Europa z Eurocampem (Włochy, Francja) – tydzień 2 – FRANCJA, Prowansja – Castellane

Europa z Eurocampem (Włochy, Francja)
Tydzień 2 – FRANCJA, Prowansja  – 2014

Castellane i camping Domaine du Verdon

 Camping Domaine du Verdon

Camping ten zasługuje na osobny akapit ponieważ jest najlepszym campingiem na jakim dotychczas byliśmy. Cieszyć się należy, że trafił do oferty Eurocampu. Początkowo camping wygląda na bardzo mały, ale to pozory. Zajmuje spory obszar na którym mamy zabytkowy dom stanowiący zaplecze logistyczno-gastronomiczne (recepcja, knajpka, sklep) i co jest absolutnie niezwykłe to duża część poświęcona na zabawę i rekreację. Na tym campingu mieszkamy w mobilku, który mimo, że stoi w części “gęstej” zabudowy jest od innych oddzielony wysokim żywopłotem. Kiedy udajemy się w kierunku rzeki zaczynają się tereny do zabawy, sportu i rekreacji.

Już pierwszy plac budzi zdumienie bo mamy chyba z 12 stołów do ping-ponga. Dalej plac zabaw dla najmłodszych też bogato wyposażony. Boiska do siatkówki i koszykówki, a dalej… To nas naprawdę zdumiało – dwa stawy w tym jeden jest stawem dla… wędkarzy, a drugi do pływania małymi łódeczkami. Od brzegu tego stawu zaczyna się plenerowa siłownia dla… kilkudziesięciu osób. Wiele z urządzeń jest dwuosobowa więc można łapiąc kondycję sobie pogadać bez pokrzykiwania. Od siłowni przestrzeń do rzeki to łąka gdzie można rozłożyć koc i być jak w górach na biwaku nad rzeką. Albo po prostu przyjść można tu by poczytać książkę spoglądając od czasu do czasu na nurt Verdon.

Kolejna atrakcja to baseny z podgrzewaną wodą m.in. z potrójną zjeżdżalnią – chłopcy szaleli i jak wracaliśmy wcześniej na camping albo był dzień odpoczynku to nie chcieli z nich wychodzić. Camping z miasteczkiem jest połączony pieszym szlakiem z dala od szosy. Zauroczyła nas ta niezwykła wolna przestrzeń. To naprawdę jest niespotykane w takiej skali. Dzięki temu nie ma tego od czego uciekamy w wakacje czyli tłumu, kolejek, itd… Ceny też w miarę ludzkie czyli spokojnie można pójść po gorącą bagietkę rano. Ciekawe jest miejsce do gratisowego mycia samochodów – przydało się jak po jeździe polnymi drogami między polami lawendy samochód nasz był pokryty warstwą błota. Camping ma 4 gwiazdki, ale my dodajemy mu od nas piątą!

 Castellane

Skarżyłem się, że miasteczka i wioski francuskie są strasznie zaniedbane i nijakie przy bliższym oglądaniu więc dla odetchnięcia i zmazania, chociaż trochę, nie najlepszego wrażenia zwiedźmy Castellane. Miasto ma położenie idealne bo wreszcie jest dolina pozwalająca na uprawę ziemi, skały na budowę zamku. Wreszcie mamy urokliwą starówkę z zaułkami i urozmaiconą architekturą. Pikanterii miejskiemu krajobrazowi dodaje pionowa skała wznosząca się niedaleko od rynku na 184 metry w górę, zwieńczona dużą kaplicą.

