Europa z Eurocampem (Włochy, Francja) – tydzień 2 – FRANCJA, Prowansja – przełomy Verdon

Europa z Eurocampem (Włochy, Francja)
Tydzień 2 – FRANCJA, Prowansja  – 2014

Rzeka Verdon – pływamy w przełomach

 Dziś pogoda jak marzenie więc jedziemy… znowu przez przełomy (ile razy jeszcze) aby popływać sobie po tej wspaniałej rzece oczywiście w jej przełomach. Ponieważ ostatnio padało więc wody w rzece jest znacznie więcej niż zwykle. Spokojny wysychający potoczek zamienił się w niezłą kipiel. Ale tym razem nie popłyniemy na white water ale rekreacyjnie by się pokąpać i piknikować. Będziemy mieć taki cydring nadrzeczcingowy.

No ale zanim napiszę coś o naszym pływaniu może warto opisać samą rzekę Verdon. Jest to idealne połączenie sił natury i działalności człowieka. Gdyby jakiś “ekolog” chciał protestować to najlepiej gdyby się utopił przykuty do skały poniżej linii wodnej.

Natura zapewniła szalone góry, z którymi zmierzyła się rzeka. Walka musiała być zaciekła. Im wyżej się wypiętrzały tym bardziej rzeka je piłowała. No i dała radę. Ale… Na krótkim odcinku mamy aż trzy zapory. Te najwyżej są jak Nidzica dla Dunajca. Łapią straszliwe fale powodziowe i puszczają w dół w miarę stałą ilość wody. Jednak górny zbiornik czyli jezioro Lac de Castillone jest jednak stosunkowo niewielki i tę wodę czasami “popuszcza” co stwarza zagrożenie w najwęższym miejscu przełomów.

Przez przełomy prowadzi bardzo ciekawy szlak turystyczny, który m.in. wykorzystuje wykute tunele powstałe w celu przygotowania do budowy kolejnej tamy w okol. Point Sublime. I dobrze, że pomysł nie wypalił ponieważ kolejne jezioro zepsułoby przełomy. Tak mamy je aż do wypłynięcia na równinę. Ale… Wtedy rzeka napotyka tamę i tworzy Lac de Sainte Croix. Zresztą też równina to nadużycie z mojej strony bo to płaskowyż . Jeszcze dwa Lac po drodze czyli jeziora i mamy rzekę Durance…. Ufff… A dla przypomnienia wymiary przełomów: 21 km, 700 metrów wysokości, dolna część szeroka na 6 do 100 metrów, a górna od 300 do 1500 m.

Dla nas najważniejsze jest Lac de Sainte Croix bo jest tuż za przełomami gdzie prawie pod mostem na drodze Moustiers-Ste-Marie – Aups mamy wypożyczalnię naszych statków. Dlaczego akurat tam? Ano bo mają tam czteroosobowe pływadełka, które można nazwać środkowo-kołowcem i co BARDZO WAŻNE te pływadełko ma drabinkę do wychodzenia z wody. Jak ważna jest taka drabinka wiedzą ci co się utopili bo jej nie mieli. Mogliśmy też zrobić film instruktażowy jak trzy dziewczyny usiłują na pokład wciągnąć czwartą właśnie nie mając drabinki ale litość nas wzięła i darowaliśmy sobie (i jej) milion odsłon na YT.

Po co drabinka? Bo się kąpać będziemy! Skakać do zielonej głębi! A dlaczego? Bo woda jest ciepluteńka! Wapień, ciepłe źródła, nieważne co ale woda jest jak w super podgrzewanym basenie. Od miejsca gdzie jesteśmy do ok. kilometra od jeziora jest pyszna woda. A jak cieplusia to się kąpiemy. A gdzie plaża? Nie ma – pionowe skały! Dlatego ta drabinka niezbędna by móc wrócić na pokład!

Pływadełko (powtarzam się – nazwijmy je: mydelniczka)… Nasza mydelniczka świetnie sobie radzi z płynięciem w górę rzeki. Mijamy most, wąskie pionowe skały za nim, wodospad i z odgłosem tap, tap, tap, tap naszego kołą łopatkowego i cichym pluskiem płyniemy dalej. Początkowo woda jest o cudnym zielonym kolorze i ciepła co łatwo było sprawdzić jak przybiliśmy do właśnie zwolnionego miejsca przy nyży skalnej.

Im dalej jednak tym kolor wody zmieniał się w kierunku porannej kawusi z mlekiem. To skutki deszczy. Zaczyna się szybki nurt czyli widzimy, że trzeba nieźle pedałować by jednak poruszać się w górę rzeki a nie stać w miejscu. Widzimy za 300 metrów kamienną łachę z mydelniczkami dwiema więc wrzucam bieg górski-wodny i kręcę pedałami ile wlezie… Pot leje się strumieniami, a momentami jak wypłyniemy na główny nurt to stoimy w miejscu mimo pełni heroizmu przy pedałowaniu.

Ło MATKO! (Boska i własna) Wreszcie zgrzyt kamieni i można wyskoczyć i mydelniczkę posadzić na kamykach. Szczęśliwie mamy 30 m linki cumowniczej więc nie musimy szarpać się z wyciąganiem plastiku na kamienie. Dalej popłynąć się nie da. Nawet kajakarze mają problem. I nie chodzi nawet o prąd, ale o głębokość H2O i kamienie. To już nie dla mydelniczki. Chłopcy mają zabawę bo rzucają kamieniami w błotko. Podobno tak dobierano kiedyś dźwięk drzwi zamykanych w Mercedesie lub Cadillacu. Po obowiązkowych zdjęciach szukam ładnych kamyków na pamiątkę.

