Europa z Eurocampem (Włochy, Francja) – tydzień 2 – FRANCJA, Prowansja – lawenda…

Europa z Eurocampem (Włochy, Francja)
Tydzień 2 – FRANCJA, Prowansja  – 2014

Lawenda, lawenda, lawenda,…

 LAWENDA: Rośliny kosmetyczne uprawiane dla eterycznych olejków wykorzystywanych w kosmetyce. Niektóre gatunki są uprawiane jako rośliny ozdobne. Roślina lecznicza i miododajna. Stosowane są przeciwko molom odzieżowym, które odstraszają swoim zapachem. Symbolika średniowiecza kojarzyła bladoliliową lawendę z duchowymi zaletami Matki Boskiej. Klad astrowe, rząd jasnotowce…. tyle Wiki.

Z lawendą mieliśmy okazję zapoznać się na wyspie Hvar w Chorwacji podczas jednej z naszych wypraw. Tam rosła na niewielkich pólkach wydartych skałom, ukryta za murkami. Teraz jesteśmy w Prowansji gdzie lawenda rośnie na ogromnych przestrzeniach i jest jednym z symboli. Jak ktoś nie wierzy to wystarczy się przejechać między polami i zobaczyć ilu Japończyków się fotografuje na tle lawendy oraz lawendę w rzeczy samej. No a jak Japończycy wykrawają z tygodniowego urlopu dzień na lawendę to musi to być coś WOW! (ŁAŁ!)… 🙂

Ruszamy tradycyjnie z campingu skręcając w lewo ku przełomom. Skoro nas one nie interesują czuję to co Francuzi usiłujący gdzieś szybko dojechać między plączącymi się 20 km/h turystami. No ale wreszcie Point Sublime i dalej jest już lepiej bo mniejszy ruch. Nasza trasa prowadzi przez La Palud-sur-Verdon, Moustiers-Sainte-Marie, Riez, Valensole. Za Valensole zjeżdżamy w dolinę rzeki Asse i jedziemy w górę jej biegu przez Norante, Barreme mijamy jej źródła i szalonymi serpentynami zjeżdżamy do Castellane. Oczywiście nie był to jeden przejazd bo odwiedziliśmy jeszcze kilka innych miejsc w bok od tej pętli przy innej okazji, ale jest to chyba najciekawsza trasa jeżeli chcecie w jeden dzień zobaczyć przełomy i również lawendowe pola.

Miasteczka w przełomie są jak gniazda jaskółek, czy raczej gniazdowiska przyklejone do skał. Poczynając od Rougon po Moustiers-Sainte-Marie. Ale nie spodziewajcie się za wiele po spacerze uliczkami bo zadziwia trochę zaniedbanie tych miasteczek. Domy z opadającym tynkiem i niekiedy między nimi jakiś odnowiony z fioletowymi okiennicami. Oczywiście z daleka wygląda to super. Najlepiej z jadącego samochodu bo na nieruchomym zdjęciu co i rusz coś zgrzyta.

Kiedy jesteśmy na prostej do Valansole mamy wreszcie to czego szukaliśmy, łagodnie pofałdowany teren i między innymi uprawami fioletowe pola lawendy. Zastanawia nas, że niektóre pola mają bardziej intensywną barwę. I to nie dotyczy wielkości lawendy, czy różnic w wegetacji – często jest to na tym samym terenie. Oczywiście mamy Japończyków robiących zdjęcia ale i mniejsze campery, które wjeżdżają w polne drogi, znajdują miejsce z widokiem na lawendowe pole i… przygotowują obiad! Ciekawy pomysł…

Valensole jest niezwykłym miastem. Nie sposób nie łączyć go z otaczającym płaskowyżem bo gdyby nie ta ziemia to może i miasta by nie było. To rolnicze miasto jak się przeczyta na ich stronie internetowej jest: “Dynamic town, it has a varied program of events and festivals including the famous lavender festival not to be missed!” – to określenie dynamiczne spowodowało u mnie opad szczęki… Kiedy przyjechaliśmy tu pierwszy raz wyglądało jakby tu nikogo nie było. Na rynku 1 osoba, sklep zamknięty od 12:00 i właściwie wszystko pozamykane poza kafeterią, ale też pustą… Dopiero za drugim razem odkryliśmy stację benzynową i sklep obok, tym razem czynne. Miasto, wyglądające jakby się w nim czas zatrzymał przynajmniej od XIX wieku, położone jest na grzbiecie wzgórza ze wspaniałym widokiem na mozaikę pól. Poza lawendą i zbożem uprawia się tu również… drzewa migdałowe! A miasto chwali się, że u nich jest 300 dni słonecznych w roku!