Ponieważ Marcin z Marzeną pojechali się wspinać więc my zabieramy Kajetana i postanawiamy zwiedzić miasto ale… Pierwszy etap zwiedzania to tylko przejście od parkingu do początku szlaku prowadzącego ku kaplicy. Szlak zaczyna się w niepozornej uliczce po kilkudziesięciu metrach od przejścia przez bramę na starówkę. Ścieżka mija ukwiecone ogrody i po progach skalnych szybko zdobywamy wysokość. Przechodzimy przez wejście w murze i jesteśmy na terenie dawnego zamku. Pozostał jeden budynek przebudowany po wiekach i teraz pusty w środku oraz baszta obronna. Zamek to niewielka ruina więc po szybkim zwiedzeniu idziemy dalej. Z prawej strony dochodzi ścieżka prowadząca od kościoła przy rynku. Teraz pojawiają się stacje Drogi Krzyżowej i ławeczki dla zmęczonych wędrowców. Miasto widzimy coraz niżej. Mamy mozaikę dachówek w tonacji czerwono-brązowo-pomarańczowej. Wreszcie kolejne skrzyżowanie szlaków, w lewo do dawnego Petra Castellana, w prawo do kaplicy wiszącej nad nami. Ciekawe miejsce i chłopcy stwierdzają, że czas na “bazę pod Everestem” i nie czują potrzeby łojenia dalej.

Zostają po solennym obiecaniu, że się nie pokłócą i nie będą mieć głupich pomysłów. My wspinamy się ścieżką, która przesmyknęła się przełączką na drugą stronę góry (od strony miasta jest pionowa ściana skalna) i prowadzi zakosami na górę. Wreszcie kopuła szczytowa, drzewka pokręcone przez wiatry i kaplica oraz stojący kilkadziesiąt metrów z boku korpus wielkiego posągu. Od przepaści odgradza wysoki do piersi murek – i słusznie… kiedy się wyjrzy mamy efekt ŁAŁ! Miasto dokładnie pod nami. Rzadko można na miasto “z miasta” patrzeć pionowo w dół z takiej wysokości bez żadnej wieży widokowej! Wyczekuję na moment kiedy dookoła jest cień z chmurek, a na miasto pada słońce jak z reflektora i robię zdjęcia.

Kaplica Notre – Dame du Roc jest bardzo ważna dla miasta i pielgrzymów z dalszych okolic. Swoją sławę zawdzięcza posążkowi MB, do którego podczas epidemii cholery pielgrzymowano błagając o oszczędzenie miasta. Może czysta woda zapewniła, że pomór nie zniszczył miasta, a może i wyroki boskie. Od tego czasu próśb i podziękowań MB przybywało i przybywa do dziś. Jak na kaplicę stojącą wysoko w górach wnętrze jest dość bogate i ciekawe. Na ścianach sporo archiwaliów m.in. obraz pokazujący pielgrzymkę do MB w czasach szalejącej cholery.

Ania z chłopcami schodzi do miasta, ja jeszcze idę do Petra Castellana. Nie są zbyt imponujące i porośnięte kolczastą roślinnością, ale jeden fragment z portalem jest bardzo ładny i wart spocenia się na dojściu i powrocie bo przewiewu tu nie ma, a słoneczko nieźle dogrzewa. Każdy murek to teraz bardzo ładny skalniak. Uwielbiam roślinność rosnącą na wapieniach, a teraz jest wspniały czas kiedy wszystko kwitnie. Jestem otoczony murami najstarszej części miasta. Kiedy było zagrożenie najazdami Saracenów tu zbudowano warownię, a skała z platfomą o powierzchni 640 m2 była tą niezdobytym ostatnim miejscem oporu. No ale właśnie wspomniałem o kolczastej roślinności, upale, kamulach wykręcających nogi… To samo myśleli ok. 1000 roku mieszkańcy. Przecież u swoich stóp mieli żyzną dolinę… Tak więc ok. 1000 roku rozpoczęła się długa przeprowadzka w dół w miejsce dzisiejszego miasta.

Tym razem schodzę ścieżką prowadzącą do kościoła przy rynku. Wycieczka niby prościutka, ale nie polecam klapek. Z reguły jest po kamulach z pieca na łeb. No ale już kościół i rynek. Główny plac porastają jawory. Mamy tu sporo bardzo ładnych domów, ciąg knajpek. Zwraca uwagę Hotel de Ville. Warto zajrzeć do sklepów z pamiątkami gdzie za stosunkowo niewielkie pieniądze można kupić coś oryginalnego wyprodukowanego przez lokalnych artystów lub rzemieślników. Poza pamiątkami materialnymi kuszą lokalne kulinaria. Nalewki, wina, sery, szynki, oliwa z ziołami,… Zawrót głowy!

