Europa z Eurocampem (Włochy, Francja) – tydzień 1 – Lukka i do FRANCJI!

Europa z Eurocampem (Włochy, Francja)
Tydzień 1 – WŁOCHY, Toskania – 2014

Lukka i do FRANCJI

 Zastanawiamy się jak się w miarę bezboleśnie tj. tak by dojechać przed zamknięciem szlabanu campingu przerzucić się z Lamporecchio do Castellane we Francji. To nie jest wcale takie oczywiste, że da się to zrobić chcąc coś po drodze jeszcze zobaczyć. Tutejsze drogi są “full zasadzkas i zakrętas” i czasy jakie się tu uzyskuje w stosunku do przebytej odległości są porażką. Nie wynika to bynajmniej z braku umiejętności bo wcale nie ustępujemy tutejszym góralom w szybkości ale na 10 serpentynach pod rząd trudno wyciągnąć średnią ponad 40 km na godzinę, a niekiedy jest to i 20 km/h.

Dlatego planujemy coś ciekawego, niekoniecznie dużego i najlepiej przy autostradzie. Wybór pada na Lukkę. Kolejne średniowieczne miasto do kolekcji. Miasto urodzin Giacomo Puccinego (1858) tak wielbionego przez melomanów za swe wspaniałe opery. Miasto oprócz domu Pucciniego znajdującego się w części miasta pociętej zaułkami ma kilkanaście miejsc, które chwytają za serce swoim klimatem i urodą. Plac Napoleona porośnięty dorodnymi platanami z jedną pierzeją zamknietą ogromnym Palazzo Ducale, katedra z XI wieku, wieża Torre dei Guinigi z dębami na szczycie czy Piazza del Mercato – plac o owalnym kształcie ponieważ zabudowano starożytny amfiteatr.

Do środka miasta trudno się dostać. Przejeżdżamy przez jedną z bram w umocnieniach i mamy same zakazy wjazdu dalej ale również parking. Te umocnienia powstały w XVI wieku i są doskonale zachowane na całym obwodzie. Wnętrze zaś miasta ma sieć ulic wytyczoną przez Rzymian. Zostawiamy samochód i ruszamy na zwiedzanie. Najpierw dom Pucciniego i pomnik mistrza na małym, klimatycznym placyku. Później Piazza San Michele z kościołem, który można pomylić z katedrą bo imponujący i na jednym z głównych placów.

Dalej zakosami wędrujemy ku kamienicom zbudowanym na owalu rzymskiego amfiteatru. Cztery wejścia i owalny dziedziniec z niezliczonymi knajpkami i sklepikami z pamiątkami. Ciekawe doświadczenie. Ja idę uzupełniać zdjęcia o inne miejsca, a Ania z chłopcami zdobywa wieżę Torre dei Guinigi. Po spotkaniu się idziemy pod katedrę. Wygląda imponująco ale i dziwnie zarazem. Zaczęło się od kampanilli czyli wieży wzniesionej w 1060 roku jako jedna z wież obronnych. Katedrę dobudowano do wieży wciskając ją wręcz w zabudowę. Stąd niesymetryczna fasada z XIII wieku, ale zachwycająca chociażby tym, że każda z misternie wykutych kolumn jest inna, a jest ich ponad 30. Wnętrze pełne oszałamiających dzieł sztuki z kilku wieków.

Idziemy ku Piazza Napoleone. Spotykamy karoce, którymi obwozi się turystów, ale dla chłopców znacznie ciekawsza jest samoobsługowa lodziarnia! Przede wszystkim jak się patrzy z ulicy to zwraca uwagę rząd podwójnych dystrybutorów w płycinach jednej ze ścian. Wchodzimy. Dwoje pracowników uprzejmie informuje byśmy wybrali sobie odpowiednią wielkość miseczki i procedura jest taka: sami wybieramy smaki lodów i napełniamy miseczki z dystrybutorów, ważne by zostawić sobie miejsce na dodatki. Te zaś są w wielkim bufecie. Czego tu nie ma! Od truskawek, przez ananasy, kandyzowane czereśnie, posypki, żelki, wafelki,…. Jak już mamy skomponowanego loda to na wagę i do kasy. Cena? Jak zwykłego loda! Niesamowite. No i w smaku lody genialne, ale zdziwiłbym się gdyby nie. Przecież Włosi to mistrzowie dżelato.