Najważniejszym wydarzeniem jest 20 lipca Festiwal Lawendy. Będą parady, muzyka, objazd pól i pokazy wytwarzania produktów z lawendy. Nie zabraknie też możliwości kupienia tego co wytworzyło ponad 100 lokalnych producentów. No ale my jesteśmy w czasie gdy może mieszkańcy tylko patrzą jak lawenda rośnie i nie mają potrzeby robienia sztucznego ruchu w miasteczku. Valensole ma nawet herb pasujący do tej “słonecznej doliny” – na błękitnej jak niebo tarczy złote słońce na literą “V”.

Z Valensole jedziemy nad krawędź doliny rzeki Asse. Okazuje się, że ten łagodny krajobraz to taka tradycyjna zmyłka i już niedługo zapach nadpalonych hamulców powróci. Zatrzymaliśmy się właśnie na punkcie widokowym gdzie ze 300-400 metrów niżej mamy samotne gospodarstwo i jakbym ze śwagrem się zamachnął to kamieniem bym dorzucił. No ale nie chodzi o rzucanie tylko o zjazd po tek prawie pionowej krawędzi doliny rzecznej. Okazuje się, że trasa biegnie zawijasami przez las z dużą ilością dębów i wiecie co… tu zbiera się “czarne złoto” – trufle! No i jesteśmy na dole… O tym co się tu może dziać kiedy w rzece jest większy stan wody świadczyć może niezwykle szerokie koryto, w którym teraz prawie nie ma wody mimo padających niedawno deszczów. Ale kiedy w górach topnieją śniegi… A te góry tuż, tuż i za chwilę przez nie poprowadzi nas droga do domu.

Jeżeli na tej pętli zapragniecie odwiedzić jakieś duuuuużżżżżeeeee centrum handlowe to polecamy Digne les Bains, które by uprościć komunikację w grupie nazwaliśmy Ding-Dong. Jest tam np. Decathlon, który oczywiście zaopatrzenie bije polskie kilka razy – ciekawe doświadczenie i żal jak nas traktują.

Od skrętu na Digne zaczynają nam towarzyszyć góry i tory kolejki do Nicei. Będzie nam towarzyszyć od Mezei przez Norante do Barreme gdzie tory uciekają w lewo, a my zaczynamy poważnie zdobywać wysokość. Rzeka zanika, skalne okno i przełęcz. Za chwilę w dole zobaczymy Castellane, które z tej wysokości jest prawie niewidoczne i do poznania tylko dzięki skale z kaplicą. Szalone serpentyny, krótki przejazd zachodnim skrajem miasta i jesteśmy na campingu. Acha! Nie kupujcie odświeżacza powietrza do samochodu – wrzućcie ze trzy gałązki kwitnącej lawendy!

ZDJĘCIA:


Pogoda dziś nie zachęca do akcji górskiej więc jedziemy na płaskowyż.


Nasz tradycyjna już droga przez przełomy gdzie campery ledwie się mieszczą.


Możemy podziwiać zawieszone pod skałami…


…miasteczka jak np. Saint Jurs.



Widzimy pierwsze pole lawendy!


I otto…


…chodzi!



.


.


Są i Japończycy!


Bardzo pięknie wyglądają też pola nie do końca wyplewione.


Tu Ania prosiła o azyl…


Valensole widziane z pól…


…i te pola z Valensole.


Samo Valensole niewiele…


….się zmieniło od czasu zrobienia tych zdjęć.


Bagietki? Do 12:30…


Pomnik pszczoły?


Okolica rolnicza to nie tylko uprawy lawendy ale gaje oliwne…


….i zboża.


Niekiedy na polach pozostały ruiny domów gdzie mieszkano
w czasie zbiorów kiedy jeszcze nie było samochodów.


Spojrzenie w dolinę rzeki Asse – zaraz tam zjedziemy.


Skok w bok do Les Mees by zobaczyć…


…penitenty.


Panorama Penitents des Mees.



W dolinie rzeki Asse już na “prostej” ku Castellane.


Trąbienie w wielu miejscach obowiązkowe.


Jeszcze chwila i przełęcz.


Widok w dolinę gdzie jest Castellane.



Prawie w domu.


NASTĘPNY WPIS: FRANCJA – przełomy rzeki Verdon …::… strona główna wyprawy …::… POPRZEDNI WPIS: Castellane

Zobacz również 


EUROCAMP


Camping Domaine du Verdon w Castellane

Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.


(c) Portal Małego Podróżnika

 

Share