Przez Castellane przechodzi tzw. Droga Napoleona który po izolacji na Elbie w 1814 roku wraca do polityki i fragment jego drogi (którą wybrał by nie spotkać się z przeciwnikami) od wybrzeża prowadzi przez Grasse, Digne i Gap czyli będziemy nią często jeździć. W Castellane pojawił się z niewielką grupą go popierającą 3 marca koło południa. Tu został podjęty obiadem przez sub-prefecta Francoul, który popierał Napoleona i za gościnę miał awansować na prefekta znacznie większego Digne.

Idziemy przez wąskie uliczki opanowane przez niezliczone sklepiki z pamiątkami, barki, restauracyjki. Wszystko to takie małe, miłe w przyjaznej człowiekowi skali, spokojnie i cicho. Życzliwie i z niewymuszonym uśmiechem witają turystów właściciele galerii. Z jednym z nich porozmawialiśmy chwilę bo chłopcy koniecznie chcieli obejrzeć dokładnie kolekcję modeli blaszanych samochodów i… noży. Okazuje się, że prowadzi sklep tylko latem w sezonie i wraca na zimę, kiedy nie ma w Castellane turystów i możliwości zarobku, do żony, która prowadzi sklep w… Bangkoku. Jaki ten świat mały!

ZDJĘCIA:


Recepcja Eurocampu.


Tu mamy za darmo sprzęt sportowy np. do ping-ponga,
książki, karty, gry i oczywiście mnóstwo materiałów informacyjnych.


Centrum ping-ponga.



Centrum administracyjno-handlowe campingu.


Plac zabaw.


Staw dla wędkarzy – widać sporo dużych ryb.


Fragment plenerowej siłowni.


Rzeka Verdon omywająca camping.


Dzieci są czyste lub szczęśliwe – tak wygląda szczęśliwe.


Nasz mobilek.


Baseny w pięknych okolicznościach przyrody.


I super zjeżdżalnie…


…ulubione miejsce chłopców.


Fotokast z zabawy nad rzeką Verdon i na basenie!


Jedna z wersji śniadanka. Pomidowy, mozarella, cebulka, oliwa, sól, pieprz.
I oczywiście chrupiąca bagietka!



Trębacz miejski ogłasza: czas ruszać na szlak.


Ośrodek informacji turystycznej.


Nasz cel zawieszony nad miastem.


Zaczynamy wspinaczkę.


Kilka chwil i już zaczynamy patrzeć na miasto z góry.


Zamek.


Kiedy szlaki się połączyły zaczynają się ławeczki
dla strudzonych pielgrzymów i stacje Męki Pańskiej.



Petra Castellana – dawna twierdza z X wieku…


…i to co z niej pozostało.


Wreszcie na szczycie! Kaplica.


Wnętrze – prezbiterium.


W bocznym ołtarzu cudowna figurka MB do której…


…pielgrzymowano w czasach zagrożenia.


Jeszcze panorama przez…


…niezwykłej wielkości posąg. Niestety nie ocalał w całości.


To co najlepsze – widok na miasto!



A tymczasem w…


…”bazie pod Everestem”…



Schodzimy do miasta.


I już na dole.


Główny plac miasta.


I ładne budynki…


…dookoła.




Przez miasto prowadzi szlak, którego najważniejsze punkty
są wyznaczone przez sylwetki powiązane z danym miejscem.


Przystanek kondycyjny…


Od takich sklepów trudno się oderwać.


A jak aparat przyciągają takie wystawy to czas na obiad.



NASTĘPNY WPIS: FRANCJA – lawenda …::… strona główna wyprawy …::… POPRZEDNI WPIS: rz. Verdon

Zobacz również 


EUROCAMP


Camping Domaine du Verdon w Castellane

Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.


(c) Portal Małego Podróżnika

 

Share