Wędrówki po Polsce – Zlot rodzin Couchsurfing’owych – Góry Sowie

Zlot rodzin Couchsurfing’owych odbył się w Rzeczce w Górach Sowich w dniach 14-16.08.2009. Mamy oczywiście silną reprezentację Polski ale dojechały i doleciały do nas rodziny z USA, Rosji, Niemiec, Grecji. Zlot to okazja nie tylko do odpoczynku i zabawy, ale poznania się i wymiany doświadczeń. Ciekawe wycieczki w okolicę bliższą i dalszą ale również warsztaty z najróżniejszej tematyki. My np. będziemy pogłębiać u uczestników wiedzę fotograficzną ale sami będziemy uczyć się jak powstają rzeźby z….. taśmy samoprzylepnej…

DZIEŃ I

Piątek 14 sierpnia 2009.
Z całej Polski ruszają do Rzeczki w Górach Sowich rodziny Couchsurfing’owe (zwane dalej: rodziny CS). Wcześnie zaczęli ci co mają trochę dalej – przedstawiciele USA, Rosji, Grecji,…. Jesteśmy punktualnie co pozwala nam zjeść obiad i zakwaterować się. Chłopcy ani myślą coś zjeść bo mają kilka samochodzików plastikowych do jeżdżenia. Nie ma jeszcze wszystkich więc nie ma też zbyt wielu konfliktów o wspólne zabawki. W sumie ma nas być ok 40 dorosłych i 30 dzieci. Boże Chroń okolicę! Punktualnie o 20.00 zaczynamy część oficjalną. Płonie ognisko i organizatorzy przekazują podstawowe informacje co gdzie kiedy i jak. Później po części oficjalnej śpiewy i swawole przy ognisku. Jutro o 8 rano ruszamy w góry….

Zdjęcia…


Rzeczka “Bar Pod Przełęczą” nasza baza.

 


Chłopcy szaleją na samochodzikach.


Michałek odkrywa urok klocków magnetycznych.


Oficjalne powitanie.


Pojawiło się ognisko…


…więc dzieci zajęły się ogniem.


Poznajemy się…


…i mówimy co też ciekawego przygotowaliśmy dla innych.


Pojawiły się tajemnicze pianki dla dzieci.


Cuchnie paloną gumą ale podobno…. ałć!!! gorące…


…jak uratuję paluszek…


…i ostudzę…


…to zjem… 🙂


Ale następne to zjem bez przypiekania…


Pojawiają się instrumenty…


…i zaczyna się…


…wspólne muzykowanie.


Otacza nas upojna noc sierpniowa.


Kto umie ten śpiewa.


Ale wszyscy…


…grają!



Staś poznaje koleżankę ale starszy brat czai się za plecami… 😉


Hej! Hej! Hej! Sokoły…


…pozwólcie skakać może nie przez ognisko, ale przez pieniek…


Kupiłek se jeża… Mamo! Kto to jest kupiłek?…


Kto się tu schował, tylko rączkę widać…


…STAŚ!


D O B R A N O C !!!


DZIEŃ II – sobota 15 sierpnia 2009.

Początek dnia wcześnie, ale nie ma wyboru. Szybkie śniadanie i ekipa dzieli się na dwie grupy. Pierwsza grupa idzie zwiedzać walimskie podziemia. Ponieważ je znamy a Ania i chłopcy nigdy nie byli na Wielkiej Sowie zapisujemy się na akcję górską. Wejście po moich śladach sprzed lat.
Od “Baru Pod Przełęczą” prosto i ostro w górę na przełączkę skąd już ostatnie 15 minut podejścia na szczyt. Wielka Sowa jest bardzo charakterystyczną górą z racji wieży widokowej przypominającej latarnię morską. Z góry znakomity widok na całą okolicę. Stasio zbudzony trochę za wcześnie marudzi troszkę na podejściu, ale od czego ma tatę. Wysokość zdobywa na tacie. Oczywiście jak jest dużo ciekawych patyków i kamieni to wcale nie jest zmęczony i biega jak fryga. Z góry jak to z góry już lepiej…
Wracamy na kwaterę akurat w porze obiadowej. Po obiedzie prowadzimy warsztaty fotograficzne. Po warsztatach foto kolejne w grupowym zagospodarowaniu papierowego miasta. Dzieje się non-stop wiele rzeczy. M.in. popełniliśmy rekord w ilości jednocześnie wypuszczonych baniek mydlanych w Górach Sowich… 😉 Wieczorem gry i zabawy terenowe a po zachodzie słońca karaoke, ognisko i prezentacja lampionów.

No to na razie tyle z dziś… zdjęcia…


Poranek…


Ruszamy ostro pod górę.


Rzeczka w dole pod nami.


Wchodzimy do lasu.


Chłopców wszystko ciekawi i…


…ciekawość rozbudza głód – śniadania nie zjedli, pora na piknik.


Idziemy dalej. Nasza grupa.


O! JAGODY!


Każdy nazbierał przynajmniej tyle by jęzorki były fioletowe.


