NAMIBIA. 10 lat później… – Z Sesriem do Swakopmund przez tajemnicze kręgi i nie tylko…

NAMIBIA. 10 lat później…
Z Sesriem do Swakopmund przez tajemnicze kręgi i nie tylko…

Wstęp

Linia wschód-zachód poprowadzona przez Windhoek dzieli zwiedzanie na Namibii na część południową i północną. Powrót z południa (np. z Sesriem ku Swakopmund) do tej umownej linii by zacząć jazdę na północ jest… nudny. Precyzując: jest nudny jak się nie włoży w planowanie powrotu trochę inwencji. Ponieważ nam jej nie brakuje to wymyśliliśmy tak ciekawą trasą, że do Swakopmund dojechaliśmy głęboką nocą (ale nie róbcie tego sami – nie jeźdźcie po nocy – prosimy)! Aby pojechać na północ pojechaliśmy na południe zobaczyć Fairy Circles.

Tajemnicze kręgi – Fairy Circles

Kiedy jedziecie drogami Namibii trzeba mieć szczęście by je zobaczyć takimi jakie są widoczne z lotu ptaka, a nawet z satelity. Tysiące idealnie okrągłych kręgów, które są w tym samym miejscu latami i się nie zmieniają. Obrzeże porośnięte kępkami wyższej trawy, ale środek bez najmniejszej roślinki. Średnica ich to od 2 do 15 metrów. Kosmici?

Tak czy inaczej jest to fascynujące i warte wyprawy. Ponieważ chcieliśmy zobaczyć wielki obszar pokryty kręgami to uruchomiliśmy przed wyjazdem… satelitę! Oto zdjęcie które wskazało nam odpowiednie miejsce! Oczywiście podobnych znajdziecie wiele ale to bardzo “rokowało”…

NAMIBIA – tajemnicze kręgi widziane z satelity!

Co ciekawe uczeni do dziś nie ustalili na 100% przyczyny tego niezwykłego zjawiska. Wysuwano różne teorie (poza śladami kosmitów). Jedna taka, że spod ziemi wydostaje się trujący gaz, inna że to rośliny tak rosną walcząc o lepsze warunki do wzrostu, ale przede wszystkim o wodę ponieważ kręgi są wyłącznie na suchych obszarach o opadzie do 100 mm rocznie. Kolejna, że to miejsca gdzie rosła Euforbia – trująca roślina, która po uschnięciu pozostawia takie ślady.

NAMIBIA – Fairy Circles… Zobaczenie kręgów z poziomu samochodu nie jest łatwe. Dobrze widać ten najbliżej, ale dziesiątki innych są jako ciemne kreski.

W 2013 roku pojawiła się teoria (dość dobrze udokumentowana) opublikowana przez wiele lat badającego kręgi Norberta Juergensa, że tworzą je piaskowe termity. Jest to ich sposób na zapewnienie sobie większej wilgotności korytarzy w których żyją. Wewnątrz kręgów wilgotność była o 5% większa niż poza nimi. Termity te (Psammotermes allocerus) nie budują termitier i nie widać ich w dzień. Żerują wyłącznie w nocy i są najlepiej dostosowane do życia w skrajnie trudnych warunkach. Ich gniazda są właśnie pod kręgami. No ale inni naukowcy wskazali pewien błąd w tej teorii ponieważ kręgi powstają również w miejscach gdzie tych termitów podobno nie ma…

NAMIBIA – Fairy Circles. Tu krąg przy drodze świetnie widoczny, ale to rzadkość…

Prawdopodobnie rozwiązaniem tajemnicy nie jest określona jedna przyczyna, ale połączenie ich kilku:

  • walka różnych gatunków traw ze sobą,
  • termity,
  • naturalne dostosowanie się traw do takiego wzrostu by akumulować minimalne opady,…
NAMIBIA – Fairy Circles… Kiedy jednak wzniesiemy się wyżej… widok jest niezwykły!

Polecamy Wam film ilustrujący tę część naszej podróży (na końcu rozdziału)!

Tropic of Capricorn

Zamiast jechać na północ pojechaliśmy na południe. No ale już czas najwyższy zacząć jechać we właściwym kierunku, wrócić do Sesriem i dalej pojechać po śladach do Solitaire, które już Wam opisaliśmy. Oczywiście zatrzymujemy się na szarlotkę, to bardzo dobra tradycja w tym miejscu!

