Sanki do nart biegowych – zrób to sam

Sanki, które z maluszkiem możemy ciągnąć za sobą

Przed pierwszą zimową eskapadą na biegówki pojawił się problem co z Michałkiem. Należało zadbać o możliwość bezpiecznego transportowania go oraz zabezpieczenie przed mrozem. Wszyscy chyba pamiętają jak zimno bywa na kuligu jak siedzi się w saniach. Kiedy my jesteśmy spoceni i zziajami maszerując na nartach to niezabezpieczonemu odpowiednio dziecku w sankach zamarzają nogi.

Odpadają nosiłki i nawet ci, którzy potrafią na nartach bardzo dobrze jeździć powinni z pomysłu wożenia w nich dziecka zrezygnować. Nosiłki poza niebezpieczeństwem przy upadku nie pozwalają odpowiednio zabezpieczyć dziecka przed mrozem co grozi wychłodzeniem i stanowi nawet zagrożenie dla życia dziecka.

Sanki są czymś oczywistym przy nartach biegowych. Pozostaje do rozwiązania problem ich ocieplenia i dostosowania do kopnego śniegu. Najlepsze dla małego dziecka są zwykłe drewniane saneczki z klasycznym oparciem.

Dostosowanie sanek aby nie zapadały się w kopnym śniegu

Standardowe sanki nie są dostosowane do kopnego śniegu. Zapadają się w nim głęboko i nagarniają śnieg na siebie czyli dziecko. Dodatkowym problemem jest ich dość mała stabilność. Rozwiązaniem jest dokręcenie ponad ich płozami
po metrowym kawałka starej narty. Ważne aby narta była dokręcona nad płozą sanek. Płozy zapadają się w śniegu i zapewniają sterowność sankom i likwidują “myszkowanie” w lewo-prawo co mogłoby spowodować ustawienie ich bokiem do kierunku jazdy i wywrotkę lub ześliźnięcie się ze stoku. Narty przykręcamy śrubami motylkowymi tak, aby jak najwięcej wystawało narty na zewnątrz płozy. Wtedy sanki staną się stabilniejsze.

Ocieplenie sanek

Na dół położyliśmy kawałek karimaty obszyty ortalionem, przez co nawet w głębszym śniegu nie docierał on do śpiworka/kombinezonu. Następnie ze sztywnej karimaty zrobiliśmy oparcie o regulowanym paskami kącie nachylenia – jeśli maluszek zasnął można było to oparcie opuścić do pozycji półleżącej. Kiedy ustawione jest pionowo wystaje wysoko nad listwę oparcia tworząc zagłówek. Oba ww elementy są mocowane na doszyte tasiemki.

sanki02

Śpiworek

Do sanek uszyliśmy spiworek, który jest dowiązywany mocnymi tasiemkami tak, aby nawet przy pokonywaniu stromych wzniesień lub wywrotce nie zgubić dziecka.
Śpiworek uszyty jest z od dwóch do czterech warstw (w nogach) ciepłego polaru obszytego podwójną do poczwórnej warstwą ortalionu (patrz uwagi w Samo życie…)
Należy pamiętać o obszyciu suwaka szeroką (nawet na 10cm) patką z warstwą polara w środku utrzymywaną z wolnej strony rzepem.
Śpiworek powinien zapewniać prawie całkowite osłoniecie twarzy dziecka ale tez mieć regulację odsłaniania, kiedy dziecko chce podziwiać widoki (rzepy).

Doczepianie sanek

Najwygodniej jest ciągnąć sanki za sobą jak prawdziwi polarnicy. Patenty od naszego przyjaciela Michała Kochańczyka:

  • Linkę od sanek przypinamy karabinkiem do plecaczka do ucha na czekan
  • Szyjemy pas biodrowy do którego przypniemy linki
  • Wariant ekstremalny i nie polecany: przypinamy linki karabinkiem do paska od spodni
    (ma ten minus, że zadziera nam kurtkę do góry i nieźle przez to podwiewa)

Uwaga!