Po 15 minutach usiłują dopłynąć do nas dwie kolejne mydelniczki – czy ja też byłem taki zziajany jadąc ostatnie 100 metrów na adrenalinie? TAK! Nasi chłopcy wyglądają strasznie czyli są szczęśliwi bo umazani błotem. Powinien być tu prysznic do spłukiwania. Pakujemy się na mydelniczkę i wracamy z prądem…. Co za ulga! Samo płynie!

Osiągamy granicę zielonej wody. Od tego momentu raporty naszych czujników temperatury czyli rąk chłopców mówią o wzroście temperatury. Wreszcie mamy wodospad. To lokalna atrakcja więc kręci się tam z 15 pływadełek. Po obejrzeniu skoków z wodospadu dopływamy do zatoczki ok. 30 metrów niżej gdzie mamy jakąś roślinność do zacumowania. To już ta część gdzie skały są pionowe. Ale mamy drabinkę. Po zacumowaniu mydła nie wracam na pokład ale skaczę daleko w zieloną głębię. Ważne by skakać nawet z pionowych skał conajmniej ze dwa metry od brzegu bo pod wodą jest sporo iglic i kamuli, których nie widać a krzywdę można sobie zrobić.

Mamy dla chłopców płetwy i resztę akcesoriów pływackich lecz najbardziej podoba im się ciąganie za mydelniczką na lince. Dość szybko odcumowaliśmy bo jest już sporo po południu i przy tej głębokości kanionu słońce znika z jego dna błyskawicznie. Pamiętajcie by zacząć swoją przygodę tu tak. ok. 11.00 – po południu robi się ciemno jak na dnie studni. Jak znika słońce to i chłód zaczyna kąsać więc nagle mamy exodus. Wszystkie pływadełka zmieniają kurs na jezioro. Spotykamy Jamkosiów, którzy właśnie dotarli po wspinaczce. Szkoda, że tak późno – płyną pod prąd, a my oddajemy mydelnicę zaraz za mostem i oddajemy się kąpaniu. Tu jest cieplutka woda i słońce na jeszcze duuuuuużo czasu.

Jeżeli myślicie, że się wałkoniliśmy na brzegu długo i jeszcze dłużej to się mylicie… Pojechaliśmy wkrótce w kierunku Valensolle i doliny rzeki Asse by po raz kolejny zobaczyć i poczuć to co opisaliśmy w poprzednim dniu czyli lawendowe pola… I tym jakże miłym akcentem prawie kończę reację z dzisiaj.

Jedna uwaga… To są góry – trudne góry! Jeżeli chcecie przejść się jednym ze szlaków to pamiętajcie o absolutnie koniecznych rzeczach do zabrania: woda (min. 2 litry/osoba) szlaki są suche – idziecie 300 m nad rzeką i nie macie skad wziąć wody, jedzenie (najlepiej z zapasem na 24h), latarka (tunel 600 m długości jest kompletnie czarny, a w środku kamule), buty trekowe (koniecznie!!!) chodzicie po strasznych wykrotach, a nie gładkim granicie! I na koniec ostrzeżeń – kask tu się nosi i nie jest wstydem go mieć!

A następny dzień to… będzie transfer! Czas opuścić tę Wysoką Prowansję i udać się do Sabaudii. Czeka na nas Mt Blanc ale wysokogórskie szlify chyba zdobędziemy już na dojeżdzie pod warunkiem, że pewna przełęcz zostanie otwarta przez drogowców… 3majcie kciuki – mamy nadzieję, że się uda!

ZDJĘCIA:


Dojazd – nie możemy się powstrzymać by nie patrzeć…


….gdzie będziemy płynąć.


Takie lokalne wodospadziki z okapów skalnych zanikają wkrótce po deszczu.


Trudno dać wiarę, ale za 30 minut będziemy jednym z białych punkcików na wodzie.


Samotność kajakarza.


Lac de Sainte Croix, w lewym dolnym rogu zdjęcia nasza wypożyczalnia.


Brama w przełomy od Lac de Sainte Croix.


Widok z mostu…


…pod którym zaraz przepłyniemy.


Kolor wody niesamowity!



Miejsc do takiego przybicia jest bardzo niewiele.



Mydelniczka w pełnej żeglarskiej krasie… 😉


Wodospad przypomniał nam o…


…kąpieli!



Dlatego zawsze warto mieć ze sobą kilkanaście metrów linki.


Kolor wody dramatycznie się zmienia…


…tata do pedałowania!


Dalej naszą mydelniczką…


…już nie dopłyniemy.


Wracamy na czyste, zielone wody…


…i pod wodospad ze skaczącymi dziewczętami…



Wodospad z perspektywy sępobóla dziobatego.


Pozdrowienia z rzeki Verdon!


Marcin ma wodną autoasekurację.


Jedziemy dalej – do zobaczenia Verdon!.
Tyle jeszcze tu do zobaczenia!


NASTĘPNY WPIS: FRANCJA – premia górska i amonity, …::… strona główna wyprawy …::… POPRZEDNI WPIS: lawenda, lawenda,…

Zobacz również 


EUROCAMP


Camping Domaine du Verdon w Castellane

Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.


(c) Portal Małego Podróżnika

 

Share