NAMIBIA – miraże…

Po drodze mamy znajome już widoki, ale nie musimy się oglądać za siebie. Nasz wzrok przyciągają niektóre lodge, w tym La Mirage jeszcze przez Sesriem, która przypomina średniowieczny zamek. Mijamy skrzyżowanie z drogą D1275 prowadzącą szalonym podjazdem na Spreetshoogte Pass (nie jedźcie tędy do Windoek!) i jesteśmy znowu na drodze, którą podczas tej wyprawy jeszcze nie jechaliśmy.

NAMIBIA – La Mirage Resort (też jakby miraż)

 

NAMIBIA – oryks jakby zmęczony życiem

Ta droga to C14, która na swoim ostatnim odcinku jest po prostu nudna… No ale póki co mamy przed sobą okazję na ostatnią szansę zjedzenia obiadu przed Walvis Bay. Tak się reklamuje Rostock Ritz, lodga położona prawie na Zwrotniku Koziorożca! Ładnie się reklamują!

NAMIBIA – czy takiej reklamie można się oprzeć? Tak!

 

NAMIBIA – udajemy że odwiedziliśmy Rostock Ritz… No niestety, nie tym razem!

Kiedy widzicie zjazd ku Rostock Ritz to czas na bardzo ważny punkt na trasie do sfotografowania i zrobienia selfika… Zwrotnik Koziorożca! Oczywiście już go wcześniej przekraczaliśmy, ale nie było tak imponującej tablicy! Wszyscy się tu zatrzymują. Szczęśliwie nie ma żadnego overlandera lub innych samochodów. Możemy zatrzymać się tuż przy znaku i pozować!

NAMIBIA – Zwrotnik Koziorożca

Dziesięć lat temu ta tablica była czyściutka, teraz pełna naklejek i podpisów. Nasze naklejki więc też tam trafiły. Jedziemy dalej bo czekają nas kolejne atrakcje. Pierwsza to dolina rzeki Gaub, która ma tu swój przełom. Droga kilkunastoma zakrętami schodzi w dół, przejazd przez niski most i znowu wspinamy się w górę na poprzedni poziom. Po drodze krótki postój na zdjęcie w dolinę rzeki gdzie widać oczko wodne i jeżeli akurat nie ma jakiegoś stada zwierząt to może być to dobre miejsce piknikowe.

NAMIBIA – Gaub Pass, zjeżdżamy w dół…

 

NAMIBIA – wąwóz rzeki Gaub

Przez Kuiseb Pass

Przejazd przez Gaub Pass to raptem pięć minut. Znacznie dłuższy i ciekawszy jest przejazd przez Kuiseb Pass. Powoli się do niego zbliżamy. Najpierw w prawo odchodzi droga C26 przez Gamsberg Pass do Windhoek. Polecamy ją na zakończenie lub rozpoczęcie przygody z Namibią. Pięknych widoków nigdy za wiele.

Droga poprowadzona przez Kuiseb Pass jest bardzo honornie. Po co się pchano w te dzikie góry pocięte kilkoma dopływami Kuiseb, które tu się zbiegają? Ano po to, że nie za bardzo jest jak inaczej ominąć rzekę Kuiseb by dotrzeć do Walvis Bay. Niżej jest Kuiseb Canyon, jeszcze niżej wpada Gaub i jak jest woda, to nie ma najmniejszej szansy by pokonać rzekę. No więc dziesiątki zakrętów, księżycowy krajobraz i mamy jedną z ciekawszych widokowo, ale normalnie dostępnych dróg.

NAMIBIA – Kuiseb Pass

Warto zatrzymywać się na miejscach, które widać, że przyciągają jadących bo są ślady parkowania na poboczu. To na pewno oznacza piękny widok. Mamy wykupiony permit więc zjeżdżamy na Gramadula Viewpoint. Właściwie to wjeżdżamy. Mając do wyboru wiatkę lub stromą skalną kopę wyżej o 30 metrów oczywiście wjeżdżamy na nią. Trzeba trenować przez Kaokolandem!

