciekowej ale też ściany nie są gładkie. No i te zróżnicowane kolory. Idziemy sobie powoli robiąc zdjęcia. Chłopcy dostali latarki, które dźwigałem w torbie foto przezornie od rana i mając własne źródła światła są przeszczęśliwi bo mogą szukać, a to skarbów, a to nietoperzy, smoków, duchów i co tam jeszcze wyobraźnia im podpowie.

Mijają nas same grupy Kubańczyków, którzy chyba z racji weekendu liczniej zjechali do Vinales. Widać, że jaskinia na nich robi wielkie wrażenie. Wreszcie kolejny załom skały i skręt korytarza i dziwne dźwięki i jakieś poruszenie wśród stojących kilku osób. To… przystań. Tu wsiada się na motorówki i dalej zwiedza aż do końca jaskinie z łodzi. Co ciekawe są to motorówki na normalne silniki spalinowe. Żadne tam elektryki! Już widzę naszych konserwatorów przyrody jak mdleją i trzeba ich reanimować na taki widok. Kubańczyków jakoś to nie wzrusza. Czuć spaliny w powietrzu, a jak nietoperzom coś się niepodoba to przeciez nie muszą tu się zlatywać… Dostajemy łódź na “własność” i na dodatek jeszcze przewodniczkę, która pokazuje niektóre bardziej charakterystyczne skały i mówi jak się nazywają.

Najpierw popłynęliśmy w prawo ale była to tylko zmyłka. Dopłynęliśmy do szerszego miejsca gdzie łódź mogła zawrócić i płyniemy z powrotem. Po drodze mijamy się z inną łodzią. Obowiązkowo krzyki, piski i pozdrowienia. Mijamy przystań gdzie do kolejnej łodzi (chyba ze cztery mają) wsiada kolejna grupa. Jaskinia zakręca i teraz mamy jeden z najciekawszych fragmentów. Wysoko, kolorowo, bajkowo…. Nagle pojawia się dzienne światło, na końcu długiej prostej jakby światełko w tunelu. Tak! To koniec jaskini. Wypływamy z ogromnej czeluści mrużąc oczy. Łódź zakręca i dobija do przystani. Warto było zwiedzić tę jaskinię!

Teraz czeka nas przejście przez bazar z pamiątkami. Co ciekawe sprzedawcy wcale nie są agresywni ale to chyba dlatego, że sprzedają w stałych cenach nie swój towar. Eeeee… Nie potargujemy się… No ale i tak wypatrujemy ładne łyżki zakończone delfinkami więc jesteśmy zadowoleni, że coś ładnego wypatrzyliśmy bo z tymi kubańskimi pamiątkami to łatwo nie jest…

Siadamy w barku na parkingu i poimy chłopców a później jedziemy zobaczyć Słynny Mural de la Prehistoria. Pionowy obryw skalny ma namalowaną teorię ewolucji. Mamy tu wielkie węże, morskie monstra, dinozaury ale i ludzi jako ukoronowanie tejże ewolucji. Wiele osób się wzburza jak to widzi ale w sumie nie jest to tak tragiczne jakby być mogło. Malowidło powstałow roku 1961, a raczej zaczęło powstawać. Ma w podstawie 120m długości i kilkadziesiąt wysokości. W sumie fajne jest…Acha! I jest chyba odnowione bo wszystkie monstra są ładnie namalowane i tło, a w niektórach blogach pisano, że nie wiadomo co to tam jest… Może ktoś nie zna teorii ewolucji i nie rozpoznaje dinozaurów no to trzeba się uczyć i takie miejsce jak to właśnie takiej nauce ma służyć… [;-)]. Pod muralem jest knajpka i parking ale nie chce nam się płacić za prawo oglądania murala z bliska bo lepiej ogląda się go z daleka, a widoku i tak nic nie zasłania.

Okolice Vinales to mekka rolników. Nie widać tu wielkich pól ale raczej poletka z bardzo dużą różnorodnością upraw. My trafiamy do jednej z zagród gdzie jest suszarnia tytoniu (domki o bardzo charakterystycznej architekturze) i gdzie możemy zobaczyć jak nie w zmanierowanej fabryce cygar ale na wsi u źródła robi się cygara. Podobno jest tu najcenniejsza odmiana tytoniu zbierana “na wagę złota” do wykorzystania w najlepszych cygarach. Chłopcy jeszcze zrobili sobie sesję foto na polu ananasów – w sumie naszych ulubionych owocków.