Fabryczną linkę od sanek tj. bawełniany sznurek należy natychmiast odciąć i wyrzucić do kosza.
Najlepiej linkę kupić w sklepie sportowym w dziale ze sprzętem wspinaczkowym. Są tam cienkie linki służące do transportu sprzętu o dużej wytrzymałości.
Linka nie może być za krótka!!! Najlepsza to taka aby sanki jechały za nami ok 4m. Nie będą wtedy szarpane i podrywane do góry, nie będą najeżdżać na narty i nie będziemy dziecku sypać śniegu na sanki.
Linkę mocujemy oczywiście podwójną tak, aby w przypadku przetarcia się jednej części druga linka trzymała sanki.

Nasze sanki zostały pomalowane czerwoną akrylową farbą ponieważ były już trochę wiekowe… Na wyposażeniu mamy też kawał polaru spełniający role kocyka do ochrony jak wieje.

Sanki dla dziecka, które jeszcze nie siedzi – wersja 1

My nie mieliśmy takiego problemu bo Michałek już siedział. Agnieszka Wroczyńska miała taki problem bo ma piękną pogodę, dużo śniegu na plaży i perspektywę szarpania się z wózkiem na spacerze. Znaleźli jednak z mężem genialny sposób na rozwiązanie problemu! Trzeba zmienić podwozie w wózku! Zamiast kół zastosować płozy!
Pracy jest zdecydowanie mniej niż przy naszych sankach i warto zapamiętać ten patent dla spacerów z dzieckiem nawet niekoniecznie na nartach biegowych.

Jeżeli nie mamy jeszcze sanek to bardzo dobrze. Dzięki temu możemy kupić sanki szerokie o odchodzących na boki płozach. Są stabilniejsze od klasycznych “drewniaków” a stabilność to przecież tu podstawa.

Teraz czas na oględziny wózka. Odpinamy gondolę i patrzymy co jest pod spodem. A powinny być bolce lub wycięcia do łączenia obu części wózka. Kiedy wiemy jaki jest ich układ stawiamy gondolę na sankach wybierając miejsce tak, aby nie była zbytnio przesunięta do tyłu. Przód sanek często może być podrywany do góry więc lepiej aby gondola nie przeważyła ich do tyłu.

Czym przymocować gondolę do sanek? Ekspanderem lub liną gumową jaką w każdym budowlanym supermarkecie można kupić na metry. Ekspandery wymagają bezwględnie dodatkowych zabezpieczeń przy hakach. Dodatkowy węzeł zabezpieczający przed wyśliźnięciem się linki z haka oraz pozaginanie samych haków aby przez przypadkowe zaczepienie ekspander się nie wypiął. Kawał metalu na napiętej gumie to nie to co chcecie by groziło waszemu dziecku!

Ponieważ bezpieczeństwo przede wszystkim więc haki w ekspanderach warto wyelimować. Polecam kupienie liny gumowej i docięcie oraz związanie z niej odpowiedniej długości pętli, którymi mocujemy gondolę. Taka gumowa lina przyda nam się też jako amortyzator przy ciągnięciu sanek.

A oto gotowe rozwiązanie sprawdzone w praktyce:

Gondola na sankach

Agnieszka Wroczyńska na plaży w Sopocie – w wózku Mateusz.

Sanki dla dziecka, które jeszcze nie siedzi – wersja 2

Nie minęły i trzy dni raptem kiedy dostaliśmy mail od Piotra Piłacińskiego (patrz: Przyjaciele MP i WWW: koloroweru.pl) z jego konstrukcją! Genialna! Pełen profesjonalizm! Myślę, że zdjęcia pozwolą Wam bez problemu skopiować tę świetnie pomyślaną konstrukcję.

I jeszcze film do czego możemy dojść jak mamy fantazję i…. śnieg!
Polecam szczególnie obejrzenie końcówki (po 6:10 minucie – dzień 4)!

Z życzeniami prawdziwej zimy jeszcze trochę zdjęć…







Łukasz Wroczyński z Mateuszem.


Opracował: Krzysztof Kobus – TravelPhoto

(c) Mały Podróżnik – www.malypodroznik.pl – wszelkie prawa zastrzeżone

Share