NAMIBIA – Gramadula Viewpoint

 

NAMIBIA – Gramadula Viewpoint

Wow! Ale widok! Pod nami kanion rzeki Paradys, która zaraz kończy swój krótki bieg w Kuiseb, a dookoła góry, góry, góry,…

Mirabib – Spitzkoppe w miniaturze

Mamy wykupiony permit do poruszania się drogami parku narodowego więc ostatnie i straszliwie nudne 120 km do Walvis Bay mamy zamiar pokonać bokiem odwiedzając przynajmniej jeszcze ze trzy ciekawe miejsca. Mamy drogę w lewo z gustownym drogowskazem więc skręcamy i  zbliżamy się do samotnej skały z czymś na szczycie co już wcześniej nas intrygowało… Wygląda jak pomnik, ale okazuje się stacją przekaźnikową, anteny nie pozostawiają złudzeń co do przeznaczenia obiektu. Tu jeszcze droga była w miarę. Nie można powiedzieć, że dobra, ale od biedy…

NAMIBIA – jedziemy do Mirabib

Kiedy jednak minęliśmy strategiczny obiekt zaczął się najbardziej koszmarny gravel jakiego już do końca wyjazdu mieliśmy nie spotkać. Szczęśliwie dało się jechać obok drogi i nie my pierwsi wpadliśmy na ten pomysł… Pewną nagrodą był bardzo ładnie oznakowany Zwrotnik Koziorożca, mamy wreszcie inne zdjęcia niż te przy tablicy obok Rostock Ritz.

NAMIBIA – Zwrotnik Koziorożca – kolejny raz…

Wytrzęsieni widzimy na kompletnie płaskim terenie wyrastające skalne formy. Im bliżej jesteśmy tym lepiej to wygląda. Jesteśmy pod słońce ale wiemy, że będziemy mogli te skały objechać od oświetlonej strony. Skała nazywa się Mirabib i jest tu jeden z piękniejszych campingów w Namibii.

NAMIBIA – Mirabib z góry

Oczywiście jest bezobsługowy i przypomina trochę ten w Spitzkoppe tylko, że tu po prostu nie ma nikogo w promieniu wielu kilometrów! Na camping przyjechał jeden samochód co i tak możemy potraktować jako “tłum” i styczniową inwazję turystów na Mirabib.

NAMIBIA – Mirabib, jedno z miejsc campingowych

 

NAMIBIA – Mirabib, kolejne miejsce campingowe

Fotografujemy i filmujemy i…. odbieramy telefon z informacją, że za 1,5 godziny powinniśmy być w hotelu w Swakopmund… Zamykają recepcję o 20:00. Normalnie w Afryce nie jeździ się po zmierzchu. Jest za duże zagrożenie ze strony wałęsających się zwierząt. No ale ponieważ ostatni fragment trasy  miał prowadzić terenami gdzie tych zwierząt nie ma więc planowaliśmy dojechać na 22:00. Niedobrze… Dodatkowo spowolniła nas droga z tym strasznym gravelem.

NAMIBIA – otoczenie Mirabib

 

NAMIBIA – ostatnie promienie słońca oświetlają drzewa kołczanowe

Nie ma rady. Wracamy po śladach do naszej nudnej C14 i mkniemy grubo ponad 100 km/h do cywilizacji. Kiedy jeszcze była czynna recepcja udało nam się zapowiedzieć i mamy zapewnienie, że klucze będą u ochrony… Ufff… Inaczej wrócilibyśmy do Mirabib. Nagrodą za cioranie się po nocy był wspaniały hotel Driftwood Guesthouse w Swakopmund. Trochę na uboczu, ale blisko centrum handlowego by uzupełnić zapasy i by niepotrzebnie nie plątać się po zatłoczonym centrum.

NAMIBIA – Swakopmund, nasza nagroda za część południową wyprawy – hotel Driftwood Guesthouse

Jutro czas na Little 5 czyli wyprawę na pustynię z Tommym Collardem.

Więcej?

Film o Fairy Circles, przełęczach i Mirabib

 


Solitaire – strona główna – Little 5 z Tommy Collardem


Wyprawa organizowana wspólnie z Bocian Safaris

(Namibia) www.namibia.com.pl

 


(c) Portal Małego Podróżnika

Share