Później jedziemy spławić chłopców w basenie hotelu Los Jazmines. Wypada się wykąpać w basenie, z którego jest jeden z najwspanialszych widoków na Kubie. Jak się zmęczyli i zgłodnieli wracamy na kolację do naszej casa i naszej altany. Nawet trochę przypomina naszą altanę przy domu… Powoli kończy się nasza wyprawa. Ale… jeszcze kilka dni!!!

Dobranoc…


Hotel Los Jazmines – nic nie zapowiada… 



…takiego fantastycznego widoku!


Świętokrzyskie Krajobrazy 😉


Szary domek to suszarnia tytoniu.


A może to ten sam domek tylko z powierzchni ziemi.
Jedziemy do jaskini…


…Cueva del Indio – wejście.


Coraz głębiej i wreszcie…


….dno korytarza – można rozpocząć eksplorację.




Chłopcy robia ducha podświetlając się latarkami.


Ania na plenerze fotograficznym.


Pojawiła się zachwycona rodzina kubańska.


Na przystani.


Dalej…


…zwiedzamy jaskinię…


…z pokładu motorówki.


Mijamy się burta w burtę.


Zbliża się wylot jaskini.
Widać jak są tu wielkie pustki pod ziemią.


I już na powierzchni…


….dobijamy do przystani.


I kolejna wesoła ekipa kończy zwiedzanie.


Lokalny transport? Nie.
Trzy czy cztery rodziny wzięły taki autobus
na wycieczkę do Vinales.


Suszarnia tytoniu….


….i sam tytoń.


A teraz robimy cygaro – wkład.


Wkład zawinięty w papier by się nie rozsypał i uformował.
Przygotowywany jest liść na owijkę.


O właśnie! Zawijamy cygaro w liść….



…koniec mocno skręcamy…


….i obcinamy nadmiar – gotowe, ale do palenia dobre będzie
dopiero po 24 godzinach – teraz jest za wilgotne.


A tak robimy gustowne paczuszki dla turystów.


Chłopcom się spodobało – focą.
Ale pamiętajcie Mali i Duzi Podróżnicy – palenie to paskudny nałóg.
Capi z pyska, charczy się, wszystko zażółcone i prześmierdnięte
wcale nie wonnym dymem – no generalnie palenie to głupota –
pamiętajcie i byle {…} do ust nie bierzcie!!!


No i nasz prehistoryczny mural z 1961 roku.


Nie no… pięknie wygląda!
Czepiają się tylko smutasy…


Robimy wizytacje pól – tu mamy pole…


…ananasów!


Staś postanowił napisać list na liściu.


Wsi sielska i anielska.


Czas na senne Vinales.


Czas tu naprawdę wolno płynie.


Jest trochę takich prowincjonalnych domów kolonialnych.


I prowincjonalne bloki.


I prowincjonalny Komitet Obrony Rewolucji.


Tu w ogródkach sadzi się bohaterów narodowych – Marti.
A Niemcy po Grunwaldzie i Norymberdze mogą tylko krasnale…


Harcówka.


No i oczywiście…


…nie może zabraknąć…


…starych samochodów!


Jak na bejsbol to trochę duża piłka ale…
…łatwiej trafić!!!


Główne skrzyżowanie.


Rynek z kościołem w ruinie.


Wracamy do hotelu Los Jazmines…


…tym razem nie po widoki ale spławić chłopców w basenie.


Zachodu słońca dziś chyba nie będzie (no sunset no photo),
trzeba pochylić się z troską nad notatkami w naszej altanie.


Hamak rulez.


A na kolację…


…znowu schabowy!
Wiem! To już nudne ale to ostatni homar na Kubie!


Dżungla? Nie! Nasz ogródek przy altanie.


W nocy lać będzie – to pewne!

.:. DZIEŃ 25  .:.  MENU WYPRAWY  .:.  DZIEŃ 27 .:.

Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.


(c) Portal Małego Podróżnika

Share