A grupa nam tymczasem odeszła. Tata! Tam są…


Czekają na nas w pięknym miejscu.


Przystanek na podejściu.


Dzielny Michałek cały czas idzie sam.


Wielka Sowa zdobyta! Wieża widokowa.


Jakby mało było podchodzenia to jeszcze schody na wieże.


ŁAŁ!!! Jakie widoki!!!


Widzę naszą kwaterę!


Panoramka Gór Sowich.


Staś daje sygnał do zejścia…


…by mieć czas na zabawę na dole.


Schodzimy. Staś uważa, że po drzewie będzie może nie łatwiej ale ciekawie.


Punkt etapowy – Schronisko Sowa.


Szukają borsuka???!


Jeszcze niżej Schronisko Orzeł z miłą piwniczką…;-)


Z takim widokiem jak miło pije się piwo soczek. 😉


Miś Makumaka i lemurek byli z nami.

Warsztaty po powrocie z Wielkiej Sowy i obiedzie


Duże nagromadzenie sprzętu foto na metr kwadratowy.
Warsztaty fotograficzne.


Papierowe miasto.


Wycinamy….


…malujemy…


…lepimy…


…i tak powstaje…


…prawdziwe miasto!!!


Law mi tender… Rusza kącik karaoke.



Karaoke z widokiem na zachód słońca.


Wielka skakanka – początki trudne….


…ale co się działo po treningu!!!


Noc należy do wykonanych wcześniej lampionów.


Ania prezentuje nasz lampion.


Jak się zrobi fajny nastrój to i koleżankę łatwo zainteresować….


Strażnik ognia.


Zdobywamy nowe umiejętności.


Przed pójściem spać przeciąganie liny. DOBRANOC!


DZIEŃ III – Niedziela 16 sierpnia 2009

Ostatni dzień zlotu. Ostatni ale naprawdę ciekawy. Najpierw jedziemy zdobyć Zamek Grodno. Udaje się chociaż łatwo nie było bo broniło go Bractwo Rycerskie. Mieli miecze, topory i hakownice a w lochu już jeden odważny(a) zamienił(a) się w szkielet… No ale nasza siła rażenia była wielka – zamek zdobyty. Po nim wracamy aby nadwątlone siły podreperować obiadem. Pysznym i bogatym bo to i niedziele i ostatni wspólny obiad. Niestety ze smutkiem stwierdzamy, że wyjechali Ci, którzy mają najdalej do domu. Po obiedzie saleństwo gier, zabaw i warsztatów plastycznych. Dzień kończymy kolacją z oficjalnymi przemówieniami od Organizatorów, którym serdecznie dziękujemy gromkimi brawami za perfekcyjną organizację imprezy. Obiecujemy w miarę możliwości spotykać się przynajmniej w polskim gronie… Do zobaczenia.

Zdjęcia…


Zamek Grodno w Zagórzu Śląskim – brama wejściowa.


Poznajemy historię zamku.


W sieni zamkowej “witają” nas pamiątki średniowiecznej zbrodni – krzyże pokutne.


“Bo zupa była za słona”.


Jedna z komnat zamkowych.


Studnia życzeń.


Najwyższy punkt w okolicy – wieża zamkowa.



Schodzimy z wieży eksplorować kolejne części zamku.



Bractwo Rycerskie zamku Grodno w akcji.


Pełni wrażeń wracamy na obiad – dziś w wersji pierogowo-kiełbasianej.


Polish Lunch Festival.


Jeden z wielkich chlebów kryje ogórki a drugi smalczyk.


Ognisko to podstawa.


To nie ofiary wypadku….


…to zajęcia z rzeźb…


…z taśmy lepiącej.


I nie mówcie, że w biurze się nudzicie!!!


Kto nie lepi ten gra w piłkę. Wisła prowadzi w lidze!


Można również puszczać samoloty.


Kolejne warszaty z wykonywania…


…gniotków.



Gniotki rulez!


Kolejne zajęcia wydają się bardzo specjalistyczne…


…ale wzbudzają duże zainteresowanie…


Wiecie co oni robią?…


…bransoletki ze skóry.


Efekt warsztatów.


Kolacja ruralna.


Pyszny makaronik z sosikami.


Niektórzy jeszcze nie mogą docenić włoskiego jadła.


Palce lizać.


Mniam Mniam!


A teraz można się jeszcze poruszać – jedni grają…


…inni się wożą…


Kibic?


Michaś zdobywa kolejne umiejętności.


Wieczorem pożegnalne ognisko.


Fajerwerków nie mieliśmy….


…ale zimne ognie tak.


Międzynarodowy repertuar gitarowo-wokalny na koniec.

DOBRANOC! DO ZOBACZENIA!


Skrzydłem Wielkiej Sowy po klawiszach: Krzysztof
Czytała byki poprawiała: Ania
Inspiracji jak zwykle dostarczali Michałek i Staś + 25 innych dzieci.


(c) Portal Małego Podróżnika

Share