Pełni wrażeń wracamy do samochodu i wyjeżdżamy na autostradę. Autostrady we Włoszech to osobne opowiadanie pisane z wielkim szacunkiem. Cały kraj jest nimi pokryty i jest jeden operator. Wjeżdżamy na autostradę, zmieniamy te autostrady kilka razy i nie ma tych koszmarnych bramek spowalniających ruch. Raz bierzemy bilet i po kilkuset kilometrach płacimy. Koniec i kropka. Genialne!

Mknęliśmy tak aż do granicy z Francją. Przed granicą zapłaciliśmy i korek… tunel i korek… To nie jazda ale stanie. Co się okazało? Koszmar francuskich autostrad objawił nam się. Głupiej nie można było rozwiązać płatności. Nie dość, że są dwie, trzy bramki, a ruch duży to jeszcze na dodatek mają tam cholerne koszyczki do automatycznych płatności. Podjeżdża taki Francuz, szuka portfela, i ciuła moniaki by się uzbierało 4.70 EUR,… O! Zabrakło mu! Kasuje wszystko i jednak karta kredytowa…. Co za koszmar! Każda bramka to kolejka na kilkaset metrów. Niech ich…

Przy pierwszej okazji uciekamy bo straszy nas Cannes i Nicea z bramkami na autostradzie więc zjeżdżamy na górską drogę i jedziemy w górę ku Castellano. Jeden GPS z namiarem w linii prostej jakby się zaciął. Przez pół godziny pokazuje nam odległość 27 – 29 km. A jedziemy i to całkiem szybko. No ale zamiast odległości robimy kilkaset metrów i ponad kilometr podjazdu z poziomu morza. To co w linii prostej jest tak blisko w linii szosy należy pomnożyć przez dwa. Widoki oczywiście oszałamiające i wkrótce jedziemy ponad chmurami.

Wreszcie jesteśmy! Tuż przed zamknięciem campingu. Wcześniej powiadomiliśmy, że będziemy późno więc na recepcji czynnej do 20:00 i teraz obsługiwanej przez nocną ochronę są nasze dokumenty z Eurocampu. Wiemy, które mobilki są nasze. Szybko się rozładowujemy i spać… Dzień był z gatunku ciężkich jak to dzień transferowy przystało. Prowansjo! Witaj!

ZDJĘCIA:


Lukka – pierwsze kroki w starożytne uliczki.



Ogromna ilość starych detali.


Mistrz Puccini…


…i jego dom.


Piazza San Michele.


Sufit w banku mieszczącym się w dawnym palazzo.


Platany na Piazza Napoleone.


Miasto można zwiedzić z karocy.



Pranko.


Amfiteatr rzymski to teraz takie kamieniczki otaczające owalny plac.


Pachnące, soczyste czereśnie – motywator do wędrówki po mieście.


Niezwykła fasada katedry.


Tympanon na głównym portalem.


Detale fasady.


Nawa główna.


Porośnięta dębami wieża Torre dei Guinigi.


Widok z niej na miasto.


Chłopcy zdobyli ją i szaleją na górze.


Nasze najsmaczniejsze odkrycie – lodziarnia samoobsługowa!


Dobieramy smaki lodów…


…i dodatki…


Teraz kasa i można jeść pyszności…


Powoli kierujemy się ku parkingowi.


Oj będzie nam brakować!


Jakby ktoś widział to proszę mu dać znać!


Niemiła informacja przed granicą. Pan z flagą i info o korku.


No i stoimy…


…i tak będzie na każdej bramce w kierunku na Niceę.


Kilometr od plaży i 500 metrów wysokości.


To wiele tłumaczy.


Chmury już pod nami.


To czego baaaardzo wypatrywaliśmy! Nasz camping w Castellano!


NASTĘPNY WPIS: FRANCJA – rz. Verdon …::… strona główna wyprawy …::… POPRZEDNI WPIS: Terme di Montecatini

Zobacz również 


EUROCAMP


Camping Barco Reale


Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.


(c) Portal Małego Podróżnika

 

Share